Liria jest stolicą Thessii, przy tym jednym z największych "dzieł" asari. Jej pięknu jest w stanie dorównać jedynie Nos Astra, czyli kolonia asari na Illium. Wysokie budowle o eleganckich kształtach podkreślają urodziwość planety i, pomimo tego, że jest ona pokryta budynkami, widząc taki krajobraz wcale nie tęskni się do obrazu żywej natury.

Re: Dzielnica Reone

12 wrz 2016, o 21:13

Asari mruknęła coś, co brzmiało jak "yhym", gdy Irene wspomniała o tatuażu. Kazała rudowłosej siąść na fotelu i szybko zniknęła gdzieś przy aparaturze za plecami Dubois, ale mogła sobie wyobrazić, że kobieta nawet na nią nie spojrzała, zbyt zajęta sprawnym przygotowywaniem sprzętu do działania.
- Preferuje pani pozycję siedzącą czy leżącą? - spytała przesłodzonym głosem, zbliżając do fotela sprzęt umieszczony na unoszącym się ponad powierzchnią podłogi stoliku.
Według odpowiedzi i preferencji Irene, albo nakazała jej usiąść bokiem, lub przodem do oparcia fotela, albo przełączyła jeden z przycisków, sprawiając, że te w ciągu kilku sekund wyprostowały się do małej leżanki, przy której szczycie znajdowało się miejsce do oparcia głowy bez przymusu unoszenia jej na rękach przez często długie zabiegi.
- Tak, widzę tatuaż, nie ma najmniejszego problemu - skomentowała uprzejmie, z tej samej uprzejmości nie wspominając o tym, że prawdopodobnie potrwa to znacznie dłużej niż samo usuwanie blizny oraz zdecydowanie więcej będzie kosztowało. W tak ekskluzywnym miejscu jak salon piękności nie wspominało się o tak nieprzyjemnych kwestiach jak zapłata. Cenę podawało się na końcu, z szerokim uśmiechem białych, i idealnie równych zębów, który nie znikał gdy klientowi rzedła mina.
Dubois przez chwilę czuła dotyk jej palców przez syntetyczne rękawiczki, nim całe plecy zalała jej fala zimna, a jedna z maszyn zaczynała pracować. Gdyby się odwróciła, zauważyłaby, że asari wciąż bada opuszkami palców jej bliznę, lecz nie odczuwała już niczego. Skóra na jej plecach była sparaliżowana, dając specyficzne uczucie przy zachowaniu sprawności w ciele.
- Nieczęsto widuję takie blizny - zagadnęła kobieta, uruchamiając kolejne urządzenie, które wydawało z siebie cichy syk za każdym razem, gdy je włączała. - To znaczy nacięcia są normalne, ale ta jest jakaś... poszarpana. Dziwne.
W jej głosie natychmiast pojawiła się ciekawość, lecz nie przerywała zabiegu. Ot, postanowiła umilić nieco czas klientce, która miała spędzić w jednej pozycji prawdopodobnie więcej niż kilka chwil. - Proszę się nie ruszać - przestrzegła ją, jakby dopiero teraz sobie przypomniała, że rudowłosej może nagle coś odbić do głowy.
- Nie pasuje do pani ta blizna, naprawdę - kontynuowała wątek chwilę później, dając sobie zaledwie kilka sekund milczenia z czystej przyzwoitości. Wyraźnie chciała wiedzieć, co się Irene przydarzyło, ale nie planowała pytać o to w sposób bezpośredni. - To musiał być okropny wypadek, ale teraz może się pani cieszyć, bo pozostanie po nim tylko wspomnienie.
Urządzenie pracowało, a Dubois czuła, jak coraz bardziej ograniczoną ma ruchomość. Nie czuła drętwienia w karku czy plecach, ale siedziała na fotelu może pięć minut. Włosy, odgarnięte na jedno ramię, przytrzymywała asari upewniając się, że żaden z kosmyków nie spadnie na plecy podczas jej pracy. Tego jednak nie mogła czuć, bo nawet jej łopatki były niczym obce, niezwiązane z nią ciało, które mogła obserwować, lecz nie miała wpływu na to, co się z nim dzieje.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8695
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Dzielnica Reone

12 wrz 2016, o 21:58

- Siedzącą - odparła. Chciała widzieć zdjęcia na ścianach, w końcu zabieg miał trochę potrwać, więc równie dobrze mogła przyglądać się portretom pięknych asari. Nie wszystkie mijane na ulicach tak wyglądały, choć Irene wychodziła z założenia, że cała ta rasa jest, ogólnie przyjmując, piękna. Teraz, gdy obserwowała zdjęcia i porównywała je do asari które spotkała w swoim życiu, dochodziła do wniosku, że mogła być w błędzie. Pomijając fakt, że te były z całą pewnością komputerowo poprawiane, to jednak bywały asari, które w ten klasyczny kanon piękna nie wpasowywały się do końca.
Sięgnęła ku włosom i przeciągnęła kucyk przez gumkę jeszcze raz, ale nie do końca, tworząc coś, co przypominało koka i zapobiegało opadaniu rudych kosmyków na znieczulone plecy. Ucieszyła się, gdy okazało się, że tatuaż też dało się poprawić. Nie mogła się doczekać, jak jej plecy wrócą do normy, jak ona wróci do siebie. Znacznie poprawiał jej też humor fakt, że nic nie czuła, poza chłodem. Ciekawa była, czy u Nazira było tak samo. Jego musieli znieczulić chyba całego, od pasa w górę.
Na pierwszy komentarz asari odnośnie blizny nie odpowiedziała nic konkretnego, mruknęła tylko twierdząco. Bo co miała powiedzieć? Była brzydka, była poszarpana. Po to tu przyszła, żeby ją usunąć, a nie po to, żeby roztrząsać okoliczności jej powstania. Dopiero gdy pracownica kliniki nie ustępowała, choć starała się być subtelna i nie pytać bezpośrednio, Irene westchnęła.
- Miałam pecha na urlopie - mruknęła, po czym uśmiechnęła się lekko, sama do siebie, bo przecież asari nie widziała jej twarzy. - Dzikie bestie mnie nie lubią.
Okazywało się, że to wyjaśnienie było dobre jak każde inne. Oparła brodę o oparcie fotela i przez chwilę po prostu siedziała, nie czując nic. To było nietypowe doświadczenie, nawet nie potrafiła określić, czy dobre, czy złe.
- To prawda, nie pasuje - zgodziła się. - Jest paskudna.
Nadal się nie ruszała, choć strasznie ją korciło, by poprawić się w miejscu. Było jej względnie wygodnie, ale skoro asari kazała jej tkwić nieruchomo, kusiło dwa razy bardziej. Powstrzymała się jednak, bo tym razem były rzeczy ważniejsze od jej widzimisię.
- Ile czasu może zająć zabieg? - spytała, trochę z ciekawości, a trochę po to, żeby zmienić temat. - Blizna jest zastępowana warstwą syntetycznej skóry, czy jak?
Wolała porozmawiać o kwestiach technicznych, niż o swoich przeżyciach z punktu widzenia ofiary i posiadaczki blizny. Asari było nic do tego, w jaki sposób Irene ją zdobyła. W końcu miała ją usunąć, a nie bawić się we zagłębianie się we wspomnieniach.
VERTIGO
+20% DO TARCZ | -10% DO TRAFIENIA IRENE | +40% DO OBRAŻEŃ WRĘCZ
ObrazekObrazek
CASUAL - FORMAL - MAIN ARMOR - ARMOR 2 - THEME


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Irene Dubois

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1527
Dołączył(a): 27 mar 2014, o 17:41
Miano: Irene Dubois
Wiek: 24
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Złodziejka, technik okrętowy
Lokalizacja: Crescent
Status: Uznana za zmarłą
Kredyty: 30.615
Medale: 7
Rekrut (1) Żołnierz (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Taktyk (1) Podstawowe szkolenie (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Re: Dzielnica Reone

12 wrz 2016, o 22:48

Nie mogła widzieć pracy asari, ale mogła podejrzewać, że robi to dość sprawnie. Sam fakt, że nie zaprzestała pracy ani na chwilę, choć podtrzymywała konwersację, sprawiał, że mogła wyglądać na profesjonalistkę. W końcu nic nie pozbawiało ją skupienia, z jakim naprawiała plecy swojej klientki. Nie pierwszej pewnie i nie ostatniej.
- Dzikie bestie... No tak to jest - westchnęła głośno, kiwając energicznie głową. Chyba odpowiedź Irene ją usatysfakcjonowała, a przynajmniej nakarmiła zżerającą ją ciekawość. - Też kiedyś stwierdziłam, że wezmę jedną z wycieczek do dżungli. Pamiętam, że to było gdzieś na Sur'Keshu... Salarianie wydają się tacy bezbronni, to myślałam, że skoro dożyli do dziś, to ich planeta też taka musi być, prawda?
Odłożyła na moment rączkę lasera, którą Irene mogła dostrzec kątem oka, umieszczoną w odpowiednim miejscu na to przy samym urządzeniu. Zamiast tego złapała za inny przedmiot, który musiał pozostać dla rudowłosej niewiadomą.
- No to się niestety przeliczyłam. Takie bydle jedno na nas wyleciało w trakcie... Na szczęście byliśmy w pojeździe. Wielkie jak ze dwa varreny, a kły jak u na'lku!
Nie wyjaśniła, o jakim zwierzęciu mówi, ale przerwała na chwilę prowadzenie zabiegu, wolną dłonią sięgając do koka uformowanego przez Dubois i wciskając do jego środka jeden z wystających z niego kosmyków, jakby jej okropnie przeszkadzał. Może za bardzo się pochyliła i wpadł jej do oka.
- Zabieg? Z godzinę, minimum. Duża ta blizna, niestety - odpowiedziała, nie ukrywając niezadowolenia. Pewnie chciałaby działać szybciej i sprawniej, ale była ograniczona własnymi umiejętnościami, tempem regeneracji tkanek lub też urządzeniem, z którego korzystała. - Później tatuaż. Zobaczymy ile będzie poprawek, może drugie tyle, może mniej.
Perspektywa spędzenia tak długiego czasu w tej jednej pozycji nie mogła wyglądać zachęcająco. Obrazów na ścianach była skończona ilość i już po pierwszych piętnastu minutach znała je na pamięć. Każde spojrzenie, każdy uśmiech, każde zagięcie różnobarwnych tatuaży. Może wybranie leżącej opcji byłoby nieco dla niej wygodniejsze.
- Ależ skąd, to nie prehistoria - fuknęła wręcz oburzona, gdy Irene wspomniała o sztucznej skórze. - Nie ma pani pojęcia, jak ogromne umiejętności regeneracji posiada pani ciało.
Przez kilka chwil pracowała, pozwalając ostatniemu zdaniu zawisnąć w powietrzu i dotrzeć do głowy rudowłosej. Można byłoby się spodziewać, że ożywi się i zacznie wywyższać gdy tylko będzie mogła przemawiać tonem profesjonalisty, lecz asari wciąż utrzymywała ten sam, dość uprzejmy ton.
- Wystarczy pobudzić tkankę w sposób, w który sama nie umie sobie tego zrobić. Plecy będzie miała pani własne, skórę na nich również, tylko to wymaga nieco czasu. Nawet przyspieszone tysiąckrotnie jak teraz.
Czas upływał dość wolno, nawet gdy zagadywana była przez asari. Koniec końców jednak niezobowiązująca rozmowa toczyła się leniwie do przodu w miarę, gdy kobieta zmieniała coraz to swoją pozycję, docierając do niższych partii pleców drętwiejącej Dubois.
Nie godzina, a godzina dwadzieścia minut potrzebne były do tego, by urządzenie zaprzestało swojej pracy, a asari odłożyła rączkę lasera na miejsce i wyprostowała się z trudem, usiłując rozluźnić zastane barki.
- Może pani wstać, pierwsza część skończona - oznajmiła, ściągając jednorazowe rękawiczki i rzucając je do kosza. - Za moment zajmiemy się tatuażem. Kawy, herbaty, wody? Tam jest lustro.
Wskazała ruchem podbródka na wysokie od podłogi do sufitu lustro, w którym obecnie prezentowalo się odbicie drzwi, do których asari zmierzała. Po drodze zgarnęła tylko swój kubek, planując zrobić sobie kolejną kawę. Po chwili zostawiła Irene samą, przynajmniej na pięć minut.
Obejrzenie swoich pleców nie było łatwe, gdy wciąż nie czuła ich zbyt dobrze. Znieczulenie nie schodziło boleśnie, lecz powodowało wrażenie odrętwienia. Obecnie jej skóra była czerwona - nieco spuchnięta, zaróżowiona, lecz jej własna. Wciąż wyglądała nieco jak blizna, ponieważ teraz ciemny tatuaż przedzierała kremowa wstęga. Nie urwany był on jednak w prostej linii - pigment w niektórych miejscach dziwnie się zacierał w miejscach, w których bezpośrednio uderzał w niego laser.
Choć kark, plecy i całe ciało miała zesztywniałe, końcowy efekt nie wyglądał źle. Zaczerwienienie i opuchlizna szybko zejdą potraktowane chociażby medi-żelem, a wszelkie ślady operacji zatuszuje dokończenie tatuaża, które właśnie Dubois czekało.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8695
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Dzielnica Reone

13 wrz 2016, o 00:08

Przez cały czas uprzejmie odpowiadała asari, albo odmrukiwała coś bliżej nieokreślonego, choć twierdzącego. Ostatecznie wyszło na to, że chyba faktycznie była na urlopie na Sur'kesh, gdzie odwiedziny w dżungli nie skończyły się tak, jak zaplanowała. Znacznie łatwiej było, gdy ktoś inny opowiadał historię za nią - wydawało mu się wówczas, że doskonale domyśla się o co Irene może chodzić, zmyślona wersja rzeczywistości staje się znacznie bardziej wiarygodna, a ona sama nie musi się wysilać i kombinować. Sposób dobry jak każdy inny.
- Są straszne - pokiwałaby z przekonaniem głową, ale miała się nie ruszać, więc tylko przyznała asari rację, z absolutnym przejęciem. - Czasem strach z domu wychodzić.
Sama nie wiedziała, co mówiła. Niezobowiązujące pogawędki były jej mocną stronę, ale nie w chwili, gdy ktoś przesuwał laserem, czy czymkolwiek innym po jej plecach, sprawiając, że te same z siebie leczyły się w sposób niepozostawiający żadnych śladów. Była w stanie w takim celu wytrzymać nieruchomo godzinę, nawet dwie, choć faktycznie momentami żałowała, że się nie położyła. Asari była jednak rozmowna, więc czas upływał nieco szybciej, niż gdyby musiały siedzieć tu w milczeniu.
Nie wiedziała, dlaczego poprawianie tatuażu miałoby zająć tyle czasu, bo przecież zrobienie go trwało jakieś dwie, może trzy godziny, nie pamiętała dokładnie. Dubois sądziła, że upewnienie się, że w miejscu dotychczasowej blizny nie będzie on przerwany, to jest jakieś dziesięć minut roboty. Wzór był symetryczny i dość prosty do odwzorowania, zwłaszcza że lustrzane odbicie wyrwanego przez bicz miejsca znajdowało się na wysokości karku. Może na świeżo poprawionej bliźnie nie dało się tego zrobić tak szybko?
- Nie wiedziałam - przyznała. Nigdy nie interesowała się medycyną, więc nie miała o tym pojęcia. Zdążyła się już przyzwyczaić do widoku krwi, ale to nie znaczyło, że wiedziała jak usuwa się blizny. I o ile ranę opatrzyć względnie umiała, to medycyna estetyczna była dla niej absolutną zagadką. - Ale to dobrze.
Miała w sobie wystarczająco wiele ciał obcych - czyli jeden implant, dla niej to było dużo - więc świadomość, że plecy będzie miała całe swoje, była dość przyjemna. Z chęcią zeszła z fotela, rozprostowując plecy. Przykryła się tylko przedramionami przed wzrokiem obcej asari, uśmiechając się do niej lekko. Nie wiedziała jakiego widoku się spodziewać, choć gdy podchodziła do lustra, liczyła na coś naprawdę efektownego.
- Wodę, proszę.
Widok nieco ją rozczarował, ale z drugiej strony mogła pomyśleć logicznie - blizna nie mogła nagle magicznie zniknąć, to tak nie działało. Wciąż było ją widać, choć teraz była tylko pręgą, jak od uderzenia, a te nie zostawały na zawsze. Przez długą chwilę stała, spoglądając sobie przez ramię. Zniknęły poszarpane brzegi i wyrwy w skórze, zniknęły stwardnienia i brzydkie bliznowce, które zaczynały się już tworzyć. Podeszła bliżej, by z odległości kilkunastu centymetrów przyjrzeć się skutkowi zabiegu. I był satysfakcjonujący.
Uśmiechnęła się do asari już szeroko, gdy wróciła z jej wodą. Napiła się i odstawiła szklankę gdzieś, gdzie mogła, po czym wróciła na fotel.
- Tym razem już chyba się położę - stwierdziła i skinęła głową w stronę krzesła. Tak było wygodniej, tatuaże nie były bezbolesne, a jej właśnie zaczynało wracać czucie. Wolała nie być w razie czego skazana na swoją własną wytrzymałość, która mogła być różna, zwłaszcza, że skóra w tym miejscu była pewnie teraz mocno uwrażliwiona.
VERTIGO
+20% DO TARCZ | -10% DO TRAFIENIA IRENE | +40% DO OBRAŻEŃ WRĘCZ
ObrazekObrazek
CASUAL - FORMAL - MAIN ARMOR - ARMOR 2 - THEME


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Irene Dubois

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1527
Dołączył(a): 27 mar 2014, o 17:41
Miano: Irene Dubois
Wiek: 24
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Złodziejka, technik okrętowy
Lokalizacja: Crescent
Status: Uznana za zmarłą
Kredyty: 30.615
Medale: 7
Rekrut (1) Żołnierz (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Taktyk (1) Podstawowe szkolenie (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Re: Dzielnica Reone

14 wrz 2016, o 21:37

Asari wróciła dość szybko, w jednej ręce trzymając szklankę wody - normalną, taką, w jakiej podawano napoje w restauracjach, a nie plastikowy kubek rodem z szpitali. W drugiej dłoni za to miała kubek z parującą, świeżą kawą - tak jasną, że wyglądała jak mleko i sądząc po fioletowym odcieniu, musiała być wzbogacona czymś niestandardowym - a już na pewno innego pochodzenia niż Ziemskie.
- Ależ proszę bardzo - zachęciła Dubois do zmiany pozycji, przełączając jeden z przycisków na małym panelu przy leżance tak, że oparcie fotela się rozprostowało. Sama usiadła jeszcze przy biurku, na którym położyła własny kubek, do rąk Dubois wciskając naczynie z jej uproszonym napojem. - Nie powinno być problemu. Pigment niestety bywa kapryśny jeżeli tatuaże są marnej roboty, ale sądząc po pani stanie, tatuaż dokończymy szybciej niż się spodziewałam.
Kiwała głową sama do siebie, mówiąc jednocześnie do rudowłosej. Sprawdziła coś na komputerze, przejrzała komunikator, leniwie przesuwając wzrokiem przez pierwsze opcje z listy nowych wiadomości, po czym upiła łyk ciepłego napoju. Wstała, z powrotem sięgając po jednorazowe rękawiczki i przeszła do stanowiska, zbierając inne przyrządy tym razem. Nie miała przy sobie jednak niczego, co wyglądało na ekwipunek potrzebny jej do wykonania tatuażu. Przygotowywała inną maszynę z mechanicznym ramieniem, zakończonym dziwną końcówką.
- Proszę się nie ruszać - znów poleciła jej, poprawiając rękawiczki na dłoniach i opierając jedną dłoń pomiędzy jej łopatkami, chcąc dopilnować tego, że jej polecenie zostanie spełnione. Drugą dłonią przysunęła sobie oprzyrządowanie.
Kłujący ból zdradził jej działanie maszyny chwilę po tym, gdy powietrze przeszyło brzęczenie. Maszyna działała sprawnie, szybko i, cóż, mechanicznie. Z perspektywy leżącej Dubois niewiele mogła pooglądać - zaledwie podłogę, a może kilka stanowisk w gabinecie, gdyby zaryzykowała odrywając głowę od leżanki by się rozejrzeć. Picie nie było w tym momencie możliwe, szklankę więc asari postanowiła odłożyć na półkę obok.
Dokończenie tatuażu zajęło maszynie czterdzieści minut. Asari korygowała jej pracę, a czasami manualnie zajmowała się bardziej kłopotliwymi wykończeniami, pozwalając technologii działać za nią przez większość czasu, kiedy ona popijała kawę. Gdy brzęczenie ustało, odłożyła pusty kubek na półkę i zajęła się za przecieranie, i pielęgnację świeżych partii tatuażu. Po tym poinstruowała Dubois na co powinna uważać jak i zapewniła, że opatrunki czy okłady nie będą potrzebne przy tej technice nanoszenia wzorów.
- Może się pani ubrać - stwierdziła nareszcie, gdy Dubois czuła się zmęczona od wytrzymywania w jednej, czy dwóch pozycjach. Uśmiechnęła się do niej pogodnie, nie okazując po sobie żadnych oznak wyczerpania.
Rudowłosa wyproszona została do przedsionka, gdzie na jednym z krzeseł siedział salarianin z opatrunkiem na policzku, a na drugim piękna asari wpatrzona w swój omni-klucz. Nazira nigdzie nie było.
- Płacą państwo razem czy osobno? - spytała łagodnie recepcjonistka, widząc, że Dubois skończyła swój zabieg.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8695
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Dzielnica Reone

15 wrz 2016, o 13:06

Napiła się jeszcze, zanim położyła się na leżance. Opróżniła szklankę od razu praktycznie do połowy, bo wiedziała, że później nie będzie miała kiedy. Pewnie asari nie miałaby nic przeciwko przerwaniu pracy na chwilę, gdyby Irene zaschło w gardle, ale chciała to mieć już za sobą. Chciała mieć z powrotem swoje plecy.
Gdy tak leżała, nie do końca do niej docierało, że blizny już właściwie nie ma. Wiadomo, skóra była wciąż zaczerwieniona i opuchnięta, ale to było coś zupełnie innego. Nie będzie się musiała już wstydzić własnego ciała, nie będzie musiała się zakrywać i pilnować, by nikt nie zauważył długiego cięcia. Skupiała się na znajomym bólu, którego choć nie czuła od lat, to doskonale pamiętała. Mówili jej, że tatuaże uzależniają, ale jej nie uzależniły - zrobiła jeden, wystarczyło jej. Był tylko dodatkiem, ozdobą, nawet niewiele znaczył. Miał przynosić szczęście, taki chyba był zamysł te kilka długich lat temu.
Kiedy już było po wszystkim, podniosła się, odpowiadając asari niepewnym uśmiechem. Zanim się ubrała, chciała jeszcze spojrzeć w lustro. Sprawdzić, czy faktycznie wszystko poszło zgodnie z planem. Przeszła te kilka kroków, by przyjrzeć się swoim plecom. Poprawiony fragment tatuażu będzie wymagał opieki przez najbliższe kilka dni, ale znajdował się w miejscu, do którego bez problemu dosięgała dłonią. Wyglądała teraz, jakby ktoś strzelił ją z bicza, ale nie takiego, który rozdziera skórę, tylko po prostu zostawia po sobie różową pręgę. Po ranie nie zostało ani śladu, kwiatowy wzór też został uzupełniony idealnie.
- Dziękuję - powiedziała, odwracając się od lustra i sięgając po swoje ubrania. - Kiedy mniej-więcej mogę się spodziewać zejścia opuchlizny?
Nie wiedziała, ile właściwie czasu minęło, odkąd opuściła poczekalnię. Poprawiła włosy, wyciągając kucyk z tego prowizorycznego koka, który stworzyła na potrzeby zabiegu i przesunęła spojrzeniem po siedzących, prawdopodobnie pacjentach. Nie czuła się inaczej, dopiero stąd wyszła i właśnie wracała, zostawiając za sobą wspomnienie sali, w której nie miała się pojawić nigdy więcej. Rozejrzała się za Nazirem, ale najwyraźniej jego plecy stanowiły większy problem.
- Osobno - odparła. Z jakiegoś powodu nie chciała, żeby Khouri miał już do czynienia z tym, czego sam był pośrednią przyczyną. Poza tym to już nie był obiad, albo wizyta w klubie, za który mógł zapłacić. Irene miała jeszcze jakieś kredyty na koncie i miała nadzieję, że to wystarczy. Nawet nie spytała, ile ostatecznie będzie to kosztowało.
Uregulowała rachunek i zajęła miejsce na jednym z wolnych krzeseł, po czym podniosła ze stołu jedną z gazet i zabrała się za przeglądanie jej obojętnie. W końcu nie wiedziała, ile będzie jeszcze czekać. Ale nigdzie się jej przecież nie spieszyło.
VERTIGO
+20% DO TARCZ | -10% DO TRAFIENIA IRENE | +40% DO OBRAŻEŃ WRĘCZ
ObrazekObrazek
CASUAL - FORMAL - MAIN ARMOR - ARMOR 2 - THEME


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Irene Dubois

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1527
Dołączył(a): 27 mar 2014, o 17:41
Miano: Irene Dubois
Wiek: 24
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Złodziejka, technik okrętowy
Lokalizacja: Crescent
Status: Uznana za zmarłą
Kredyty: 30.615
Medale: 7
Rekrut (1) Żołnierz (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Taktyk (1) Podstawowe szkolenie (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Re: Dzielnica Reone

15 wrz 2016, o 21:49

Asari szybko przeszła do spraw innych, niezwiązanych z zabiegiem, który wykonała na rudowłosej. Dość nieprzytomnie spojrzała na nią znad datapadu, w który natychmiast zaczęła się wczytywać, z roztargnienia unosząc pusty kubek po kawie do ust i usiłując się z niego napić.
- Kilka godzin. Na pewno przejdzie do jutra - odpowiedziała wręcz znudzona. Zauważyła swoje zaniedbanie w sprawianiu doskonałego wrażenia od razu, więc sekundę później jej usta wyszczerzyły się w szerokim, sztucznym uśmiechu idealnie równych, śnieżnobiałych zębów.
Gdy Dubois przeszła do recepcji, stojąca za ladą asari była w trakcie konwersacji tekstowej, co początkowo próbowała ukryć, ale nie dysponowała zbyt wielkimi umiejętnościami w kwestii podzielności swej uwagi.
- Oczywiście, za moment wystawię rachunek - odrzuciła uradowana, bardziej tym, co przeczytała, niż słowami Irene, ale wciąż była bardzo przyjazna. - Proszę sobie usiąść, chwilę poczekać.
W międzyczasie piękna asari odebrała jakiś telefon i krótka, cicha rozmowa stopniowo zaczynała przeradzać się w kłótnię. Początkowo z tego, co wychwyciła Dubois, rudowłosa mogła wywnioskować, że asari rozmawia o Ziemiance - mówiła coś o jakiejś ukochanej Jessice oraz o tym, jaka nieodpowiedzialna jest. Dopiero po kilku minutach, gdy kobieta była na skraju łez, sens tej dyskusji się odmienił, sugerując, że Jessica w istocie jest małą dziewczynką, córką klientki salonu odnowy, w którym się znajdowali. Niecodzienne imię brzmiało w ustach asari dość naturalnie. Cała sytuacja stanowiła jakieś oderwanie od rzeczywistości przez te kilka chwil, w których Dubois zmuszona była siedzieć bezczynnie na krześle.
Kwota, która pojawiła się na wystawionym rachunku, nieco przekraczała możliwości Irene. Usunięcie sporej blizny przecinającej jej plecy a do tego uzupełnienie tatuażu stanowiło nie tylko ponad dwugodzinny zabieg, ale też mocne obciążenie dla jej portfela - takie, którego nie była w tym momencie zdolna przyjąć.
- Proszę się nie śpieszyć - odpowiedziała uprzejmie asari, widząc, że Irene nie płaci od razu. Recepcjonistka wróciła do prowadzenia konwersacji umożliwiając klientce zajęcie miejsca z powrotem i załatwienia kwestii swoich funduszy.
W czasie oczekiwania przez Irene na Nazira, salarianin i asari obydwoje przyjęci zostali do dwóch, różnych gabinetów. Matka Jessici musiała być tu kolejny raz z rzędu, bowiem przywitała się z pracowniczką, która prowadziła zabieg Irene, poprzez przyjacielski uścisk i buziak w policzek. Nim drzwi się za nimi zamknęły, Irene dosłyszała pytanie co u ciebie, skarbie?.
Chwilę po tym zza rogu wyłonił się Nazir. Kurtkę trzymał w rękach, a na twarzy miał nieco zmęczony wyraz, jakby przed chwilą wybudził się ze snu. Widząc Irene od razu się uśmiechnął, nim jego uwagi nie przykuła recepcjonistka.
- Mam nadzieję, że ta pani nie zapłaciła przede mną - parsknął śmiechem, odwracając się do Irene plecami. Ubiór wierzchni położył na blacie obok, uruchamiając omni-klucz. - Ile płacę?
Kwota za oba zabiegi nie była mała, ale ten, któremu poddał się Khouri, wyszedł mu znacznie drożej. Bez wahania uiścił kwotę wyświetloną na ekranie, wkładając trzymane w dłoni pudełko do kieszeni kurtki. Z daleka wyglądało niemal jak paczka papierosów, w rzeczywistości były to jakieś tabletki.
- Jak się czujesz? - spytał, narzucając na siebie kurtkę nieco ociężale. Wydawał się być ociężały, a sposób, w jaki rozprostował barki, układając na sobie część ubioru, nieco ostrożny. W przeciwieństwie do Irene musiał odczuwać nieco więcej niż samo odrętwienie, które już opuszczało powoli ciało rudowłosej. Ruszył obok niej do wyjścia, do pasażu centrum handlowego, które o tej porze przepełnione było ludźmi. - Trochę mi zeszło. Długo czekałaś?
Stanął w miejscu, obok wijącej się po ścianie narośli. Otaczały ich reklamy sklepów, które znaleźć mogli na innych poziomach - wszystkie rozświetlone i bijące po oczach. Wśród nich Irene dostrzegła reklamę salonu tatuażu, koło którego przeszły wcześniej z Shani, wczorajszego dnia.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8695
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Dzielnica Reone

16 wrz 2016, o 10:51

Gdy zobaczyła rachunek, nic po sobie nie pokazała, ale gdzieś tam w środku, w sobie, załamała się kompletnie. Raz w życiu chciała zapłacić za siebie i proszę, tyle z tego wyszło. Powinna była spytać wcześniej, ile taki zabieg może kosztować, mogła to nawet sprawdzić w extranecie, gdyby tylko na to wpadła. Nie lubiła być zmuszona do zdawania się na innych. Gdy z własnej woli ich wykorzystywała, tudzież pozwalała im za siebie płacić, to było coś innego. Teraz nie miała wyjścia, a kwota była niemała.
Skupiła się na gazecie, udając że jest zbyt zaczytana, by zająć się opłaceniem zabiegu w tej chwili, choć w jej głowie zaczynała narastać frustracja. Nazir miał nie mieć z tym już nic wspólnego, sama chciała zakończyć temat, pozbyć się problemu, by już nigdy więcej nie musieli sobie o tym przypominać. Jemu usuną poparzenia, jej bliznę, miała zapłacić i wyjść z kliniki zadowolona. Tymczasem siedziała, skazana na Khouriego i na to, czy będzie chciał za nią zapłacić, czy na przykład stwierdzi, że akurat teraz nie, a ona będzie musiała spalić się ze wstydu i prosić go o kredyty, bo jej przecież nie stać. Przesuwała wzrokiem w kółko po tej samej linijce tekstu, nawet nie wiedząc o czym czyta. Miała sobie radzić sama. Taki był przecież zamysł. Nie powinna być zdana na innych, nie powinna czekać aż mężczyzna wyjdzie z zabiegu i zechce uregulować rachunek za ich oboje. Zacisnęła zęby, wzdychając ciężko.
Na widok Nazira odłożyła magazyn na stół i wstała, powoli podchodząc do niego, jakby bała się, że zaraz usłyszy informację o podzielonym rachunku. Widząc, że płaci za wszystko, poczuła jednocześnie i ulgę, i irytację. Podziękowała asari i ruszyła obok Khouriego do wyjścia, przesuwając spojrzeniem po jego ramionach, jakby mogła faktycznie cokolwiek zobaczyć przez kurtkę i materiał koszulki.
- Dobrze - odparła. - U mnie to chyba było mniej problematyczne, niż u ciebie, z tego co widzę. Plecy są trochę obolałe, ale nie potrzebuję tabletek.
Skinęła głową w stronę kieszeni, do której włożył pudełko. Rozejrzała się dookoła, po znajomej już okolicy, a jej wzrok przykuła reklama studia tatuażu. Przyglądała się jej przez chwilę w milczeniu, w końcu jednak ruszając powoli przed siebie.
- Oddam ci te kredyty - poinformowała go cicho. - Jak sprzedam Claymore'a.
Póki co to był jedyny sposób, w jaki mogła zdobyć jakieś pieniądze. Nie wyglądało to obiecująco, zwłaszcza, że pamiętała przecież jak została potraktowana w sklepie, gdy usiłowała się go pozbyć. Westchnęła cicho. To mogło być zarówno za tydzień, jak i za trzy miesiące. A wtedy całkiem możliwe, że o tym zapomni.
- Możemy się przejść teraz, poszukać herbaty - zaproponowała. - Chyba, że bolą cię ramiona i wolisz wrócić na statek. Jak z nimi, w ogóle? Jesteś zadowolony?
VERTIGO
+20% DO TARCZ | -10% DO TRAFIENIA IRENE | +40% DO OBRAŻEŃ WRĘCZ
ObrazekObrazek
CASUAL - FORMAL - MAIN ARMOR - ARMOR 2 - THEME


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Irene Dubois

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1527
Dołączył(a): 27 mar 2014, o 17:41
Miano: Irene Dubois
Wiek: 24
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Złodziejka, technik okrętowy
Lokalizacja: Crescent
Status: Uznana za zmarłą
Kredyty: 30.615
Medale: 7
Rekrut (1) Żołnierz (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Taktyk (1) Podstawowe szkolenie (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Re: Dzielnica Reone

16 wrz 2016, o 21:25

Choć w głowie przepełnionej sprzecznościami Irene toczyła się wojna, Nazir wydawał się tego nie zauważać. Nie był głupi czy niedomyślny, a na pewno nie można bylo odmówić mu spostrzegawczości, lecz Dubois sztukę ukrywania własnych emocji opanowała na zbyt wysokim dla niego poziomie - przynajmniej w tej kwestii. Nie miał Vertigo do pomocy, a i też nie bardzo starał się analizować jej zachowanie - w końcu po bliźnie nie został ślad. Musiała być szczęśliwa, no bo dlaczego by nie?
Objął ją w pasie tylko na sekundę, mając doskonały do tego pretekst - przepuszczał ją przodem w drzwiach, gdy wychodzili do pasażu.
- To dobrze - kiwnął głową, mało zaskoczony tym, że nie dostała od asari żadnych medykamentów. Jej blizna, choć brzydka i podłużna, nie była rozległa ani problematyczna do usunięcia, przynajmniej oceniona jego okiem. - Ja mam jakieś pierdoły, na wszelki wypadek - wyjaśnił, wyjmując pudełko z kieszeni i wpatrując się przez chwilę w połyskującą ponad jego powierzchnią nazwę, która skrzywdziłaby jego język gdyby spróbował ją wypowiedzieć.
Parsknął śmiechem słysząc jej obietnicę i kiwnął głową, dla jej własnego spokoju, bo gdyby miał przejmować się wydawaniem na nią kredytów to dałby to po sobie poznać znacznie wcześniej.
- Nie liczę ci niczego przecież - odrzekł po tym, gdy powstrzymał się przed wypowiedzeniem czegoś innego - prawdopodobnie nie musisz, którym mało mógł w tej sytuacji zdziałać. Przecież wyglądała na zdeterminowaną. - Nie przejmuj się.
Westchnął, odwracając na moment wzrok, w którym przebiły się wyrzuty sumienia. Te same, które towarzyszyły mu przy okazji wydarzeń, które rozległy się na asteroidzie.
Płacił za usunięcie śladu po przykrych momentach w paskudnym miejscu, do którego sam ją zaprowadził.
- Nie, możemy iść - zachęcił ją, ruszając wzdłuż ściany, w stronę rozwidlenia ozdobionego stojącą na środku fontanną. - Niewiele z nich widziałem, w zasadzie. No i i tak są całe czerwone. Mam teraz opatrunek - poruszał zastanymi barkami, przypominając sobie specyficzne uczucie naciągania się przykrywającego jego plecy materiału. - Kilka dni i może nic z tego nie zostanie.
Wzruszył ramionami - a może dalej próbował je rozruszać. Nie wyglądał na uradowanego w sposób oczywisty - miał dobry humor, choć jego mina sugerowała, że nie oswoił się jeszcze z myślą braku śladów po asteroidzie. W końcu nie wydawał się być osobą, która usuwa swoje blizny.
- Dokończyli ci ten tatuaż? - zmienił temat na jej zabieg, wchodząc na ruchome schody - platformy poruszające się wyznaczonym torem, podświetlane z góry i z dołu, które unosiły kupujących na kolejne piętra. Teraz znaleźli się w pasażu, przez który przeszła razem z kuzynką Nazira. Ten rozejrzał się, szukając jakiejkolwiek mapy, która mogłaby im pomóc.
- Jakaś herbaciarnia jest na samej górze - zmarszczył brwi, gdy znalazł już na jednej ze ścian interaktywny rzut na cały pasaż. - Albo sklep wielobranżowy na tym piętrze?
Spojrzał na nią pytająco, jakby kupno herbaty na Thessii nie było czymś, co zdarzyło mu się wcześniej robić. W końcu wyposażenie mesy zamawiał hurtowo od konkretnych dostawców, nigdy nie musiał zastanawiać się nad takimi szczegółami jak to, czy w herbaciarni sprzedają też herbatę, czy tylko ją parzą.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8695
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Dzielnica Reone

16 wrz 2016, o 22:16

- To nie chodzi o liczenie - westchnęła, ale nie powiedziała nic więcej, bo ponowne przyznanie się do tego, że miała na koncie mniej kredytów, niż sądziła, było zbyt kompromitujące. W końcu miała sobie radzić, a nie wymyślać usuwanie blizn i poprawianie tatuaży w momencie, gdy miała niecałe trzy tysiące na koncie. To nie było radzenie sobie, to była bezmyślność, przez którą musiała być teraz zdana na portfel Nazira.
- Mówiłeś, że nie masz konta bez dna - dodała, wspominając jeden z jego argumentów przeciwko opuszczeniu Przymierza. Szczerze wolałaby sama zapłacić za zabieg, teraz, gdy wiedziała, że stabilny przypływ kredytów jest jednym z powodów, dla których mężczyzna uparcie tkwi w wojsku. - To niemała kwota. Oddam ci, jak tylko będę miała.
Z całą pewnością zapomni o tym za tydzień albo dwa, ale na chwilę obecną zaatakowały ją tak rzadko u niej spotykane wyrzuty sumienia. On cierpiał przez to, że sam ją na tę asteroidę zabrał, ona cierpiała, bo nie mogła sama pozbyć się ostatniego, co przywoływało nieprzyjemne wspomnienia. Ale nieważne, westchnęła i odsunęła od siebie te myśli, bo roztrząsanie tego teraz niczego by przecież nie zmieniło. Uśmiechnęła się do niego w końcu, znów spoglądając na jego ramiona, choć przecież nic nie widziała. Opatrunku też nie było widać na zewnątrz. Przypomniał się jej bandaż, którym sama go nieudolnie owijała, gdy radzili sobie jak mogli na zadupiu galaktyki, z daleka od jakichkolwiek centrum społeczności, z daleka od lekarzy.
- Na pewno założony lepiej, niż poprzedni - rzuciła. - Kilka dni? Mi powiedzieli, że jutro powinno wrócić do... do normy.
Brzmiało to tak dobrze, że sama w to nie do końca jeszcze wierzyła. Czuła napięcie na plecach, czuła jak jej podrażniona skóra jest lekko urażana przez materiał bluzki, ale nie był to ból, który wymagałby opatrunku, czy leków przeciwbólowych. Uniosła wzrok w stronę widocznych na wyższych piętrach szyldów sklepów.
- Tak, tatuaż też - odparła, przypominając sobie kłujący ból. Byłby całkiem przyjemny, gdyby nie fakt, że skóra jej pleców sporo przedtem przeszła. - Chociaż nie wiem czy faktycznie wygląda tak, jak powinien. Wszystko jeszcze jest opuchnięte, ten fragment też. Ale asari wyglądała, jakby wiedziała, co robi. Chodźmy na górę.
Tam było większe prawdopodobieństwo, że tę herbatę dostanie. Ot, zachcianka. Dobrze będzie zaparzyć ją, gdy znajdą się na drugim końcu galaktyki. A nawet jeśli okaże się, że jej z Khourim nie będzie, to on będzie mógł się napić, żeby na chwilę wrócić myślami do tych przyjemniejszych dni. Ta myśl szybko okazała się idiotyczną, bo przecież ziołowa herbata mogła mu nie smakować i nie kojarzyła mu się z niczym, bo jej nawet nie próbował.
- Widziałeś te tatuaże? - spytała, wskazując mu duży hologram z ruchomym arcydziełem na plecach asari. - Wyglądają świetnie, zwłaszcza jeśli chcesz, żeby cały świat wiedział, o czym myślisz - parsknęła śmiechem. - Ale nie, naprawdę, są piękne, chociaż nie dla mnie.
Nie chciała już rozmawiać o zapłacie za zabieg, więc szybko przeskakiwała z tematu na temat, zarówno w swojej głowie, jak i w tym, co mówiła. Miała ochotę zapalić, ale dopóki znajdowali się w centrum handlowym, to tej możliwości nie było. Chciała więc szybko znaleźć herbatę i wyjść do parku, przejść się po promenadzie. Było już dość późno, słońce na zewnątrz pewnie powoli chyliło się ku zachodowi, mimo, że doba teoretycznie była tu dłuższa, niż na Ziemi.
- Spędziłam te godziny na siedzeniu i leżeniu w miejscu, a jestem po tym bardziej zmęczona, niż po Kil'ran - mruknęła, przeciągając się lekko. Plecy zaprotestowały, przerwała więc w połowie. - Przez cały zabieg przyglądałam się idealnie pięknym pacjentkom kliniki, których zdjęcia wisiały na ścianie. Przynajmniej jestem estetycznie zaspokojona.
Winda znajdowała się niedaleko, więc Irene nie przejmowała się poszukiwaniem schodów - weszła do środka, wybierając najwyższe piętro, tak jak mówił Nazir. Do herbaciarni i z powrotem, chwilowo miała dość centrów handlowych, zwłaszcza po dniu spędzonym w całkowicie innym otoczeniu.
VERTIGO
+20% DO TARCZ | -10% DO TRAFIENIA IRENE | +40% DO OBRAŻEŃ WRĘCZ
ObrazekObrazek
CASUAL - FORMAL - MAIN ARMOR - ARMOR 2 - THEME


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Irene Dubois

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1527
Dołączył(a): 27 mar 2014, o 17:41
Miano: Irene Dubois
Wiek: 24
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Złodziejka, technik okrętowy
Lokalizacja: Crescent
Status: Uznana za zmarłą
Kredyty: 30.615
Medale: 7
Rekrut (1) Żołnierz (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Taktyk (1) Podstawowe szkolenie (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Re: Dzielnica Reone

16 wrz 2016, o 22:43

Westchnął, kręcąc głową, choć nie wyjaśnił, że wcale nie o to mu chodziło kiedy wspominał o ograniczeniach finansowych. Skrzywił się, gdy nazwała kwotę niemałą, ale nie przyznał jej również racji - być może w czasie, w którym jego największe wydatki generował Crescent, paliwo oraz prace konserwacyjne, zabiegi upiększające nie stały tak wysoko na liście najwięcej wartych, wydanych rachunków, jak u przeciętnego obywatela.
- Czy ja wiem. Jest wielkim, dziwnym plastrem. Chyba wolałem bandaże - uśmiechnął się, mało świadom tego, co działo się teraz na jego plecach. Irene natychmiast skorzystała z opcji obejrzenia swojego powrotu do stanu sprzed asteroidy - gdy tylko pozwolono jej wstać i pokazano lustro. Nazir wydawał się nie być tak tym przejęty. Może wciąż oswajał się z myślą, że tych blizn tam nie będzie. Nie były ładne ani przyjemne, ale ostatnimi czasy nie zwracał na nie najmniejszej uwagi. Szczególnie, gdy przestały wymagać od niego zmian opatrunków, choć wyraźnie doceniał pomoc Irene w tej kwestii.
Ruszył za rudowłosą gdy tylko zdecydowała o przejściu do herbaciarni, a nie sklepu wielobranżowego. Idąc w stronę kolejnych platform, które mogły zanieść ich na najwyższe poziomy, znów minęli reklamę tatuaży, na którą tym razem zwrócił uwagę, zachęcony jej pytaniem.
- Widziałem - przytaknął, przyglądając się hologramom przez dłuższą chwilę, w wyraźnym zamyśleniu. - Dla mnie też nie. Ale pewnie mają opcje, które zmieniają kolory losowo, a nie tylko pod wpływem uczuć - dodał rozbawiony, obserwując asari, która prezentowała właśnie wijące się po jej ramieniu kwiaty, w górę, w stronę twarzy, a następnie wracające na dół. Wszystko wyglądało jak iluzja optyczna - gdy człowiek mrugał, animacja wydawała się zmieniać urywkami, skokowo. Specyficznie. Sądząc jednak po wyrazie twarzy modelki, była bardzo zadowolona.
- Ja musiałem leżeć, prawie cały czas. Jedyne walory estetyczne jakich mi dostarczono pochodziły od wypucowanej podlogi - westchnął, wchodząc na kolejną platformę, która unosiła ich właśnie na najwyższy, ostatni poziom. Ponad nimi dach był oszklony - widzieli skąpane w pomarańczowych blaskach niebo, sporadycznie przecinane wstęgami sunących po nim leniwie promów. Część powierzchni była zasłonięta przez dosięgającą samej góry narośl.
- Prawie zasnąłem. Przydałaby się kawa, nie herbata - mruknął, rozglądając się w poszukiwaniu holograficznego szyldu.
Po krótkim spacerze w otoczeniu kupujących asari i przechadzających się osobników innych ras, dotarli nareszcie do małego, ciemnego boksu, w którym unosił się intensywny zapach ziół. Wyposażony był bardzo obficie - całe dwie ściany za ladą ułożoną w kształt litery L wyłożone były półkami, na których stały metalowe pudła podpisane różnymi rodzajami znajdującej się wewnątrz herbaty. Oprócz tego w gablotkach po drugiej stronie prezentowały się całe koszyczki, zestawy prezentowe, a także różne odmiany kaw. Na ladzie, na spodkach, razem z tabliczkami zaprezentowane było kilka modnych w tym tygodniu odmian herbaty, wszystkie jednak wyglądały na sypkie.
Asari uśmiechnęła się do nich automatycznie, spoglądając na ich dwójkę, gotowa do udzielenia im pomocy w każdym momencie.
- W czymś państwu pomóc? - zagadnęła, opierając dłonie o ladę. Większość herbat znajdowała się za nią, poza zasięgiem dłoni Irene, więc koniec końców kontakt z ekspedientką mógł być nieunikniony. Nazir w tym czasie przeszedł się po sklepie, zatrzymując przy kawach i spoglądając na nich z udawanym lub nie zainteresowaniem.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8695
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Dzielnica Reone

17 wrz 2016, o 12:15

- Trzeba było spać - zaśmiała się w odpowiedzi. Jeśli jego plecy były tak samo, albo nawet mocniej znieczulone, niż plecy Irene, to bez problemu mógł pozwolić sobie na odpłynięcie na te kilka godzin. Nikt by nawet nie zauważył. No, chyba, że asari, która wykonywała jego zabieg, była jeszcze bardziej gadatliwa, niż ta, z którą ona miała do czynienia. Wtedy spanie nie wchodziło w grę.
Nie pamiętała już prawie Khouriego sprzed wydarzeń na asteroidzie. Nie pamiętała jego skóry, która nie byłaby owinięta bandażem, albo popalona. To pewnie będzie dziwny widok, jego zdrowe ramiona, jej gładkie plecy. Rana po trzaśnięciu biczem na jej ramieniu goiła się ładnie i nawet jeśli zostanie blizna, to niewielka, z tą dałoby się jeszcze żyć, choć wciąż liczyła, że z czasem zniknie. Ta z tyłu była większa, głębsza i Dubois zdecydowanie była zadowolona z faktu, że miała możliwość usunięcia jej, niezależnie od problemu z tym, kto za to zapłacił.
Wchodząc do sklepu, przesunęła spojrzeniem po herbatach wysypanych na ladę, ale żadna z nich nie była tą, której szukała. Odpowiedziała asari uśmiechem i podała jej nazwę, którą widziała zarówno w jednym, jak i w drugim menu, mając nadzieję, że wypowiada ją prawidłowo.
- Taka herbata kwitnąca, ziołowa - dodała jeszcze, w razie gdyby ekspedientka nie zrozumiała jej ze względu na niewłaściwy akcent, czy źle wymówione słowo.
Biorąc pod uwagę, że właściwie w każdej restauracji, którą na Thessii odwiedzała, mogła bez problemu tę herbatę zamówić, podejrzewała, że tutaj też powinni ją mieć. Na Ziemi tak samo było z jakimś rodzajem czarnej, którego nazwy w tej chwili nie potrafiła sobie przypomnieć. Od zawsze, wszędzie. Zanim zapłaciła - albo wyszła, jeśli nie znalazła tego, czego szukała - spojrzała jeszcze na Nazira.
- Chcesz jakąś kawę? - spytała. Nawet nie wiedziała, z jakiej kawy korzysta ekspres na Crescencie, czy sam ją mieli i jak duży zapas zwykle mają. Znając życie, zamawiana była razem z całą resztą jedzenia. Może nawet Khouri nie wiedział jaka konkretnie, uzupełniał jedynie zbiornik.
Tak czy inaczej zapłaciła i opuściła herbaciarnię z całkiem satysfakcjonującym zakupem. Przesunęła wzrokiem po okolicy i dwa piętra niżej znalazła wyjście do parku, po którym nie tak dawno spacerowała z Shani. Od razu skierowała się w tamtą stronę. Kliniki takie, jak ta, nie powinny znajdować się w centrach handlowych, tylko na obrzeżach, przy parkach. Irene zdecydowanie wolałaby w tej chwili odwiedzić takie miejsce, niż po raz kolejny zjeżdżać na niższą platformę, przeciskając się w tłumie, by dotrzeć do drzwi.
Gdy wyszła na zewnątrz, głęboko wciągnęła powietrze w płuca. Pachniało miastem, bo przecież znajdowali się w całym centrum, ale to nadal było lepsze, niż klimatyzowane powietrze wewnątrz budynku.
- Daleko stąd jest do portu? - spytała, unosząc wzrok na pomarańczowe już niebo. - Ile zajęłoby nam dojście na piechotę? - wróciliby akurat na wieczór, może w sam raz, żeby coś obejrzeć i pójść spać, odpocząć przed jutrem. - Jeśli jakieś... nie wiem... pół godziny, to możemy się przejść, żebyś znów nie musiał łamać sobie nóg, żeby zmieścić się w taksówce - uśmiechnęła się, sięgając do kieszeni kurtki po papierosa, którego w końcu chwilę temu tak bardzo chciała zapalić.
VERTIGO
+20% DO TARCZ | -10% DO TRAFIENIA IRENE | +40% DO OBRAŻEŃ WRĘCZ
ObrazekObrazek
CASUAL - FORMAL - MAIN ARMOR - ARMOR 2 - THEME


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Irene Dubois

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1527
Dołączył(a): 27 mar 2014, o 17:41
Miano: Irene Dubois
Wiek: 24
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Złodziejka, technik okrętowy
Lokalizacja: Crescent
Status: Uznana za zmarłą
Kredyty: 30.615
Medale: 7
Rekrut (1) Żołnierz (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Taktyk (1) Podstawowe szkolenie (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Re: Dzielnica Reone

17 wrz 2016, o 20:19

Asari nie miała problemów ze zrozumieniem Irene - co prawda powtórzona przez nią nazwa brzmiała w jej ustach nieco płynniej, lecz sens pozostawał ten sam. Odwróciła się, sięgając do kilku pudeł i wyciągając wszystkie na ladę, by zacząć po kolei każde otwierać. Technika pozostawała ta sama - herbata ukryta była jednak w różnych kwiatach i miała różne smaki. Od mocnych, cierpkich owoców, po delikatne, wspomagające trawienie zioła. Wszystko ponazywane w sposób charakterystyczny dla wszystkiego na Thesii, przez co Dubois niewiele rozumiała. Mogła co najwyżej podpytać asari o to, jak poszczególne smakują, licząc, że się dogadają.
Gdy wreszcie wybrała to, co chciała, obojętnie czy skusiła się na coś nowego, czy wzięła wypitą wcześniej w restauracji czy kawiarni odmianę, czy nawet wszystkie na raz. Nie były one drogie, bez problemu mogła pokryć to z własnego portfela. A jeszcze zanim zdążyła zapłacić, Nazir w roztargnieniu złapał za jedno z opakowań kaw z półki, której przez dłuższą chwilę wcześniej się przyglądał. Zachęcony jej pytaniem rzucił je na ladę obok jej herbaty, co miało być odpowiedzią. Asari wyglądała na nieco zdziwioną, co zripostował szerokim uśmiechem.
- Niech będzie - wzruszył ramionami, odwracając się i powoli ruszając w stronę wyjścia, koło którego stanął gdy ona płaciła. Przyglądał się zaciekawiony witrynie, prezentującej materiały z wnętrza fabryk zajmujących się hodowlą danego rodzaju ziaren kawy, głęboko w górach - może nawet tych, którymi otoczyli się spędzając czas nad jeziorem Kil'ran. Dosłownie nad.
- Tyle mają tych opcji, że sam nie rozumiem etykiet - westchnął, gdy wyszli już do wnętrza pasażu i skierowali się do wyjścia prowadzącego na park. - Szczególnie z tymi ich odmianami roślin. Zobaczymy.
Najwyraźniej nie był do końca przekonany co do swojego zakupu, ale sam fakt jego dokonania musiał go zadowolić. Wciąż w dobrym humorze dał się poprowadzić w stronę zieleńszych terenów obok centrum - zdecydowanie bardziej zachęcajacych do spaceru niż wypełnione ludźmi i nie-ludźmi pasaże.
- Z jakąś godzinę - wzruszył ramionami, zastanawiając się nad tą kwestią. Rozejrzał się dookoła gdy stanęli przy wejściu do parku, jakby próbując sobie zwizualizować gdzie w ogóle były doki. - Parkiem będzie naokoło, ale chętnie się przejdę.
Ruszył naprzód, również wyciągając papierosa z paczki, skoro i ona postanowiła zapalić. Może mu przypomniała o nałogu, który na razie siedział cicho gdzieś z tyłu jego głowy, czekając, aż wrażenia po zabiegu go opuszczą.
W oddali, ponad koronami drzew, na szczycie jednego z wieżowców wyświetliła się właśnie reklama targów, które miały odbyć się następnego dnia. Elegancko ubrana, intrygująca kobieta spoglądała drapieżnie przed siebie - fotograf uchwycił błysk w jej oku. Nie była jednak podpisana - obok widniała tylko data i krótki tag, pod którym można było poczytać więcej o targach w extranecie. Odliczanie godzinowe się rozpoczęło, a reklama sugerowała widowisko, a nie spokojne przyjęcie.
- Boję się tego, co sobie ubzdurała Shani - westchnął Khouri, obserwując reklamę. Zmarszczył brwi, chwilę kontemplując zapędy swojej kuzynki i miejsce, w którym odbędzie się gala. - Tam będzie od cholery ochrony.
Musiał wiedzieć, że Assaf nie wybiera się tam z nudów czy przez zainteresowanie tematem. I w tym momencie, choć wcześniej nie potępiał jej działania, nie wyglądał na zbyt pewnego tego, czy dobrze robi.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8695
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Dzielnica Reone

17 wrz 2016, o 21:07

Niosąc w jednej ręce niewielką torbę z zakupami, a w drugiej trzymając żarzącego się papierosa, szła obok Nazira. Chłonęła klimat Thessii, który teraz, przed zachodem słońca, stał się znacznie cieplejszy, jeszcze bardziej idylliczny i oderwany od rzeczywistości, niż do tej pory. Mimo, że szli przez park w samym centrum, Irene znów czuła się jak na tym balkonie w ruinach dzień wcześniej. Może to była kwestia oświetlenia, a może tego, że gwar sklepów zostawili za sobą.
- Ja nie sądziłam, że jedna konkretna herbata może mieć tyle rodzajów - zaśmiała się w odpowiedzi. - Jaką kawę wybrałeś? Nie zdążyłam spojrzeć. Widziałam tutejszą, jest chyba fioletowa, tak mi się przynajmniej wydaje, bo taką piła ta asari, która robiła mi zabieg. Pachniała w sumie podobnie do naszej, ale wyglądała zupełnie inaczej.
Skinęła głową. Godzina spaceru brzmiało jak całkiem niezły plan. Nie czuła zmęczenia, przynajmniej takiego czysto fizycznego. Nie bolały jej nogi, bo miała wygodne buty, nie miała kaca, ani nie chciało się jej spać. Dzień pełen wrażeń wciąż jeszcze sprawiał, że miała w sobie mnóstwo nagromadzonej energii. Z drugiej strony nie mogła się doczekać, jak dotrą na Crescenta, będzie mogła usiąść na znajomej kanapie, zarzucić nogi na stolik, jak zawsze, i tak już zostać. Dawno nie miała miejsca, do którego chciała wracać. To było miłe uczucie.
Podążając wzrokiem za spojrzeniem Nazira, zauważyła reklamę targów. To naprawdę było ogromne wydarzenie. Postanowiła poczytać o nim więcej, jak tylko znajdą się na statku. Gdy usłyszała westchnięcie, zerknęła na Khouriego. Uśmiechnęła się lekko, bo początkowo sama nie wiedziała jak to skomentować.
- Chciałabym wiedzieć, co dokładnie sobie wymyśliła - odparła w końcu. - Nigdy dotąd nie zajmowałam się czymś takim. Wiem tylko, że to większe przedsięwzięcie, Muller coś o tym wspominał. Shani jest dość mocno podekscytowana.
Strzepnęła popiół z papierosa i zaciągnęła się znów, by wypuścić w powietrze kłąb pachnącego wiśniami dymu. Dotąd jej kradzieże ograniczały się do drobnych włamań i kradzieży kieszonkowej, teraz miała bawić się w akcję rodem z vidów. Lubiła swoją adrenalinę, ale nie postanowiła jeszcze, że się zgodzi na to, co dziewczyna chciała jej zaproponować. Podobno chodziło o pistolet, ale to mówiło tyle, co nic. Irene była sprytna, ale obawiała się trochę, że niewystarczająco, by poradzić sobie z tak dużą ilością ochrony i zabezpieczeń. Z drugiej strony, lubiła wyzwania.
- Nie przejmuj się, dopilnuję, żeby nie zrobiła nic głupiego - zaśmiała się. Sama nie należała do zbyt rozsądnych osób, więc taka obietnica w jej ustach była niewiele warta, ale cóż więcej mogła powiedzieć? - Albo sam to zrobisz, przecież też tam będziesz.
Wyobraziła sobie Nazira, który gania za Shani i usiłuje przemówić jej do rozsądku, więc uśmiech znów nie schodził jej z twarzy. Nie miał najmniejszych szans. Mógł próbować, ale podejrzewała, że upilnowanie dziewczyny było niemożliwe.
- Nie myśl o tym teraz, pomyśl o bankiecie na przykład - wzruszyła ramionami, wyrzucając papierosa do śmietnika przy ścieżce. - Albo o tym wszystkim, co będą tam prezentować. Lubisz takie prototypy przecież, pamiętam twoje datapady. Będzie fajnie - obiecała, spoglądając na niego z rozbawieniem.
VERTIGO
+20% DO TARCZ | -10% DO TRAFIENIA IRENE | +40% DO OBRAŻEŃ WRĘCZ
ObrazekObrazek
CASUAL - FORMAL - MAIN ARMOR - ARMOR 2 - THEME


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Irene Dubois

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1527
Dołączył(a): 27 mar 2014, o 17:41
Miano: Irene Dubois
Wiek: 24
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Złodziejka, technik okrętowy
Lokalizacja: Crescent
Status: Uznana za zmarłą
Kredyty: 30.615
Medale: 7
Rekrut (1) Żołnierz (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Taktyk (1) Podstawowe szkolenie (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Re: Dzielnica Reone

18 wrz 2016, o 04:09

Wzruszył ramionami, nie wiedząc, co powinien odpowiedzieć na jej pytanie. Zerknął na trzymaną przez nią siatkę, jakby chciał jeszcze raz spojrzeć na opakowanie kawy, które w niej spoczywało, koło zakupionej przez nią herbaty.
- A nie wiem. Wybrałem po opakowaniu - parsknął śmiechem, rezygnując z prób upatrzenia niesionych przez Irene zakupów. - Podobno gorzka i ciemna. Brzmi jak to, co piję - dodał, podkreślając fakt, że mało co się na kawie zna. W tej kwestii jednak jej nie zaskoczył i znawcą się nie okazał.
- Może nie będzie fioletowa. Asari, która przeprowadzała mój zabieg, chyba piła czystą, a nie zwykłą wodę - westchnął ostentacyjnie, choć nie wyglądał na oburzonego tym faktem. Może urozmaicała mu czekanie swoim poplątaniem języka, lub innymi oznakami wstawienia alkoholowego. Przynajmniej nie zasnął, choć przecież był blisko.
Reklama targów, które reprezentowała jedna, obecnie anonimowa Irene kobieta, nie mówiła zbyt wiele. Zaledwie zachęcała do zapoznania się z tagiem poprzez tajemnicze odliczanie do wydarzenia, którego spora część mieszkańców Lirii nie mogła być świadoma.
- Pewnie spróbują ukraść jakiś prototyp - westchnął głośno, unosząc wolną dłoń by przeczesać krótkie włosy. Drugą strzepnął nadmiar popiołu z końcówki papierosa na ziemię, chwilę później unosząc go do ust by zaciągnąć się po raz ostatni i wyrzucić go do kolejnego śmietnika, jaki mijali, chwilę po niej. - Albo spróbuje. Nie wiem, czy Miller tam będzie.
Zacisnął zęby, pozwalając jej wyobraźni dodać mam nadzieję, że nie. Nie próbował ukryć swojej niechęci do Ericha, przynajmniej nie teraz. Spacer działał na niego dobrze, niewygodny temat lub nielubiana osoba nie mogła tego zepsuć.
- Pewnie będę musiał uważać na was obie - odpowiedział, uśmiechając się szelmowsko. Jeden jego krok postawiony nieco bliżej jej toru ruchu sprawił, że otarł się o jej ramię, spoglądając na nią z góry. Shani miała lepkie dłonie, ale nie była jedyną kobietą z tą przypadłością jaką znał. Druga szła właśnie obok niego, obiecując uważać na jego młodszą kuzynkę o podobnych skłonnościach. Nie brzmiała zbyt wiarygodnie.
- Lubię - przytaknął ostrożnie, niepewien tego, jakie informacje na jego temat posiadała. - Ty też nie wyglądasz na mało zainteresowaną w tej kwestii. Claymore, Wdowa? Ten śmieszny pistolet z tłumikiem? Gdzieś już taki widziałem. Jest strasznie lekki, mały. Nie czułbym go w dłoni w ogóle.
Skręcił w jedną z alejek, tą mniej uczęszczaną przez asari, które, w przeciwieństwie do rana, teraz biegały po całym parku, przez co sprawiał wrażenie zatłoczonego.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8695
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Dzielnica Reone

18 wrz 2016, o 11:06

Zaśmiała się cicho. Kawa, którą Nazir wziął, mogła okazać się też kwaśna i nienadająca się do ekspresów, takich jak ten, który mieli na Crescencie. Ale nie powiedziała tego na głos, bo kto wie, może akurat dobrze trafił. Ona sama na kawie nie znała się wcale lepiej, niż na herbacie, a jednak niosła właśnie swój dość konkretny zakup na statek.
- Dlaczego? - uniosła na niego wzrok. - Ciesz się przynajmniej, że nie pomyliła pleców z czymś innym. Mogłeś dostać zabieg, na który czekała tamta asari, a to mogło być wszystko.
Pewnie gadała, bez przerwy i bez sensu. Nazira musiało to wykończyć, zwłaszcza, że jego wizyta trwała dłużej niż ta Irene. Wydawał się jednak ostatecznie zadowolony z efektu, tak przynajmniej się jej wydawało, bo nie narzekał. Była bardzo ciekawa tego, co zobaczy, gdy Khouri zdejmie z siebie nowy opatrunek, bo o ile była w stanie wyobrazić sobie pozbycie się swojej rany, to nie do końc wiedziała jak wyglądała praca nad tak rozległymi oparzeniami.
- Nie, chyba go nie będzie - odparła uspokajająco. - Mówił, że nie może przyjść.
Wzajemna - a może tylko jednostronna - niechęć była czymś, o czym od wczoraj doskonale wiedziała, ale zapomniała. Była pijana, gdy rozmawiała z nowo poznanym mężczyzną, podziwiającym jej egzotyczne piękno, więc dopiero słysząc słowa Nazira zorientowała się, że wspominanie znajomego Shani nie było rozsądne.
Zapomniała też o tym, że nie te długie tygodnie temu, gdy po raz pierwszy przeglądała jego leżące na stole datapady, on o tym nie wiedział. Może sądził, że siedziała wtedy na kanapie, cierpiąc i łkając bezczynnie. Do niczego się jej znaleziona na nich wiedza wtedy nie przydała, ale przypomniała się teraz, wywołując u Khouriego jakąś niepewność. Właściwie nie wiedziała, co było tego przyczyną, ale postanowiła nie dopytywać.
Nigdy nie zastanawiała się nad tym, czy tematyka broni ją interesuje. Owszem, doceniała jej skuteczność, lubiła też kiedy dobrze układała się w dłoni - czego o Claymore zdecydowanie nie mogła powiedzieć - ale czy lubiła ten temat?
- Sama nie wiem - wzruszyła ramionami. Z rozmowami na temat śmiesznych pistolecików z tłumikiem miała złe skojarzenia, ale Nazir najwyraźniej nie znał całej jego specyfikacji na pamięć i nie zamierzał jej w oburzeniu wyrecytować. - Wcale nie jest taki lekki. W porównaniu do Wdowy może i owszem, ale wcześniej miałam Predatora, nie wiem czy Tłumiciel jest od niego chociaż trochę lżejszy.
Dla Nazira jednak raczej nie było to zbyt przekonujące. Karabin, którego używał, dla Irene byłby całkowicie nieprzydatny. Zamęczyłaby się z nim na śmierć, wolała swoją małą zbrojownię.
- Tylko pistolet kupiłam - przyznała. - Wdowę dostałam, tak jak ci mówiłam. Nie sądziłam, że do czegokolwiek mi się w życiu przyda, chciałam ją sprzedać, tylko nie miałam okazji. W sumie wyszło na dobre. Claymore też idzie na sprzedaż... Mam jeszcze jedną strzelbę, pewnie widziałeś, ale strzelby są nie dla mnie. W sumie z całego tego arsenału, który uzbierałam, używam tylko dwóch. I to nie tak, że znam się na nich doskonale. Wiem podstawy, wiem że potrzebuję ich żeby przeżyć.
Byłoby inaczej, gdyby kontynuowała swoje spokojne, bezpieczne życie, zamiast kombinować i szukać szczęścia poza Ziemią. Pewnie nigdy by się wtedy nie nauczyła strzelać, a posiadanie własnego pancerza byłoby absurdem.
- Bardzie mnie interesują omni-klucze. Jest jeden który tak strasznie chciałabym mieć... - ale zanim na niego nazbiera, minie chyba z dziesięć lat, biorąc pod uwagę jej talent do oszczędzania i fakt, że musi jeszcze kilka tysięcy oddać Nazirowi. - Mój też jest niezły, w sumie jestem z niego zadowolona, ale wiesz jak jest ze sprzętem, zawsze można mieć lepszy.
VERTIGO
+20% DO TARCZ | -10% DO TRAFIENIA IRENE | +40% DO OBRAŻEŃ WRĘCZ
ObrazekObrazek
CASUAL - FORMAL - MAIN ARMOR - ARMOR 2 - THEME


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Irene Dubois

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1527
Dołączył(a): 27 mar 2014, o 17:41
Miano: Irene Dubois
Wiek: 24
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Złodziejka, technik okrętowy
Lokalizacja: Crescent
Status: Uznana za zmarłą
Kredyty: 30.615
Medale: 7
Rekrut (1) Żołnierz (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Taktyk (1) Podstawowe szkolenie (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Re: Dzielnica Reone

18 wrz 2016, o 12:43

Pomylenie pleców z inną częścią ciała przez asari mogło być pomyłką, która dużo by go kosztowała - ale tylko gdyby sam na to pozwolił. Nietrudno byłoby się zorientować, że ktoś nie uruchamia lasera ponad twoimi plecami, a zaczyna przeprowadzać liposukcję.
Potwierdzenie nieobecności Mullera nie wywołało na nim wrażenia. Może nie przywiązywał do niego takiej wagi w obecnej chwili, by dąsać się przez dłuższą chwilę tylko dlatego, że przypomniała mu o tym, że mężczyzna żyje i wciąż utrzymuje kontakty z Shani. Niechęć do Niemca nie została z nim na dłużej, bo sam jego temat zniknął, zastąpiony innym i przyjemniejszym.
Wsunął dłonie do kieszeni spodni, rozglądając się po parku, którego centralną część już ominęli. W oddali świeciła się brama prowadząca na chodnik, którym dalej mieli przejść w stronę doków. Ruch był spory, ale jak na razie poruszali się mniej uczęszczanymi ścieżkami, dzięki czemu ich spacer wciąż mógł być przyjemny.
- Jest - odpowiedział tylko rozbawiony, gdy zaprzeczyła temu, by tłumiciel był wiele lżejszy od pozostałych pistoletów. Mężczyzna słuchał jej, uważnie ją przy tym obserwując, ale znów ciężko było dostrzec jakiekolwiek oznaki potępienia dla mało legalnego składziku broni, o którym mu opowiadała. Prawdopodobnie jego własne nie były ani zarejestrowane, ani dozwolone - przynajmniej nie żołnierzowi Przymierza, choć teraz oficjalnie nim nie był.
- Powinnaś więcej ćwiczyć - zauważył, przenosząc wzrok na przelatujące ponad nimi, wielobarwne ptaki. Park zdecydowanie umacniał wrażenie oderwania od rzeczywistości, które towarzyszyło im cały czas na Lirii. - Wdowa nie jest łatwa w obsłudze, ale ostatnio nie miałaś też zbyt dobrych miejsc na używanie jej. Strzelba przydałaby ci się w takich dwa razy bardziej, o ile nie zmiotłoby cię z miejsca przez odrzut.
Parsknął śmiechem, pozwalając sobie na przytyk. Już jego karabin, choć nie był strzelbą, był ciężki w obsłudze dla każdej, lżejszej osoby. A Irene była w porównaniu do Nazira dość drobna, nawet, jeżeli postawiona obok pozostałych kobiet wcale nie wyglądałaby na chuchro.
- Jaki? - spytał z zaciekawieniem, zerkając w jej stronę. Wychwyciła dzięki Vertigo delikatną zmianę na jego twarzy w momencie, w którym zorientował się, co mogła sobie przez to pomyśleć. - Sprzedasz ten twój arsenał i pewnie będzie cię stać - dodał więc, żeby nie zdążyła nadąsać się przez to, że pyta o model po to, by go jej kupić w prezencie.
- Może poszczęści ci się na gali. Tak, jak Shani - dodał z cichym westchnięciem, podążając wzrokiem w górę i szukając kolejnych reklam targów, choć tym razem żadna im nie towarzyszyła. Szli już chodnikiem, wspinając się po równi pochyłej na wyższy poziom, na którym znajdowały się sklepy. Poza parkiem od razu uderzył ich gwar rozmów, odległe krzyki czy śmiechy, oraz ryk przelatujących zbyt nisko speederów. Przez moment otoczenie przypominało dobrze jej znany widok tłumu pod hotelem w Nos Astrze, przez który przedzierała się do taksówki, która zabrać miała ją do doków. - Prosiła cię o pomoc? - spytał nagle, zaciekawiony podejściem, jakie miała jego kuzynka do nowopoznanej towarzyszki Khouriego. - Czy po prostu zaproponowała pójście na targi?
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8695
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Dzielnica Reone

18 wrz 2016, o 13:30

- Gdzie mam ćwiczyć? - zaśmiała się. - Ostatnio i tak mam w życiu więcej ćwiczenia, niż kiedykolwiek. I to w mało bezpiecznych warunkach, czysta praktyka. Wcale nie szło mi tak najgorzej.
Może i nie była tak skuteczna jak Nazir, ale była z siebie zadowolona. Zabiła i przeżyła, to był sukces, którym nie wszyscy mogli się pochwalić. Co prawda nie korzystała tylko z broni palnej, ale sobie radziła. Zdarzyło się jej spudłować, ale tylko dlatego, że miała wtedy w rękach Wdowę i to był chyba pierwszy, czy drugi strzał oddany z niej przez Irene w warunkach czysto bojowych. Poza tym nie było tak źle. Musiała tylko potem trochę posklejać pancerz. Gdyby znalazła się w takiej sytuacji rok, czy dwa temu, nie miałaby najmniejszych szans i nawet ćwiczenie by jej nie pomogło.
Uniosła na Khouriego spojrzenie pełne udawanego oburzenia.
- Gdyby odrzut miał mnie przewracać, to z Wdowy na wszelki wypadek strzelałabym już na leżąco - odparła. - Chociaż to i tak nie jest twój karabin, z którego żeby strzelać, to trzeba być czołgiem.
Wsunęła ręce do kieszeni, torbę z zakupami wieszając sobie na nadgarstku. Radziła sobie z odrzutem, choć też musiała się do niego przyzwyczaić, tak samo jak do wszystkiego. Zdawała sobie sprawę z faktu, że obok Khouriego, który miał swoje szkolenia, była jak nieporadne dziecko, ale nie mógł jej odmówić minimalnych umiejętności radzenia sobie z bronią.
- Alestire - odparła po chwili wahania. - To chyba w tej chwili najlepszy omni-klucz na rynku. Ale nawet go nie sprzedają w sklepach, musiałabym zamawiać u producenta, albo... nie wiem... poszukać w extranecie. Ciężko go dostać.
Wzruszyła ramionami, wychodząc z parku i odsuwając od siebie wspomnienie, które przyszło niespodziewanie. Pędziła wtedy, jak najszybciej do doku, z którego miał odlatywać pierwszy statek na Febe. Ukrywała się pod kapturem. Wszystko było inaczej.
- Nie przepadam za strzelbami, po prostu - wyjaśniła. - Wolę bardziej elegancką broń. Jeden czysty strzał, a nie śrut wszędzie dookoła.
Zorientowała się, że mówi o tym równie obojętnie, co o gotowaniu, albo sukience na wieczór, więc przerwała. Poczuła się z tym źle, bo przecież nie była taka, powtarzała sobie to przez całą drogę ucieczki z asteroidy i chciała, żeby tak zostało. Może i nie była święta, ale to, co robiła, było zupełnie inne. Westchnęła cicho.
- Może - przytaknęła. - Nie prosiła, ale podejrzewam, że to zrobi. Chyba mnie sprawdzała i wiem, że o mnie mówiła... znajomym.
Celowo nie użyła już nazwiska Mullera, choć wiedziała, że Nazir doskonale domyśli się o kim mowa.
- Ale nawet jeśli niczego nie będzie ode mnie chciała, to na targi poszłabym tak czy inaczej. Choćby popatrzeć - uśmiechnęła się, zdając sobie sprawę z tego, że faktycznie może skończyć tak samo jak Shani: popatrzeć, uznać, że chce to mieć i koniec, wtedy już przepadnie. - Skorzystać z bufetu i faktu, że będziesz w garniturze.
Nawet na Nazira nie spojrzała, szła obok cały czas, niewinnie wpatrując się przed siebie. Przypomniała jej się skacząca wokół niego starsza asari, od której kupował garnitur. To był dość zabawny widok, ale musiała przyznać, że dzięki temu udało się dokonać doskonałego zakupu.
VERTIGO
+20% DO TARCZ | -10% DO TRAFIENIA IRENE | +40% DO OBRAŻEŃ WRĘCZ
ObrazekObrazek
CASUAL - FORMAL - MAIN ARMOR - ARMOR 2 - THEME


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Irene Dubois

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1527
Dołączył(a): 27 mar 2014, o 17:41
Miano: Irene Dubois
Wiek: 24
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Złodziejka, technik okrętowy
Lokalizacja: Crescent
Status: Uznana za zmarłą
Kredyty: 30.615
Medale: 7
Rekrut (1) Żołnierz (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Taktyk (1) Podstawowe szkolenie (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Re: Dzielnica Reone

18 wrz 2016, o 20:10

Kiwnął głową, przyznając jej w tej kwestii rację - nie szło jej najgorzej. Przeżyła. Pokonała więcej niż jednego strażnika, a współpracując z Khourim pozbawiła życia naprawdę wielu.
- Najgorzej nie poszło, ale taka praktyka nie jest najlepszym pomysłem - odpowiedział, uśmiechając się na wypadek, gdyby w jego głosie wykryła nauczycielski ton.
Uczenie się strzelania i szkolenie swoich umiejętności tylko w momentach bezpośredniej walki było ryzykowne - szczególnie, że jej przeciwnicy prawdopodobnie poświęcali trenowaniu trochę wolnego czasu i nie wskakiwali do bitwy nieprzygotowani.
- No i nie trzeba być czołgiem. Widziałem krogan, którzy mieli z nim problemy - jego uśmiech się poszerzył, choć wpatrywał się teraz w tłum, do którego zmierzali, a przez który będą musieli się przebić. - Trzeba mieć wprawę.
Uniósł brwi znacząco - raczej nie nabrał tej wprawy tylko i wyłącznie poprzez rzucanie się w wir walki z bronią, co do której działania nie miał stuprocentowej pewności i której w pełni nie ufał. Nie miał jednak czasu, albo ochoty, wałkować ten temat, bo zaraz zwolnił, pozwalając jej ruszyć przodem przez wąski korytarz pomiędzy czekającymi na taksówki mieszkańcami. Asari upakowane były gęsto na wąskim chodniku, pomiędzy witrynami sklepowymi a barierką na niższy poziom, na którym zasadzone były wysokie drzewa.
Tutaj, tak nisko, wydawało się być niemal klaustrofobicznie. Wieżowce piętrzyły się dookoła nich, zasłaniając pomarańczowe niebo i nie pozwalając dostrzec zachodzącego słońca. Nie mieli jednak spędzić tutaj zbyt wiele czasu, bo Khouri, po przejściu przez gromadę oczekujących, skierował się w stronę wind na wyższe platformy.
- Nie słyszałem - przyznał, wzruszając ramionami. Nie używał swojego omni-klucza do tak bezpośredniej walki, jaką staczała ona za pomocą własnego urządzenia. A przynajmniej nie z taką częstotliwością. Zdecydowanie częściej sięgał po stary, dobry karabin, którego skuteczność była zbyt ogromna by rezygnować z tego na rzecz techniki. - Jeden strzał może minąć lecący na ciebie cel i skończyć się dla ciebie tragicznie - nie zgodził się z jej opinią, co nie powinno ją zdziwić. Gdyby był fanem takiej strategii, pewnie jego wybór asortymentu bojowego byłby znacznie inny. - Śrut też może zabić. A jeśli nie to oszołomić, dać ci przewagę.
Winda była oszkloną platformą, z której mogli podziwiać widoczny w oddali już park, a raczej jego skrawek, którego nie zasłaniał żaden z wieżowców. Wjechali kilka poziomów wyżej, na kolejny chodnik, znów odgrodzony barierą, wokół której pięła się Thessiańska winorośl.
- Zobaczymy co wymyśliła - westchnął, woląc odwlec martwienie się takimi sprawami na jutro, kiedy to mieli się z Shani spotkać. - No i co z tym garniturem? - zaśmiał się cicho, skręcając w prawo, w kolejną z uliczek. Wciąż otoczeni budynkami i ścianami, nie widzieli nadal portu, który musiał skrywać się za jakimś z wieżowców.
- Myślisz, że Thessiańska gala spełni twoje standardy? - zerknął na nią, w pamięci mając fakt, że tego typu przyjęcia stanowiły niegdyś sporą część jej życia. - Bufet pewnie będzie, ale tańca pewnie mało - dodał, zerkając na jedną z mniejszych reklam targów, wyświetlanych na ścianie jednego z budynków w rzędzie razem z kilkoma innymi vidami promocyjnymi. Tym razem kobiety nie było, sam napis i odliczanie, dzięki któremu Irene mogła zauważyć, że odkąd widziała je poprzedni raz, minęło już dwadzieścia minut.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8695
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Dzielnica Reone

19 wrz 2016, o 00:09

Westchnęła cicho. Wiedziała, że praktyka była dobrym pomysłem, ale liczyła na to, że nie będzie jej już w życiu potrzebna. Bo przecież wszystkie jej problemy zostały już rozwiązane, nikt jej nie ścigał, nikt nie chciał jej zabić ani wpakować na samo dno kopalni piezo. Nie zamierzała bawić się w zabójcę do wynajęcia, sprawiające kłopoty zlecenia kurierskie też póki co były jej zbędne, bo miała Khouriego i Crescenta, na którym poniekąd przecież pracowała. Ale wiedziała, że Nazir miał rację, bo los nieraz miał inne plany, niż Irene.
- I gdzie mam to robić, według ciebie? - spytała. W jej głosie nie było pretensji ani złości. Po prostu na statku nie było takiej możliwości, a na stałym lądzie, gdzie mogła szukać strzelnicy czy czegoś w tym stylu, przebywali od dwóch dni i prawdopodobnie niedługo będą się stąd zbierać. - To nie takie proste.
On miał swoje szkolenia, ona nie, nie musiał jej tego tak dobitnie przypominać, bo o tym pamiętała. Pokręciła głową, a gdy odpowiedział na jej złośliwość, parsknęła śmiechem. Wyobraziła sobie kroganina, którego przewraca odrzut karabinu. Wyglądało to równie idiotycznie, co Irene biegająca ze strzelbą taką, jak Claymore. Owszem, była skuteczna jak mało która broń, ale to by był jakiś absurd.
- Niech ci będzie - odparła, spoglądając na niego z rozbawieniem. Wprawa w trzymaniu karabinu tak, żeby nie wyrwał się z rąk przy strzale. No dobrze, może faktycznie musiał to ćwiczyć, a niektórych krogan to przerastało. W końcu Dubois była jednak bardziej laikiem, niż profesjonalistką.
Nie miała już ochoty na tłumy. Przecisnęła się pomiędzy asari, powstrzymując się od jakichś niewielkich kradzieży kieszonkowych, choć sytuacja była idealna. Ale nie chciała robić Nazirowi problemów, gdyby coś poszło nie tak, zwłaszcza przed jutrem, którego tak się obawiał. A dzień, który właśnie dobiegał ku końcowi, obfitował w wystarczającą ilość niezwykłych zdarzeń, by nie potrzebowała podbijać sobie poziomu adrenaliny na wieczór.
Nie odpowiedziała na komentarz Khouriego dotyczący uzbrojenia, bo nie chciała się kłócić o to, co było bardziej skuteczne. To była kwestia preferencji. Może i z Claymore'a byłaby w stanie zdjąć kroganina na jeden strzał, ale przecież gdyby przypięła sobie tę strzelbę plecach, to przewróciłaby się do tyłu.
Poza tym należała do Hounda.
Rzuciła ostatnie spojrzenie z windy w stronę parku i odwróciła się do Khouriego, gdy już zza wieżowców nie była w stanie zobaczyć zbyt wiele. Przesunęła spojrzeniem po jego sylwetce, uśmiechając się tajemniczo. Nie wiedziała, co ma mu odpowiedzieć na pytanie "co z tym garniturem", więc chwilowo nie odpowiadała nic, pozwalając mu domyślać się samemu.
- Chodź - rzuciła tylko, gdy winda dojechała na górę i wyminęła go, przechodząc na chodnik i dalej, zrównując się już z Nazirem, bo nie do końca wiedziała którędy dotrzeć do portu.
- Myślę, że spełni - zaśmiała się. - Jak będę mieć dobre towarzystwo, to nawet bez bufetu przeżyję.
Uniosła wzrok na odliczanie. Naprawdę nie spodziewała się, że to tak duże wydarzenie, by decydować się aż na taką reklamę. Zupełnie jakby to było gigantyczne wydarzenie kulturalne, a nie targi broni, czy innego wyposażenia.
- Wnioskując po rozgłosie, raczej nie będę rozczarowana, możesz się nie obawiać. Poza tym, z tobą się nie nudzę - wzruszyła ramionami. To naprawdę zdarzało się rzadko. Roześmiała się. - Nie muszę tańczyć. Wczoraj nadrobiłam zaległości. Lepiej się zastanów, czy gala spełni twoje standardy.
Nawet nie wiedziała, czy Khouri jakiekolwiek miał, czy po prostu wybierał się na nią z absolutną obojętnością. On wiedział, że podobne wydarzenia były sporą częścią życia Irene, ona nie wiedziała jak było z nim.
VERTIGO
+20% DO TARCZ | -10% DO TRAFIENIA IRENE | +40% DO OBRAŻEŃ WRĘCZ
ObrazekObrazek
CASUAL - FORMAL - MAIN ARMOR - ARMOR 2 - THEME


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Irene Dubois

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1527
Dołączył(a): 27 mar 2014, o 17:41
Miano: Irene Dubois
Wiek: 24
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Złodziejka, technik okrętowy
Lokalizacja: Crescent
Status: Uznana za zmarłą
Kredyty: 30.615
Medale: 7
Rekrut (1) Żołnierz (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Taktyk (1) Podstawowe szkolenie (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Liria

KTO JEST ONLINE?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości