Za centrum uważa się jeden z górnych poziomów stacji, na którym znajdują się nie tylko budynki mieszkalne, ale i stacje dokowania dla statków, Targ Omegi czy osławiony już klub "Zaświaty".

Re: Klub Fenix

2 gru 2014, o 18:07

Hawk

Zabawa trwała w najlepsze, kiedy ekipa szukała jakiś podejrzanych typów, którzy mieściliby się w kategoriach zbirów. Hawk próbowała sztuczki z przyciąganiem wzroku, ale nie zdało to za bardzo efektu. Nie, by brakowało indywiduów z bronią, bo ci wchodzili do lokalu i dostrzegła przynajmniej sześć uzbrojonych osób, ale żadna z nich zdawała się nie zwracać uwagi na poszukiwaną piratkę. Nawet duet turian w postaci strzelca i snajpera, którzy podeszli do baru i zamówili coś dla siebie. Obaj z wyposażeniem wprost z Palavenu. Co do "siedzących" razem Volusa i Hanara, trzy stoliki dalej, to raczej trudno było w nich widzieć jakieś realne zagrożenie. Nawet mając przy sobie strzelby, to prędzej można by z ich winy, ze śmiechu umrzeć. No, a dwójka turiańskich ochroniarzy przy wejściu, to raczej się nie liczyła.
- Z jakiej okazji? Ktoś dał im cyk, że tu jesteś. Czy to nie oczywiste? - odezwał się bosman, sądząc, że o to pytała jego kapitan. - Jedno tylne jest. Obok kibli.
Co do najbardziej krytego miejsca, to chyba najlepszą miejscówką był bar, za którego ladą można by się schować. Nie było to na prawdę najlepsze miejsce, bo klub miał dwa poziomy i piraci znajdowali się na tym niższym, ale zapewniało lepszą ochronę, niż bycie po środku sali, wystawionym z dwóch stron, na atak z góry. Za barem atakowani byliby wyłącznie z jednej strony górnego poziomu.
Jeżeli chodziło natomiast o osobę do wysłania przed lokal, to nie można było powiedzieć, by nie było w czym wybierać. Na przemian z tłumu tańczących ktoś się wyrywał, by się czegoś napić, a Hawkins znajdowała się w pobliżu "wodopoju", co było strategicznym miejscem pod tym względem. No i w razie czego, to na brak żywych. osłon nie można było narzekać.
W końcu wszyscy z tego grona, nie przejmowali się o straty wśród postronnych, a Hawk chyba wręcz na tym zależało. Każda kula, jaka trafi w kogoś z gości, to była o jedną mniej, jaka trafi w nią.

Nexaron

Szturmowiec za bardzo nie zwracał uwagi na otoczenie i chyba ślepy traf zadecydował, że zauważył kogoś bardziej podejrzanego, niż wszyscy jakich dostrzegła jego kapitan. Mianowicie chodziło o drella, który przypatrywał im się z góry i mężczyznę w ciemnych okularach, który robił to samo, ale z szklanką jakiegoś napoju. Kojarzył obcego, jako jednego z hanarskich cyngli, który obeznany był z biotyką. Na pewno był w tamtym miejscu nieprzypadkowo, ale czy miał zamiar brać udział w rozróbie, czy tylko się jej przyglądać, to już było niewiadome.
Facet w okularach i z drinkiem, zwracał na siebie uwagę czymś jeszcze, prócz zainteresowaniem ich grupą. Mówił do kogoś.
Tak czy siak, impreza jeszcze trwała i nikt jej nie przerywał. Jednak jak długo mogło jeszcze to trwać? I ilu przezornych gości, podobnie jak Hawk i Nexaron, nie zostawiłoby swoich broni w szatni, wchodząc do klubu? Odpowiedzi na te pytania, miały się niedługo pojawić.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10612
Posty fabularne: 1,105
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Klub Fenix

3 gru 2014, o 21:16

Cóż... Nie zapowiadało się aby mieli od razu się zbierać, więc Nexaron rozsiadł się wygodniej na kanapie i zarzucił nogę na nogę przysłuchując się rozmowie dwójki piratów. Jakby nie patrzeć był najniżej w hierarchii z obecnych w barze, ale nie wydawało się aby miało to jakieś większe znaczenie w obecnej sytuacji. To co jednak trochę mu przeszkadzało to brak jakichkolwiek konkretów. Nawet nie znając całego obrazu sytuacji rozumiał, że najemników z każdą chwilą będzie przybywać, więc powinni szybko działać.
Z braku chwilowo lepszego zajęcia idąc za przykładem pani kapitan i bosmana postanowił dyskretnie się rozejrzeć. Nie był jednak na tyle naiwny aby uwierzyć, że coś dostrzeże z tak prozaicznego powodu jak "fart". Nex po prostu okazał się mieć, albo lepszy instynkt niż pozostała dwójka, albo twardszą głowę. Które z powyższej dwójki było przyczyną takiego obrotu spraw, czy może też było to coś zupełnie innego nie wnikał, ale faktem było, że dostrzegł więcej niż inni. Ostatecznie nie miało to tak naprawdę znaczenia, bo wystarczyło aby teraz po prostu podzielił się swymi spostrzeżeniami.
- Czy ten kto wyznaczył nagrodę to drell? Albo ma do nich dojście? Bo jeden przygląda nam się z góry jakby wiedział na co się zanosi - nie zamierzał od razu wpadać w paranoje, ale ta dwójka wpadła mu w oko, więc coś w tym musiało być - Jest jeszcze ten mężczyzna, który próbuje ukryć swe spojrzenia za ciemnymi okularami przy barze. Co o nich myślicie?
Wyjście przy toalecie? Niby można było to wykorzystać aby niepostrzeżenie się wymknąć, ale nie mogli w tamtym kierunku udać się wszyscy razem, bo podniesie to alarm wśród łowców głów. Na początek musiałby pójść on lub Qu, a Hawkins na samym końcu. W końcu to na jej głowę powali, więc na pewno nie pozwolą sobie ją stracić z oczu nawet pod pretekstem wizyty w toalecie.
What Can Change The Nature Of A Man??

ObrazekObrazek

~ Strój cywilny ~ Pancerz Bojowy ~

Bonusy: +35% obrażenia od mocy biotycznych, +25% siła od mocy biotycznych, -25% koszt mocy biotycznych, +10% do celności Upiora, +30% moc tarczy, +1 pochłaniacz do każdej przenoszonej broni, +20% siła pancerza

Obrazek
Nexaron Dragonbite

Avatar użytkownika
 
Posty: 660
Posty fabularne: 0
Dołączył(a): 13 sty 2013, o 17:28
Miano: Nexaron Dragonbite
Wiek: 26
Klasa: Szturmowiec
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Omega
Kredyty: 29.625
Medale: 8
Rekrut (1) Kat (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Podstawowe szkolenie (1) Operacja Archanioł (1) Operacja Szalony Geniusz (1) Operacja Psychopata (1)

Re: Klub Fenix

7 gru 2014, o 20:06

Atmosfera gęstniała z minuty na minutę, ale... wciąż nic się nie działo. Nie miały miejsce żadne mordobicia, czy strzelaniny. Zupełnie nic. Praktycznie trudno było uwierzyć, że coś mogłoby się wydarzyć w tak spokojnym miejscu.
Co do osób, które zobaczył Nex, to do faceta w okularach podeszła jakaś kobieta, która chyba znał i zaczęli się całować, a drell... jego w zasadzie nie było widać, bo gdzieś się zapodział.
Może zniknięcie obcego byłoby podejrzane, gdyby nie fakt, że przez cały dalszy czas, nic się nie działo.

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10612
Posty fabularne: 1,105
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Klub Fenix

10 gru 2014, o 00:07

Ostatecznie trójka piratów zdecydowała się na stoczenie ewentualnej walki w klubie pośród panikującej klienteli służącej za żywe tarcze, a może nawet niczego nieświadomie wsparcie jeśli właściwie to rozegrają. Wszystko byłoby jednak lepsze, a może przynajmniej ciekawsze aniżeli to co faktycznie nastąpiło. Czyli wielkie nic... Po raz kolejny tego dnia Nexaron'a czekało rozczarowanie gdy minuty zmieniły się w godzinę, a następnie kolejną podczas których nic wartego uwagi się nie wydarzyło. Ciężko zaś było o coś bardziej irytującego niż uczucie "niespełnienia" jakie już mu towarzyszyło po klapie ze zleceniem za milion kredytów to teraz jeszcze doświadczał jego będąc w klubie, ale nie mogąc się napić, zatańczyć czy w jakikolwiek inny sposób zrelaksować. Po tak długim oczekiwaniu już nikt nie miał wątpliwości, że Qu musiał wyolbrzymić całą sytuację i to w znacznym stopniu. Nie było więc powodu aby się nie oddalić i upłynnić fanty jakie mężczyzna miał przy sobie, bo między czasie dla osłodzenia tego całego dnia otrzymał na omni-klucz informację iż jego aukcja dobiegła końca z zerowym zainteresowaniem ze strony potencjalnych kupców.

Wyświetl wiadomość pozafabularną
What Can Change The Nature Of A Man??

ObrazekObrazek

~ Strój cywilny ~ Pancerz Bojowy ~

Bonusy: +35% obrażenia od mocy biotycznych, +25% siła od mocy biotycznych, -25% koszt mocy biotycznych, +10% do celności Upiora, +30% moc tarczy, +1 pochłaniacz do każdej przenoszonej broni, +20% siła pancerza

Obrazek
Nexaron Dragonbite

Avatar użytkownika
 
Posty: 660
Posty fabularne: 0
Dołączył(a): 13 sty 2013, o 17:28
Miano: Nexaron Dragonbite
Wiek: 26
Klasa: Szturmowiec
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Omega
Kredyty: 29.625
Medale: 8
Rekrut (1) Kat (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Podstawowe szkolenie (1) Operacja Archanioł (1) Operacja Szalony Geniusz (1) Operacja Psychopata (1)

Re: Klub Fenix

24 sty 2022, o 20:56


Black Heart

Mistrz Gry: Mila Račan
Gracze: Alana Luccarius, Erich Shaw, Carlos Brown, Fulvinia Adratus, Crassus Curio


Wyświetl wiadomość pozafabularną





Klub Fenix nie należał do najtańszych, ale nie należało się dziwić doboru akurat tego miejsca, gdy zleceniobiorcy chociaż odrobinę zagłębili się w biografię Foxleya. Przydymione, karminowe światła rzucały głębokie cienie na rogi pomieszczenia oraz na kilka lóż, teraz pustych. Był praktycznie środek standardowego dnia na Omedze i większość ośrodków tanecznych była zamknięta, bądź jak w przypadku Fenixa, dopiero co się otwarła. Nawet muzyka była przyciszona, dając jako taki komfort rozmowy.

Samo zlecenie wydawało się być proste. Artur Foxley II szukał specjalistów, którzy będą w stanie odbić jego syna, również Artura, z rąk gangu, który podług szczątkowych informacji zajmował się handlem ludzi właśnie tutaj, na stacji. Z wiadomych przyczyn nazwa gangu była niewspomniana, podobnie do wielu innych rzeczy, które pan Foxley zaznaczył, że nie są do wglądu dla potencjalnych zleceniobiorców. Ot, jego syn przestał odzywać się w trakcie pobytu na uniwersytecie, a po kontakcie z władzami uczelni okazało się, ze przestał także uczęszczać na zajęcia. Więcej informacji miało być zawartych na miejscu – właśnie w klubie Fenix, gdzie każdy ze starannie wyselekcjonowanych uczestników odbicia miał się stawić w samo południe, by przejść odprawę.

Jeśli chodzi o samego Foxleya seniora, był on biznesmenem z krwi i kości – wedle informacji na extranecie, już jego ojciec, Artur Foxley I próbował rozwijać interes deweloperki poza Ziemię. Wojna Pierwszego Kontaktu była więc idealnym momentem dla oportunisty takiego jak tamten rekin biznesu. Gdy tylko zapanował pokój, rozpoczął on ekspansję swojego małego imperium na całą galaktykę, wykupując atrakcyjne połacie ziemi, budując tam wille i sprzedając je za horrendalne ceny kredytów. Kiedy protoplasta zmarł, biznes rodzinny przejął jego syn. Zainteresowani jego życiorysem szybko mogli wyłapać, że prasa próbowała iść tropem szwindli i oszustw podatkowych, również powiązań z kilkoma szemranymi organizacjami, które wykupywały jego posiadłości za ceny, które przeciętnemu obywatelowi galaktyki podniosłyby ciśnienie.

Salarianin za barem stał oparty o boczną ściankę, obserwując w milczeniu uzbrojonego po zęby mężczyznę popijającego coś przy nim. Widząc wchodzących co jakiś czas do baru zleceniobiorców ożywiał się, pytając jeszcze na wejściu czy coś podać – ceny były tutaj jednak wyższe niż w przeciętnym barze na Omedze. Za każdym razem także oprócz salarianina swoje spojrzenie na wchodzących do środka zwracał właśnie opancerzony mężczyzna, sprawdzając przy okazji coś na swoim omni-kluczu.

Pan Foxley wezwie was, gdy zbiorą się wszyscy — mówił, wskazując na stolik niedaleko. Rozwalony na kanapie jak na własnym mieszkaniu popijał piwo mężczyzna w sile wieku, o zaczesanych do tyłu włosach ukazujących zakola oraz koziej bródce. Wyglądał wyjątkowo spokojnie, taksując jedynie kolejnych nowoprzybyłych wzrokiem i przedstawiając się krótko: — Andy. — Ani słowa więcej, chociaż i tak po tym dało się usłyszeć zachrypnięty od nałogowego palenia papierosów głos.

Tymczasem w niedalekiej prywatnej loży ocienionej przez niedostatek świateł siedział starszy mężczyzna o przyprószonych siwizną włosach i eleganckim ubiorze, aktualnie wpatrzony w ekran tabletu. Nie zwracał żadnej uwagi na otoczenie, w przeciwieństwie do kolejnej dwójki ochroniarzy, którzy w skupieniu stali jak posągi, skanując groźnym spojrzeniem okolicę.

Gdzieś w międzyczasie wszedł nowy gość, którego po krótkiej analizie siedzący przy barze ochroniarz wyprosił bezceremonialnie, ku głośnemu niezadowoleniu barmana.


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Universal Person

Avatar użytkownika
 
Posty: 161
Posty fabularne: 163
Dołączył(a): 15 maja 2021, o 14:43
Miano: Legion
Wiek: 134
Klasa: Wszystkie
Rasa: Każda
Zawód: Wszelki
Postać główna: Jest nas wielu
Lokalizacja: Wszechświat
Kredyty: 20.000

Re: Klub Fenix

25 sty 2022, o 18:09

Alana nie była najemniczką, fachem tym nie parał się też żaden z jej kabalistów, a jednak teraz tu byli, stawiając się na zlecenie. Pracy nie podjęli się sami, Luccarius do głowy by nie przyszło szukać podobnych zadań. Miała jednak znajomych, ci zaś mieli kolejnych i mając na uwadze, jak wiele razem przeszli, uzbierał się pewien zestaw przysług, które prędzej czy później musiały być wymienione. Gdy więc jeden z jej rodaków, dawny towarzysz broni w turiańskich oddziałach - gdy poprosił o pomoc, Alana nie tyle nie mogła, co nie chciała odmówić. Jasne, miała wrażenie, że daje się wkręcić w brudną robotę, której raczej powinna unikać. Zdawała sobie sprawę, że jeśli Icathus nie chce podjąć się zlecenia sam, prawdopodobnie jest ono... Cóż, mocno wątpliwe w kontekście łatwości i przyjazności. Mimo tego jednak - była tutaj, a Icathus, oficjalny zleceniobiorca, był tam. Gdzieś, gdzie we względnym komforcie wygrzewał swoją turiańską dupę, podczas gdy ona, w jego imieniu, miała zarobić dla niego pieniądze.
Brzmiało jak mało zabawny żart, co? No. Trochę tak.
Poniewczasie zastanawiając się, czy to na pewno była dobra decyzja, Luccarius westchnęła cicho. Krótkim pokręceniem głową zbyła barmana - nie, nie chciała nic do picia - i rozejrzała się. Gdy wskazano jej stolik, ruszyła do niego bez wahania. Nie była pierwsza.
- Alana - przywitała się równie krótko, nie widząc powodu dla którego miałaby chcieć zagaić rozmowę. Ludzki mężczyzna był jej obcy i Luccarius niekoniecznie chciała ten stan rzeczy zmienić. Pasowało jej tak, jak było. Jeśli mogła zgadywać, siedzieli tutaj w tym samym celu - by odwalić robotę, po nic więcej.
Z westchnieniem usiadła na brzegu kanapy, rozglądając się bystro. Nie potrafiła się rozluźnić, usiąść równie wygodnie co Andy. Zawsze była spięta. Przez większość swojego życia musiała się pilnować - i musiała pilnować też innych. Luz był... Cóż, niepożądany. Jasne, w towarzystwie swojej kabały denerwowała się mniej, było jej lepiej gdy Aterceo pilnował jej pleców, a Orian uspokajał wybujałe czasem lęki. Bez nich jednak... Bez nich było trudno. Nawet bardzo. Bez nich Alana była w jakimś sensie odpychająca - na pewno nie tak towarzyska i rozgadana, no i z pewnością nie tak otwarta. Kabała Surrexis była jej rodziną i przyjaciółmi - jedynymi. Wszyscy inni byli jej albo obojętni, albo wrodzy. Znalezienie czegoś pośrodku w wielu przypadkach zwyczajnie ją przerastało.
Czekała w milczeniu, podobnie jak ochroniarze oglądając się na drzwi klubu, gdy tylko się otwierały. Była ciekawa, kto przyjdzie. Jak dużym będą zespołem? Jak wielu ich tak naprawdę potrzeba?
I z czym tak naprawdę przyjdzie im się zmierzyć?
ARMOUR # CASUAL #NPC # BASILISK

ObrazekObrazek

+ 5% obrażeń od mocy
+ 5% obrażeń przy ataku wręcz
+ 10% premii technologicznej


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Alana Luccarius

Avatar użytkownika
 
Posty: 100
Posty fabularne: 28
Dołączył(a): 23 sty 2016, o 23:42
Miano: Alana Luccarius
Wiek: 34
Klasa: Adept
Rasa: Turianin
Zawód: major Hierarchii, kabalim Surrexis
Postać główna: Rebecca Dagan
Lokalizacja: Palaven
Status: Podlega obserwacji ze względu na zaburzenia neurologiczne i posiadany implant. Oficerem ją nadzorującym jest Caius Varril, członek Kabały.
Kredyty: 27.930
Medale: 3
Wyzwoliciel (1) Taktyk (1) Puzzle (1)

Re: Klub Fenix

27 sty 2022, o 02:39

Omega. W końcu dotarła na miejsce, o którym wiele słyszała, ale nigdy nie miała okazji - ani po prawdzie chęci - odwiedzić, przynajmniej nie tak naprawdę. Dwóch przypadków, kiedy akurat tankowali tutaj statek nie liczyła, bo nawet nie wyszli wtedy poza doki. Normalnie też raczej wolała unikać miejsc tak... chaotycznych i pozbawionych struktur prawnych, jak niesławna Omega. Niemniej oferta, która się pojawiła była potencjalnie bardzo intratna, więc trzeba było przełknąć naturalną niechęć i udać się na miejsce. Szkoda tylko, że tym razem Isha miała jakieś rodzinne sprawy do załatawienia, a Skax akurat udał się do swojej Floty, żeby dostarczyć im informacje zdobyte na Neidusie. Czułaby się nieco raźniej mając ich u swego boku sprawdzonych towarzyszy broni, no ale ponownie - co zrobić, sytuacja była, jaka była i należałoby się skupić na bieżących sprawach. Przy odrobinie szczęścia zrobią coś dobrego, wyciągając zagubionego dzieciaka z łap gangu i powracając go na łono rodziny. Tylko dlaczeog nie chciało jej opuścić dziwne poczucie, że wcale nie będzie tak łatwo i kolorowo, jak może się wydawać, a cała sytuacja jest o wiele bardziej zniuansowana, niż mogłoby się to z pozoru wydawać? Starczy, że dzieciak tak naprawdę sam z własnej woli wpadł w "złe towarzystwo" i teraz buja się z nimi, ani myśląc wrócić do ojca. Pomijając już te bardziej oczywiste problemy jak "wejście na nieznany teren uzbrojonej i dobrze zorganizowanej grupy paramilitarnej".

Odpędziła siłą woli nieproszone teraz wątpliwości, rozglądając po zaskakująco... przyjemnym wnętrzu klubu. Szybko dostrzegła, że mieli zapewnioną prywatność - to akurat nie było dziwne, raczej oczekiwane wręcz. Sama nie chciałaby, żeby ktoś postronny usłyszał treść takiej rozmowy. Podeszła bliżej, na gest barmana odpowiadając skinieniem głowy.

- Turiańska whisky. Podwójna. - mruknęła, po czym odebrawszy drinka przysiadła się do dwóch osób, oczekujących najwyraźniej na bycie zaproszonymi do stolika... tak, pewnie ich pracodawcy - przynajmniej tak odczytywała postać gościa przeglądającego coś na tablecie, do którego dostępu broniło dwóch osiłków. Jedną z dwójki oczekujących była inna turianka, co Fulvinię nieco ucieszyło. Jasne, to że były tej samej rasy jeszcze niewiele znaczyło, ale zawsze czuła się nieco raźniej w obcym otoczeniu, dlatego uśmiechnęła się bardzo delikatnie do niej.

- Fulvinia Adratus. Wiadomo, na kogo jeszcze czekamy? - spytała, kierując wzrok... raczej na człowieka, Andy'ego.
ObrazekObrazek
Fulvinia Adratus

Avatar użytkownika
 
Posty: 96
Posty fabularne: 85
Dołączył(a): 16 wrz 2018, o 22:04
Miano: Fulvinia Adratus
Wiek: 24
Klasa: Żołnierz
Rasa: Turian
Zawód: Żołnierz
Lokalizacja: statek
Kredyty: 53.300
Medale: 2
Wyzwoliciel (1) Wojownik Areny (1)

Re: Klub Fenix

27 sty 2022, o 13:59

W porównaniu ze słonecznym, eleganckim Ilium, Omega przypominała ogromny, unoszący się w przestrzeni kosmicznej śmietnik. Ciężkie powietrze cyrklujące we wnętrzu stacji było pełne najróżniejszych zapachów: wszechobecnego metalu, zużytego oleju, chemicznych odpadów systemów odzyskiwania wody, nadużywanych elektrycznych obwodów trzeciego sortu, jonizowanych cząsteczek od wszechobecnych lamp i neonów, krwi, potu. Nawet dźwięki były tu inne niż na normalnych planetach - tam gdzie w zwykłych miastach można było usłyszeć pokrzykiwania kupców lub odgłos muzyki, tak tutaj ciszę przerywały okazjonalne, odległe, wystrzały broni, przekleństwa, wściekłe warknięcia czy nagabywania żebraków, a gdy przechodziło się między podejrzanymi - bo innych na Omedze nie było - lokalami, ściany korytarzy drżały od stłumionych basów i syku filtrów atmosfery przepuszczających gęste opary papierosowego dymu.
Nie lubił Omegi. Stacja wygnańców stanowiła doskonałe miejsce do ukrycia się lub znalezienia niezbyt legalnego źródła zarobku, ale brakowało jej struktury i ładu, była zbyt głośna, zbyt agresywna. Chociaż w trakcie swojej kariery łowcy nagród spędził tutaj wiele czasu, to jego opinia nigdy się o niej nie poprawiła. A teraz, po przylocie z Ilium gdzie spędził ostatnie miesiące odświeżając swoją korwetę po jej czasie nieużytkowania, gdy stacjonował na Hekate, każda z tych cech rzucała mu się jeszcze bardziej w oczy. Ale tymczasowy przydział na okręcie Belforda uległ zakończeniu, a on wrócił do swojego starego życia.
Pomimo wątpliwego uroku, Omega od zawsze oferowała szeroką gamę zleceń dla ludzi pracujących swoją bronią. To również się nie zmieniło. Kontrakt Foxleya nie wyróżniał się niczym szczególnym, brzmiał podobnie do setek innych historii, które przewijały się przez stację tego typu - porwania, zabójstwa, niespodziewane zaginięcia, poszukiwania... Rzadko które znajdowało swoje szczęśliwe zakończenie przez to jak operowały gangi i jak łatwo było zakończyć tutaj swoje życie niefortunnym słowem lub czynem, ale nie przeszkadzało to kredytom płynąć, a poszkodowanym mieć nadzieję.
Lokal wyznaczony na miejsce spotkania z głównym kontaktem nosił - zabawnym zbiegiem okoliczności - tą samą nazwę co jego własny okręt, ale nie był tak opustoszały w środku. Gdy Shaw odnalazł go po kilkunastu minutach przemierzania centralnego poziomu stacji i przekroczył próg, w jego wnętrzu znajdowało się już kilka innych osób, a sądząc po opancerzeniu oraz ogólnym uzbrojeniu nie byli to typowi goście knajpy. Wyglądało na to, że zleceniodawca upewnił się, że nikt nie będzie im przeszkadzał, "wynajmując" główną przestrzeń baru wyłącznie na użytek potencjalnych nowych kontrahentów.
- Shaw - odpowiedział równie lakonicznie po chwili milczenia na powitanie mężczyzny siedzącego na kanapie, taksując go krótko spojrzeniem. Nie umknęła mu postać starszego dżentelmena siedzącego w prywatnej loży, a to znaczyło, że Andy był prawdopodobnie jego personalnym ochroniarzem i bardziej bezpośrednią "twarzą" tego zlecenia, głową ponuro popatrującej obstawy porozstawianej w różnych punktach knajpy. Przyjrzał się również siedzącej nieopodal parze turianek i skinął im oszczędnie głową bez słowa, nim przeniósł wzrok na salariańskiego barmana i zamówił zwykłą wodę. Jego omni-klucz rozświetlił się na chwilę, gdy przelał mężczyźnie wymaganą kwotę paru kredytów i przysiadł na stołku barowym, w milczeniu obracając w dłoni szklankę i czekając na zebranie się pełnej grupy.
THEME    ☉    ARMOR    ☉    CASUAL    ☉    FORMAL   ☉    VOICE
ObrazekObrazek
+20% pancerza         Udźwig podnoszonych przedmiotów +3         Celownik termiczny (+2)


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Erich Shaw

Avatar użytkownika
 
Posty: 94
Posty fabularne: 29
Dołączył(a): 3 lut 2015, o 22:46
Miano: Erich Shaw, "Epsilon"
Wiek: 29
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Agent Cerberusa, cyngiel do wynajęcia
Postać główna: Vegz
Lokalizacja: Nos Astra, home sweet home
Kredyty: 20.085
Medale: 2
Wyzwoliciel (1) Taktyk (1)

Re: Klub Fenix

27 sty 2022, o 20:45

Omega. Kolejny powrót ta ną zapyziałą, pełną zbirów stację kosmiczną. I bardzo dobrze! Curio lubił przebywać na Omedze, toteż od kiedy zamieszkał na Cytadeli bardzo cenił sobie odwiedziny w raju przestępców. Wszakże Omega przez kilka długich lat była mu domem. To tutaj spotkał Chorwatkę, która pomimo początkowej niechęci ostatecznie okazała się dobrą przyjaciółką i partnerką w zawodzie, podzielającą jego wizję pracy. To tutaj nabawił się wgniecenia w karapaksie prawego barku, podczas pamiętnego pojedynku snajperskiego ze swoją nemesis. I w końcu to tutaj dostał zatrucia pokarmowego, poczęstowany nie-dekstro jedzeniem. Masa wspomnień. Nic dziwnego, że Crassus czuł się tu jak ryba w wodzie. Choć często surowa i brutalna, Omega wyciągała potrzebne umiejętności na wyższy poziom. Słabe jednostki odpadały tu szybko. Mięśnie albo rozum, tylko to pozwalało przetrwać na stacji. A najlepiej zestaw obu.
Turianin zjawił się na stacji ponad dwadzieścia cztery godziny przed umówionym spotkaniem z pracodawcą. Tym razem sam, bez Mili. Chorwatka była zajęta czymś innym, gdzie indziej. A ktoś na chleb musiał zarobić. Wcześniejsza wizyta była podyktowana chęcią spotkania kilku starych znajomych. Ci otrzymali wiadomość na swoje omni-klucze zaraz po tym, jak Curio wyszedł z tutejszego portu, do którego przywiozła go wynajęta taryfa międzygwiezdna. Plan działania był prosty. Spotkanie w Zaświatach, kilka szotów na rozgrzewkę i zobaczy się co dalej. Nikt jednak nie miał złudzeń jak to spotkanie się miało skończyć.
Potężny bas przywitał Crassusa w Zaświatach. Zaraz potem woń alkoholu i spoconych ciał również dotarła do turianina. Jak on lubił takie miejsca! Ruszył wartko w przód, przeciskając się przed tłumy istoty aż dobije się do baru. Po drodze musiał przepchnąć jednego batarinina, który od razu się przysapał do znikającego w tłumie Curio. Najemnik miał to w gdzieś w tym momencie, bowiem tego wieczoru był bal. I żaden czworooki nie będzie mu tu zawracał gitary i psuł humoru. Przy barze siedziała już dwójka znajomych turian, obaj w pancerzach Błękitnych Słońc, ekipy, w której wszyscy się poznali. Wszyscy trzej dekstrobiałkowcy wymienili uściski i uprzejmości wzbogacone o docinki, na które tylko koledzy mogli sobie pozwolić. Zaraz potem zasiedli do baru i polały się szoty.
Choć wieczór był długi to Crassus pamięta mało. Po szotach weszło kilka butelek, a po kilku butelkach striptizerki. Kolejnym wspomnieniem, które wyraźnie pamiętał, to wymiotowanie na ulicy. Zwróciwszy treść żołądka, w tym wypitego alkoholu, poczuł się lepiej i przetrzeźwiał nieco. Na tyle by dostać się do niewielkiego i przede wszystkim taniego moteliku, gdzie zaległ w śnie pijanego. Po pobudce zaś czekał na niego ból głowy i suche gardło. Na to drugie miał wodę ale ból głowy wymagał czegoś zupełnie innego. Do spotkania w klubie Fenix miał niecałe trzy godziny, a więc szybki prysznic i wio do swojej ulubionej budki z tanim żarciem. Pek z ryżem wodnym i ciepła dekstro-herbatka zawsze pomagały na kaca.
Curio naprawdę lubił Omegę. Niektóre rzeczy mogły mieć miejsce tylko na niej. W tym spotkania z pracodawcami, którzy potrzebowali specjalistów zadających mało pytań a potrafiących spuścić łomot. Takich jak on. Pod Fenixa dotarł taksóweczką i pożegnawszy się z kierowcą ruszył do samego klubu. Całe szczęście, że zdążył zmitygować swój ból głowy, inaczej muzyka grająca w klubie mogłaby dać się we znaki. Przywitał się z salariańskim barmanem, który po krótkiej wymianie słów wskazał mu stolik przy którym miał się stawić. Zanim to jednak nastąpiło…
- Kawki mi zrób, jakbyś mógł. Takiej z cukrem mocno. Wszystko dekstro, oczywiście.
Głowa nadal delikatnie go ćmiła a więc drobny skok ciśnienia krwi powinien pomóc. Otrzymawszy filiżankę ze swoim zamówieniem, i po wrzuceniu do niej kilku kostek dekstro-cukru, Curio ruszył do stolika jednocześnie mieszając swój napój. Tam zaś było mocno turiańsko. Dwóch ludzi nie dziwiło go w ogóle, ci byli wszędzie. Musieli być i tutaj. Jednak widok pozostałych turianek nieco zaciekawił Crassusa.
- Powitał. Curio. Crassus Curio. - przedstawił się przed całą gromadą, szukając sobie miejsca w którym będzie mógł się rozsiąść. Wybrał jeden z końców kanapy, który zaraz potem ugościł jego koniec kręgosłupa. Pociągnął łyk kawki, zerkając po reszcie obecnych. Takie kontrakty często były okazją do nawiązania nowych, często dobrych znajomości. Co los przyszykował dla niego tym razem? Czas pokaże. Chociaż wszyscy zdawali się jacyś tacy… Sztywni.

ObrazekObrazek


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Crassus Curio

Avatar użytkownika
 
Posty: 158
Posty fabularne: 131
Dołączył(a): 1 cze 2021, o 12:28
Miano: Crassus Curio
Wiek: 36
Klasa: Szpieg
Rasa: Turianin
Zawód: Najemnik. Ale taki legendarny!
Lokalizacja: Gdzieś w kosmosie
Kredyty: 57.650
Medale: 5
Glitch (1) Seryjny Pechowiec (1) Fanatyk Miłości (1) Zwycięzca Areny (1) Upadek Mindoiru (1)

Re: Klub Fenix

27 sty 2022, o 22:09

Carlos chyba był ostatnim przybyłym. Dawno nie odwiedzał Omegi i trochę mu zeszło na "zwiedzaniu" i odkrywaniu z rozczarowaniem, że nawet tutaj bary bywają zamykane, a ceny gnatów nie śmieszą. Przyleciał na stację za jakąś prostą i przyjemną robotą, która nie będzie wymagała zabaw z magią, rządami galaktycznymi i chuj wie czym jeszcze. Tu był dziki zachód! Nie zdziwił się, kiedy dostał info o jakimś zleceniu od kogoś bogatego. Zgłosił się i chwilę czekał na odpowiedź. A może to oni do niego pierwsi napisali? Nie ważne. Miał pracować dla Artura Foxleya, syna Artura Foxleya i ojca... Heh... Artura Foxleya. Cholerni bogacze, kreatywni w wymyślaniu imion dzieci jak jasny chuj.
Kiedy wszedł, dało się zauważyć, że był wysokim człowiekiem. Wysokim i już nie najmłodszym. Siwizna obficie zdobiła jego skronie i miejscami gęstą brodę, kontrastując z ciemnymi włosami. Miał na sobie czarny pancerz bez żadnych ozdób, w stylu tych używanych przez żołnierzy przymierza. W dłoni trzymał hełm. Miał przy sobie spluwę, a jak by inaczej? Rozejrzał się po zebranych najemnikach.
- Cześć. Jestem Brown i chyba nie jestem spóźniony?
Jego głos brzmiał młodo, trochę nie pasując do aparycji najemnika. Ton miał neutralny. Troje turian i dwóch ludzi to nie jego dream team, ale w tym fachu rzadko się wybiera z kim się pracuje. Mordeczki przynajmniej miały od dzieciaka wpajane jak strzelać, więc przynajmniej nie zastrzelą go bez powodu. Chyba, że im odwali. Chyba nikogo z zebranych nie znał. Andy za to wyglądał jak swój chłop.
ObrazekObrazek
Carlos Brown

Avatar użytkownika
 
Posty: 161
Posty fabularne: 60
Dołączył(a): 19 lip 2016, o 16:05
Miano: Carlos Brown
Wiek: 49
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: OMEGA
Kredyty: 58.360
Medale: 2
Wyzwoliciel (1) Purpurowa gwiazda (1)

Re: Klub Fenix

28 sty 2022, o 22:28

Lokal przez te kilkanaście minut zbierania się drużyny pozostawał pusty dzięki staraniom ochroniarza przy barze; tych dwóch czy trzech delikwentów, którzy pragnęli w samo południe zebrać się w droższym lokalu na stacji szybko zawracali, sprawdzeni przez mężczyznę. Salarianin ciągle wyglądał na niezadowolonego z tego powodu, ale po którymś razie przestał się odzywać... szczególnie gdy coś wyskoczyło mu na terminalu.

Chcących napoje barman wyjątkowo szybko obsługiwał, nie mając nic innego do roboty. Najdłużej oczywiście zajęło mu przygotowanie kawy, którą zaparzył w ekspresie; przez chwilę krzywo patrzył na wrzucane kolejne kostki cukru, ale miał na tyle rozumu, aby nie komentować zachowania Crassusa. Oczywiście wszystko tutaj kosztowało więcej, niż w przeciętnym klubie i nawet woda, którą zamówił Eric była droga, o whisky już nie wspominając.

Andy oprócz przedstawiania się kolejnym osobom z imienia za wiele nie mówił, zajmując się przeglądaniem czegoś na swoim omni-kluczu. Na pytanie Fulvinii odpowiedział coś pokroju parę osób, ale zrobił to dosyć zbywającym głosem. Dopiero gdy ostatni do środka wszedł Carlos, przepuszczony przez ochroniarza, uniósł głowę i otaksował wszystkich wzrokiem. — Piątka, piątka powinna wystarczyć — jego słowa nie brzmiały tak, jakby kierował je do kogokolwiek tutaj. Widząc jednak pełen skład, wygasił swoje omni, cicho wzdychając i spoglądając znacząco na osiłka, który w tym momencie zrobił niechętną minę i podszedł do stolika obleganego przez najemnych ludzi. Przez chwilę rozmawiał o czymś z jedynym siedzącym tam mężczyzną, nachylając mu się do ucha i kiwając kilka razy głową.

W końcu odszedł od niego i stanął nad milczącą zgrają, odchrząkując głośno. — Pan Foxley jest gotów na waszą odprawę. Zapraszam za mną — sztywnym krokiem odwrócił się i zaprowadził wszystkich kilka stolików dalej, do osłoniętej loży. Dwójka pilnująca biznesmena usunęła się na boki, spoglądając jednak groźnym spojrzeniem na posiadaczy broni; prowadzący ich najemnik stanął na skraju kanapy, blokując zajęcie miejsca po stronie Foxleya, zaś Andy przepychając się na sam przód usiadł w sporej odległości po drugiej stronie. Piątka uzbrojonych ludzi i turian, jeśli chciała usiąść w pełnym składzie, musiałaby w tym momencie ścisnąć się między sobą, bo starszy facet ani ważył posunąć sie nawet o centymetr.

Dopiero teraz mogli przyjrzeć się bliżej swemu zleceniodawcy – był to chudy, względnie wysoki mężczyzna w średnim wieku, którego starannie ułożone włosy ukazywały spore obszary siwizny na skroniach. Podobnie przyprószone były zjawiskowe wąsy pięknie komponujące się z jego podłużną twarzą. Sam jej wyraz zaś był stoicki, chociaż w oczach łatwo było ujrzeć iskrę cwaniaka i szwindla kryjącego się pod przykrywką dystyngowanej osoby.

Foxley uniósł w końcu spojrzenie znad swojego tableta, taksując przez chwilę wzrokiem każdego z osobna; po tym wbrew pozorom nie odezwał się, przedłużając nieco ciążącą już ciszę, wskazując za to brodą na Andy'ego, który odkaszlnął mocno, próbując pozbyć się w jakiś sposób flegmy. Dopiero wtedy zaczął mówić. — Dobra, do rzeczy. Poznajcie Artura Foxleya seniora, waszego zleceniodawcę. Ja jestem Andy Garfield, jego prywatny detektyw, wasza maszyna do odpowiadania na pytania i ewentualnie doradca. Będę mówił w imieniu pana Foxleya — wskazując głową na rekina biznesu, ten ponownie zatopił się w swoim laptopie, marszcząc jednak teraz ledwo zauważalnie brwi. Mina Andy'ego za to była jasna – za cholerę nie był zadowolony z bycia oratorem w tej sprawie.

Ekhem. Tak, generalnie zacząłem śledztwo tak szybko, jak dowiedziałem się, że panicz Foxley zaginął — tutaj wyświetlił na chwilę obraz młodego, delikatnego chłopaka, który miał być prawdopodobnie synem biznesmena. — W skrócie, jakiś miesiąc temu przestał się odzywać. Mniej więcej w tym okresie przestał także korzystać z konta. Przepytani nauczyciele na Illium, gdzie panicz się uczył... khrk... khrk... kurrww... gdzie się uczył, jak mówiłem, wspomnieli, że nie uczęszczał na żadne zajęcia i nie odbierał niczyich połączeń. Jedna z koleżanek młodego zgłosiła, że nigdzie go nie widać, potem poinformowano pana Foxleya i tak się potoczyło. Sekunda, jak są pytania, to czekajcie.

Garfield skinął dłonią na barmana i poprosił o wodę, charcząc przy tym jak dzikie zwierzę. Dopiero gdy salarianin przyniósł mu szklankę, po upiciu kilku łyków kontynuowal. — Gdzie ja... no dobra. Na koncie w teorii nie było żadnych podejrzanych transakcji, jakieś zakupy spożywcze, jakaś drogeria. Generalnie wyparował i dopiero po przepytaniu chyba połowy studentów wyszło, że naciągnął kilka osób na parę kredytów, które przelewał na potajemnie stworzone konto bankowe. Po małej batalii z bankiem udało mi się wyciągnąć wyciągi, na których oprócz zakupów w sklepie z bronią był też przelew do jakiegoś typa, jak się później okazało przewoźnika, który mi wyśpiewał, że poleciał sobie z nim na Omegę.

Andy co chwila charkał i odchrząkiwał, jakby nie potrafił pozbyć się nadmiaru flegmy. Ba, nawet raz czy dwa zerkał nieco rozeźlony na ich głównego zleceniodawcę, ale gdy tylko Foxley zwracał się ku niemu, uciekał spojrzeniem niczym skulony pies. — Wtedy też ogarnęliśmy, że nikt go nie porwał i nie zapomniał zażądać okupu, a po prostu sam tam poleciał. No więc zacząłem szukać i podpytywać, khrk. Podobno w dokach spotkał się z jakąś pannicą, z którą potem zniknął — po chwili szukania czegoś na omni-kluczu, wyświetlił w końcu obraz młodej, zmarnowanej dziewczyny. Sasha Mrosky, szukana listem gończym za działalność przestępczą na wielu planetach. W skrócie... szuka w extranecie podatnych na oszustwo osobników, ustawia spotkanie na żywo, po czym ona i ofiara znikają bez śladu. Czasami, khrk, znajduje się porwanych w nielegalnych burdelach. Działa w obrębie gangu Czerwonych Latarników, co samo z siebie kurrr... wdde... jest sugestywne. Do tego czasu zdążyłem jedynie znaleźć miejscówkę, w której wiadomo, że działają, więc tam będziecie musieli zacząć podpytywać.

Odetchnąwszy głęboko i kaszląc przeraźliwie, Garfield dopił duszkiem wodę, wzdychając od potoku słów, który musiał z siebie wyrzucić. — Pytania? — zapytał. Przez cały ten czas Foxley nie odzywał się, w pewnym momencie jedynie szybko wstukując jakąś wiadomość na swoim tablecie. Wyglądał się wręcz nieporuszony swoją tragedią.


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Universal Person

Avatar użytkownika
 
Posty: 161
Posty fabularne: 163
Dołączył(a): 15 maja 2021, o 14:43
Miano: Legion
Wiek: 134
Klasa: Wszystkie
Rasa: Każda
Zawód: Wszelki
Postać główna: Jest nas wielu
Lokalizacja: Wszechświat
Kredyty: 20.000

Re: Klub Fenix

29 sty 2022, o 17:25

Erich dopił wodę i odstawił szklankę na blat, gdy zostali w końcu wezwani, po czym podniósł się bez słowa. Wyglądało na to, że cała grupa chętnych była już na miejscu - większa niż podejrzewał do takiego zadania, ale ostatecznie decyzja należała przecież do ich zleceniodawcy oraz liczby kredytów, które chciał na nich przeznaczyć. Osobiście preferował pracować samemu, ale w niektórych zleceniach nie dało się uniknąć współpracy i był to element, który przyjmował bez większych oporów oraz ze świadomością, że to po prostu taka natura branży najemniczej. Wyglądało na to, że to była jedna z takich robót.
W ciszy podszedł do loży w której zasiadał ich pracodawca, nie zdecydował się jednak siadać po drugiej stronie stolika i wciskać się do wąskiego wnętrza. Zaplótł dłonie za plecami, puszczając pozostałych przodem i pozwalając im zająć miejsce obok Andy'ego, a samemu po prostu wysłuchując odprawy na stojąco. Opancerzenie oraz długi karabin wyborowy przewieszony przez plecy nie zachęcały ani do siadania na ciasnej kanapie, ani do wciskania się między pozostałych, podobnie uzbrojonych i odzianych najemników, byleby tylko usiąść na przeciwko Foxleya.
Sam Foxley... był natomiast oddzielną kwestią.
Shaw słuchał w ciszy odprawy prowadzonej przez Andy'ego, ale jego wzrok szybko przeniósł się na ich pracodawcę, błądząc spojrzeniem po jego twarzy. Starszy mężczyzna nie odezwał się nawet słowem i wyglądało na to, że nie zamierzał prowadzić odprawy, zrzucając to na swojego prywatnego detektywa ku jego niezadowoleniu, pozostawało więc pytanie po co w ogóle się tu pojawił. Żeby na własne oczy obejrzeć ludzi, którzy będą odpowiedzialni za odzyskanie jego syna? Żeby nadać wiarygodności swojemu zleceniu? To ostatnie szczególnie stało pod znakiem zapytania, biorąc pod uwagę nimb informacji, który otaczał cwanego przedsiębiorcę oraz ciągnące się za nim pasmo oskarżeń i podejrzeń. Erich lubił wiedzieć wszystko o sytuacji, w którą się pakował i sprawdzenie potencjalnego przełożonego w tej tymczasowej pracy było pierwszym co zrobił jeszcze na Ilium; liczne artykuły, dywagacje dziennikarzy śledczych, nieudowodnione szwindle, poszlaki na temat przekrętów... Rekin biznesu pożerał swoją konkurencję i wspinał się po drabinie finansowej bez jakichkolwiek skrupułów, zostawiając po sobie stos metaforycznych trupów. Wyjaśniało to jego zainteresowanie wykupieniem usług najemników, ale nie rzutowało bezpiecznie na ich finalne honorarium oraz prawdziwe cele misji.
. Porwanie na przynętę - podsumował cicho, bardziej do siebie niż do pozostałych, gdy Garfield skończył opowiadać. Nie było to niestety nic nowego. Było bardziej subtelne niż działanie niektórych innych gangów, ale najwyraźniej równie skuteczne. Wrócił spojrzeniem na styranego opowieścią detektywa, przyglądając mu się, ale myślami błądząc dookoła tego co właśnie usłyszeli. Foxley II nie wydawał się być przejęty losem syna, ale Erich nie był tym zaskoczony. Kwestia rodziny zawsze stanowiła bardzo płynny temat w najwyższych sferach, gdzie biznes i pieniądze kierowały całą moralnością rodowych przedsięwzięć. Troska o Foxleya III mogła stanowić odległy lub nawet żaden priorytet dla jego ojca, ale jasnowłosy chłopak ostatecznie był jego krwią z krwi. Jego dziedzicem. To co się z nim stało mogło w równym stopniu rzutować na jego krwawiące serce, co i mieć znaczenie wyłącznie pragmatyczne - porwanie syna mogło być dla niego wyłącznie ciosem dla jego opinii w świecie interesów, dla planów na przyszłość, dla zachowania spuścizny, dla własnej potrzeby kontroli. Powodów mogły być dziesiątki.
I ostatecznie żaden z nich nie miał większego znaczenia.
- Jaką broń kupił? I jakie są dokładnie nasze wytyczne, jeżeli po odnalezieniu syna pana Foxleya okaże się, że ten już nie żyje? - zapytał po chwili otwarcie. - Czy w takim wypadku mamy wrócić z ciałem czy wystarczą same dowody?
THEME    ☉    ARMOR    ☉    CASUAL    ☉    FORMAL   ☉    VOICE
ObrazekObrazek
+20% pancerza         Udźwig podnoszonych przedmiotów +3         Celownik termiczny (+2)


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Erich Shaw

Avatar użytkownika
 
Posty: 94
Posty fabularne: 29
Dołączył(a): 3 lut 2015, o 22:46
Miano: Erich Shaw, "Epsilon"
Wiek: 29
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Agent Cerberusa, cyngiel do wynajęcia
Postać główna: Vegz
Lokalizacja: Nos Astra, home sweet home
Kredyty: 20.085
Medale: 2
Wyzwoliciel (1) Taktyk (1)

Re: Klub Fenix

30 sty 2022, o 11:12

Ceny były pojebane. Gdyby był biznesmenem z kontem bez dna i stałym dochodem, to by coś zamówił. Ale nie tylko nie miał kasy na takie wydatki, ale jeszcze był przed robotą. A strzelił by sobie browca... Zamiast tego grzecznie poczekał aż zaprowadzono go, razem z resztą, do szefa. Sam fakt, że go spotkali był dziwny. Ktoś z taką kasą i reputacją rzadko będzie się pokazywał innym, to zbyt niebezpieczne. Do tego zajmowanie całego lokalu na jakiś czas bardzo rzuca się w oczy. Zupełnie jakby Foxley liczył, że kłopoty do niego przyjdą, albo nie dbał o to.

Nie usiadł, ani nawet nie patrzył w kierunku siedzenia. Nie proponowano im by usiedli, więc po chuj kusić los? Biznesmen wyglądał na kogoś ze swoją reputacją, nawet ten zawadiacki i ekstrawagancki wąs mówił jaką był osobą. Coś jednak było zdecydowanie nie tak. Posługiwał się Andym jako swoim głosem, jakby nie dbał o to czy znajdą jego potomka, a jednocześnie osobiście się z nimi spotkał, zwracając na siebie uwagę połowy Omegi.
- To ja mam też pytania. Z całym szacunkiem, ale zastanawia mnie po cholerę pan Foxley zrobił całą tą szopkę z zamykaniem całego klubu i spotykaniem się z nami, zwracając uwagę połowy stacji, skoro mógł wysłać ciebie i mieć to z głowy? To po pierwsze.
Powiedział, kiedy krztuszący się detektyw wreszcie skończył, a młodszy człowiek zadał swoje pytania. Wnioskując ze słów Garfielda, młody prawdopodobnie wciąż żył i był seks niewolnikiem w jakimś kurwidołku. Głupi, biedny dzieciak... W sumie rozumiał trochę Foxleya, gdyby jego córka zaginęła, sam by przekopał całą galaktykę by ją znaleźć. Całe szczęście dziewczyna wdała się w niego z uporem, a w matkę z talentem w kopaniu dupy.
- Dzieciak pewnie żyje. Jeśli ich główna działalność to burdele, to pewnie w jednym go znajdziemy. Chociaż mam wrażenie, że ci Latarnicy to idioci. Pewnie więcej by na nim zarobili żądając okupu. Wiadomo jakie rasy są ich większością? Pewnie ludzie albo batarianie...
ObrazekObrazek
Carlos Brown

Avatar użytkownika
 
Posty: 161
Posty fabularne: 60
Dołączył(a): 19 lip 2016, o 16:05
Miano: Carlos Brown
Wiek: 49
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: OMEGA
Kredyty: 58.360
Medale: 2
Wyzwoliciel (1) Purpurowa gwiazda (1)

Re: Klub Fenix

31 sty 2022, o 10:36

Nie odzywała się za wiele - poza przedstawianiem się każdemu z nowoprzybyłych, Alana nie czuła potrzeby wdawać się w jakieś kurtuazyjne pogawędki. Przyglądała się tylko kolejnym najemnikom z umiarkowaną ciekawością, z lekkim zaskoczeniem przyjmując fakt, że większość grupy stanowili turianie. Czy jej to pasowało? Chyba tak, w gronie własnych pobratymców zawsze czuła się lepiej. Nie znaczyło to jednak, że ludzie, asari czy jakiekolwiek inne rasy robiłyby jej problem. Tak naprawdę z każdym dogadałaby się chyba w miarę podobnie - gdyby tylko dano jej odpowiednio dużo czasu i stosownie komfortowe, bezpieczne warunki.
Ostatecznie, gdy najwyraźniej zebrali się już wszyscy, na których czekano, Luccarius razem z resztą podążyła do loży ich aktualnego pracodawcy. Ponownie przysiadając na skraju kanapy - jej pancerz był lekki i stosunkowo miękki, mogłaby rozsiąść się wygodniej, nigdy jednak nie pozwalała sobie na pełne odprężenie w obcym terenie - bez słowa wysłuchała odprawy. Problem nie wyglądał specjalnie skomplikowanie, ale Alana daleka była od uznania, że robota będzie prosta i przyjemna. Na pewno nie, skoro czuły nos Icathusa podpowiedział mu, by nie pchać się tu osobiście. Wzdychając bezgłośnie, kabalim zaczęła się zastanawiać.
Nie była śledczym, więc nie próbowała nawet prowadzić jakiegoś szerszego wnioskowania. Nie wątpiła, że w grupie zebranych są tacy, którzy nadają się do tego lepiej. Mimo tego nie pozwoliła sobie na ignorancję. Musiała przecież wiedzieć cokolwiek. Informacje były towarem, który mógł im zapewnić bezpieczeństwo - a to właśnie bezpieczeństwo było domeną Luccarius. To do niego sprowadzała się cała jej służba, od samego początku tylko o to chodziło.
A więc - chłopaczek z dobrego domu postanawia ruszyć na przygodę, po czym, naiwnie, daje się uprowadzić. Nie brzmiało to specjalnie niecodziennie. To znaczy, jasne, porwania może i nie zdarzają się na co dzień, sama historia nie była jednak taką, której już by kiedyś nie słyszano. Spragnieni wrażeń młodociani nierzadko pakują się w kłopoty, których nie przewidzieli - lub których nawet nie starali się przewidzieć, przekonani o własnej nietykalności. Opowieść Garfielda idealnie wpasowywała się w ten klasyczny schemat.
Zapamiętując nazwisko potencjalnej podejrzanej o uprowadzenie Foxleya III, Alana skrzywiła się przelotnie na wzmiankę gangu. Czerwoni Latarnicy. Określenie było wprawdzie typowe dla ludzi - to oni określali w ten sposób swoje dzielnice rozpusty - po wielu latach rasowej koegzystencji jego znaczenie było już jednak jasne dla każdego. A więc młody został zabawką, co? Taki wniosek nasuwał się jako pierwszy, chociaż, tak po prawdzie, wcale nie musiał być zgodny z rzeczywistością. Bo może młody zamiast stać się własnością gangu, po prostu do niego dołączył? Głośne nazwisko to potencjalne dojścia do dużych pieniędzy. Nie mogli tak całkiem wykluczyć, że chłopaczek po prostu wkupił się w łaski przestępców, chcąc zakosztować - jego zdaniem - prawdziwie dorosłego życia. Było jednak za wcześnie na jakiekolwiek wnioski. Za mało wiedzieli.
Nie wyrywała się z pytaniami, pozostawiając to innym. Każdemu z zebranych poświęcała chwilę, przyglądając się im z uwagą. Była tylko obserwatorką - przynajmniej póki co.
ARMOUR # CASUAL #NPC # BASILISK

ObrazekObrazek

+ 5% obrażeń od mocy
+ 5% obrażeń przy ataku wręcz
+ 10% premii technologicznej


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Alana Luccarius

Avatar użytkownika
 
Posty: 100
Posty fabularne: 28
Dołączył(a): 23 sty 2016, o 23:42
Miano: Alana Luccarius
Wiek: 34
Klasa: Adept
Rasa: Turianin
Zawód: major Hierarchii, kabalim Surrexis
Postać główna: Rebecca Dagan
Lokalizacja: Palaven
Status: Podlega obserwacji ze względu na zaburzenia neurologiczne i posiadany implant. Oficerem ją nadzorującym jest Caius Varril, członek Kabały.
Kredyty: 27.930
Medale: 3
Wyzwoliciel (1) Taktyk (1) Puzzle (1)

Re: Klub Fenix

31 sty 2022, o 17:11

Curio w spokoju raczył się swoją przesłodzoną a przez to gęstą kawą. Skryty za filiżanką mógł w ciszy obserwować swoich przyszłych towarzyszy na robocie. W ciszy, bowiem żadne z nich nie należało do wygadanych. Chyba miał rację co do sztywnej ekipy, może za wyjątkiem Browna. To nieco dziwne, że chyba najstarszy człowiek w ekipie wyglądał na najbardziej wyluzowanego. Ostatecznie wybór jej członków nie leżał w kompetencjach Curio, był wszakże tylko jednym z dobranych najemników. I wcale mu to nie przeszkadzało. Nie musiał bratać się z pozostałymi, choć wierny swojemu charakterowi na pewno spróbuje. Teraz jednak inne pytania chodziły mu po głowie, dużo prostsze. Kto, gdzie i za ile?
Piątka powinna wystarczyć. Jak to powinna? Czy oni rozesłali propozycję roboty do wszystkich wolnych gnatów do wynajęcia, licząc, że uzbierają armię czy jak? To się nie spodobało Curio. Uważał się za profesjonalistę w swoim fachu, kogoś więcej niż cyngiel do wynajęcia. Pracodawca powinien doskonale wiedzieć jakiego fachowca zatrudnia i tym samym wiedzieć *kto* się pojawi na spotkaniu. Być może to po prostu przejęzyczenie, spowodowane uszkodzenie móżdżku poprzez nielegalne substancje wziewne. Ten problem z zatokami też by się zgadzał. Przykra sprawa ale ćpuny to częsty widok. Szczególnie na Omedze.
Na szczęście nie musiał dłużej o tym myśleć. Przyszedł czas odprawy z faktycznym pracodawcą. No nareszcie. Pomyślał podnoszący się z miejsca Curio. Oczywiście w żadnym wypadku nie zamierzał zostawić niedopitej kawy. Zamieszał jeszcze raz łyżeczką i odłożył ją na spodek, by chwycić filiżankę. Trzema łykami dopił resztę gęstego płynu i odstawił naczynie na swoje miejsce. Dopiero wtedy powędrował za całą resztą by wreszcie spotkać tego całego… Foxleya. Tak go przedstawił Andy.
Mężczyzna nie wydał się Curio w niczym wyjątkowy. Ot, dobrze ubrany, starszy człowiek. Większość wygląda tak samo, jeśli chodzi o cywili. To co zdziwiło Crassusa to fakt, że facio nie zamierzał ich uraczyć swoim głosem. Nie miał nic przeciwko odprawie prowadzonej przez Garfielda. Był przedstawicielem Foxleya i wszystko było cacy w tej kwestii. Tylko po cholerę jaśnie szanowny Arthur fatygował się na Omegę we własnej osobie? Po co robili całą tą szopkę z zamykaniem klubu? Przecież w XXII wieku, wedle ludzkiej rachuby, Foxley mógł spokojnie siedzieć w swojej willi, klikając w komputer i popijając Don Perignon w trakcie połączenia.
Potem przyszła sprawa samego zaginionego. Całe zdarzenie brzmiało jak fabuła jakiegoś filmu klasy B z lat ‘80 XX wieku. A Curio lubił takie filmy. Młokos, omamiony przez zgrabną dziewoję skończył na Omedze, prawdopodobnie w burdelu. Nawet żal mu było chłopaka, trauma może zostać z nim na dłuższy czas. Może to było wytłumaczeniem obecności jego ojca? Miłość rodzica do dziecka silną jest, Foxley mógł tu przybyć w akcie desperacji. Nie mniej jednak, kilka pytań urodziło się w głowie turianina. Zamierzał je zadać na koniec odprawy, nie chcąc przerywać krztuszącemu się Garfieldowi.
W sprawie Foxleya ubiegł go Carlos. Może i to lepiej, obaj byli ludźmi i to w podobnym wieku. Erich zaś poruszył tą ciemniejszą stronę możliwych rozwiązań tej sprawy.
- Zgadzam się. Szczerze wątpię, żeby młody nie żył. - spojrzał to na Shawa, to na Browna. Ten drugi podobał mu się. Szczególnie, że rozumiał głupotę jaką często wykazywali się ludzie. Nie wszyscy ale zaskakująco wielu. - Z Latarnikami mamy dwie opcje. Albo są głupi, jak zdążyłeś zauważyć. Albo ktoś zapłacił akurat za młodego. Spędziłem na Omedze parę ładnych lat i widziałem gówno, które wolałbym nie. I to wcale nie byłaby najdziwniejsza z nich.
Zafrasował się nieco tą myślą. Zdawała się ona być najbardziej prawdopodobną, trzeba było być prawdziwym durniem by wiedzieć kogo się porwało, do burdeli trafiali zazwyczaj ci, których nikt potem nie będzie szukał.
- Czy była próba jakiegokolwiek zwiadu? Rozeznania się po burdelach, do których trafiają ofiary Latarników?- dodał swoje trzy grosze. Usunął się gdzieś na bok pomieszczenia, szukając miłej ściany do podparcia swoim prawym bokiem.

ObrazekObrazek


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Crassus Curio

Avatar użytkownika
 
Posty: 158
Posty fabularne: 131
Dołączył(a): 1 cze 2021, o 12:28
Miano: Crassus Curio
Wiek: 36
Klasa: Szpieg
Rasa: Turianin
Zawód: Najemnik. Ale taki legendarny!
Lokalizacja: Gdzieś w kosmosie
Kredyty: 57.650
Medale: 5
Glitch (1) Seryjny Pechowiec (1) Fanatyk Miłości (1) Zwycięzca Areny (1) Upadek Mindoiru (1)

Re: Klub Fenix

1 lut 2022, o 00:11

- Drink na koszt gospodarza. - uśmiechnęła się do barmana Fulvinia, widząc horrendalne ceny i bynajmniej nie mając zamiaru płacić jeszcze za trunek, kiedy to ona musiała spalić sporo paliwa, żeby w ogóle dostać się na Omegę. Dlatego siedziała spokojnie, czekając aż wszyscy się zbiorą - a skoro reszta nie miała ochoty się odzywać, to i ona nie kwapiła się bardzo do przełamywania lodów, przynajmniej na razie. Na to jeszcze będzie czas później. W końcu zebrała się ich piątka, a Andy najwyraźniej uznał, że to idealna ilość najemników. Swoją drogą, kiedy pojawił się Crassus, Turianka drgnęła na dźwięk jego imienia. W pierwszym momencie nie poznała go, ale potem uśmiechnęła się, rozpoznając nieco znajomą jednak twarz i malunek na niej.

- Crassus? No proszę, ciebie też wywiało z Cytadeli. Musimy potem pogadać, jestem ciekawa co porabiałeś po Elysium. Walczyliśmy wspólnie w pierwszej rundzie. - rzuciła, nachylając się do niego lekko. Nie była pewna, czy ją skojarzy - minęło w końcu już trochę czasu, a też nie gadali potem dużo nawet na trybunach. Zresztą, i tak chwilowo nie było czasu, bo zaczęła się odprawa.

Sposób jej przeprowadzenia... trochę ją zirytował. Starszy Foxley wydawał się w zasadzie nieobecny, cały czas tkwiąc z nosem w swoim tablecie i zrzucając konwersację na Andy'ego. Nie spodobało jej się, to cuchnęło to dla niej tanią pokazówką, która miała im pokazać, że są gównem niewartym jego uwagi. A jednocześnie mieli znaleźć jego syna... cholera, jakie relacje panowały w tej rodzinie. Znowu - nie odzywała się jeszcze, chociaż brew jej nieco zaczęła drgać. Sama historia porwania - cóż, stawiała młodego Foxleya w roli niezłego naiwniaka. Ciekawe, jak go wyhaczył ten wypłosz... Sasha. W sensie - czy chłopak się zakochał i chciał zaimponować jej, czy faktycznie szukał sposobu na wyrwanie się spod smyczy ojca i Sasha miała być tylko środkiem do tego celu, na którym się przejechał? Tak czy inaczej, kiedy już doszło do pytań, Carlos uprzedził ją z najważniejszym, czyli - po co ta cała szopka? Poza tym kolejne osoby zadawały zasadne pytania i podsuwały te same wnioski, które jej się nasuwały, dlatego też milczała, czekając raczej na wyjaśnienia... Andyego.
ObrazekObrazek
Fulvinia Adratus

Avatar użytkownika
 
Posty: 96
Posty fabularne: 85
Dołączył(a): 16 wrz 2018, o 22:04
Miano: Fulvinia Adratus
Wiek: 24
Klasa: Żołnierz
Rasa: Turian
Zawód: Żołnierz
Lokalizacja: statek
Kredyty: 53.300
Medale: 2
Wyzwoliciel (1) Wojownik Areny (1)

Re: Klub Fenix

3 lut 2022, o 17:10

Drink zamówiony przez Fulvinię nie mógł być na koszt gospodarza; salarianin stojący za barem i ochroniarz obok szybko wyjaśnili, że wszystkie przekąski i napoje są na własny koszt. Zostając więc z decyzją, czy przepłaci za dekstro alkohol w spelunie imitującej bogate kluby Cytadeli i innych planet, mogła wyruszyć na spotkanie z resztą grupy.

Przez całą odprawę Andy wyglądał, jakby miał zaraz wypluć płuca i kilka innych organów. Nie wyglądał na najbardziej zdrowego człowieka, a przymusowe przemówienie jeszcze bardziej haratało jego gardło, co wyraźnie było widać w niezadowoleniu z powierzonego mu zadania mówienia i odpowiadania na pytania. Z drugiej strony senior rodu Foxleyów zdawał się nie przejmować katorgą, na którą skazywał detektywa, ignorując wszelkie ukradkowe spojrzenia i przełykane przekleństwa. Z perspektywy innych wyglądał, jakby życie jego najstarszego potomka było najmniejszym z jego problemów; podczas całej rozmowy nawet nie zerkał na to, co działo się po przeciwnej stronie stołu, ciągle wpatrując się w tablet i intensywnie coś na nim przeklikując. Być może jego sprawy biznesowe były ważniejsze niż dziedzictwo, które sobie zapewnił. Ktoś mógłby nawet rzec, że ma przecież jeszcze inne dzieci, którymi może się wysłużyć.

Dopiero po wypowiedzeniu dręczącego niemal całą grupę pytania dotyczącego jego celu podróży na Omegę i bezpośredniego spotkania z najemnikami, uniósł głowę znad ekranu i z cichym, poirytowanym westchnięciem wbił swe spojrzenie w Carlosa. Andy wykorzystał tę okazję do upicia kolejnego łyku ze swojej szklanki, zanim mógł kontynuować. Foxley zaś odezwał się po raz pierwszy spokojnym tonem: — Takie pytania nie są w waszym zakresie kontraktu — ucinając dociekania o jego obecność tutaj, zwrócił się zaraz do Ericha, który zadał pytanie o ciało. — Mój syn ma wrócić żywy, innej opcji nie przewiduję.

Po tych słowach powrócił spokojnie do kontemplacji nad zawartością extranetu, pozwalając ponownie dojść do słowa Garfieldowi, który po kolei spojrzał na twarze pytających, przez kilka sekund zastanawiając się nad odpowiedziami.Po kolei. Zakupił Akolitę, o co tak trudno na Illium oczywiście nie jest. Co do samych Latarników, khrk, faktycznie głównie operują tam ludzie i batarianie, ale mam informacje o paru asari działających jako wabiki, podobnie do Sashy. Wiecie, khrk, kto nie poleci na taką... no — Andy wyraźnie chciał chyba dodać jakieś mocniejsze określenie na przedstawicielki tamtej rasy, ale powstrzymał się, chyba nie chcąc używać niekulturalnego słownictwa przy swoim pracodawcy. — A o wywiad ich wszystkich miejsc działalności jest ciężko. Od chwili odkrycia, do kogo mniej więcej trafił młody a tego spotkania khrk, khrk, minęło niewiele czasu. Poza tym ich siedziba jest ukryta gdzieś na Omedze, ale opychają porwanych gdzie się da. Wiecie, o niektórych miejscach wiedzą tylko wybrani i tak dalej. Poza tym możliwe, że jacyś prywatni inwestorzy mają swoje chore zachcianki.

Andy wzruszył ramionami, dopijając kolejną szklankę wody i niepewnie patrząc na Foxleya, który po krótkiej chwili ponownie wyprostował się na swoim miejscu. — W ostatnim czasie dostawałem zaszyfrowane groźby względem mojej osoby oraz rodziny. Sprawca jest nieznany, więc jeżeli okaże się, że porwanie nie było przypadkowe, a sprawcy mają świadomość nazwiska mojego syna, waszym zadaniem będzie dowiedzieć się także, od kogo wyszło zlecenie. Chciałbym także dostarczenie do mnie osobiście sprawczyni tego zamieszania albo kogokolwiek wyżej postawionego u nich... priorytetem jest jednak Artur, co oczywiście biorę pod uwagę.

Skończywszy mówić i wracając do swych spraw, pałeczkę raz jeszcze przejął detektyw, przyjmując teraz skwaszoną minę. — No to jak mamy khrkh kwestie omówione, to do pierwszej części lecimy. Mówiłem o miejscówce, gdzie możemy się czegoś więcej, khrk, dowiedzieć. Przyjemne to nie będzie, chyba że jesteście chorymi zwyrolami, ale lepiej się do tego nie przyznawajcie. Znalazłem pewien... dom towarzyski, w którym działają miejscowo Latarnicy. Nie bez powodu łatwo nie dało się go wyszukać, bo nie świeci neonami przy pierwszej lepszej ulicy, a jest ukryty i tylko wybrane osoby wiedzą, jak się do niego dostać, jakie krhk, hasło trzeba podać na wejściu. Generalnie bardziej wpływowi szefowie gangów i inni im podobni się tam kręcą, przynajmniej ci, co nie mają żadnych zahamowań. Chyba potraficie się domyślić, że z własnej khrk, woli nikt tam nie pracuje.

Mina detektywa na wspomnienie o tym była raczej nietęga i nawet Foxley okazał się słuchać tego, ponieważ również się skrzywił. Westchnąwszy, Andy zakasłał kilka razy i obrzucił każdego z piątki najemników ponurym spojrzeniem. — Moja wtyka załatwiła wam wejściówki, hasła zostaną wam za niedługo indywidualnie przypisane, musicie je podać na wejściu. W środku rozejrzyjcie się, popytajcie obsługi, spróbujcie może znaleźć właściciela tego khrk, przybytku i nie wiem, zastraszcie ich, przekonajcie. Może ktoś tam będzie wiedział o młodym Foxleyu, a jeśli nie, to dobrym pomysłem byłoby przekierowanie do ich kryjówki, czy jakikolwiek trop, dzięki któremu będziemy bliżej lokalizacji, krhk, Artura.

Część z was może być zniesmaczona tym zadaniem, ale pamiętajcie, że wam za to płacę. Poza tym... jak już dostarczycie bezpiecznie mojego syna, postaram się o to, aby ta organizacja zniknęła raz na zawsze. Są pewne granice smaku — dorzucił jeszcze senior, tym razem nie patrząc na nikogo.

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Universal Person

Avatar użytkownika
 
Posty: 161
Posty fabularne: 163
Dołączył(a): 15 maja 2021, o 14:43
Miano: Legion
Wiek: 134
Klasa: Wszystkie
Rasa: Każda
Zawód: Wszelki
Postać główna: Jest nas wielu
Lokalizacja: Wszechświat
Kredyty: 20.000

Re: Klub Fenix

5 lut 2022, o 15:31

Erich wytrzymał w milczeniu spojrzenie Foxleya, po czym skinął bez słowa głową, nie naciskając bardziej, chociaż jego wypowiedź implikowała więcej pytań. Przewidywania nie zawsze pokrywały się z rzeczywistością, szczególnie gdy były oparte na poczuciu, że świat musi iść zgodnie z twoją wolą. Dzieciak był warty więcej żywy niż martwy, ale jak Brown zauważył - ludzie potrafili być wyjątkowo głupi. Młody Foxley miał świeżo zakupioną broń, odkrył zdradę swojej rzekomej dziewczyny, mógł zacząć się bronić... Nawet przy planach Latarników, coś mogło pójść nie tak i chłopak mógł już nie żyć, nie za sprawą złej woli, a nieudolności lub głupiego przypadku. W takim momencie będą wchodzili na teren wroga za darmo, narażając swoje własne życie i zdrowie byleby tylko znaleźć na końcu martwe ciało, które przecież nie należało do pożądanych przez ich pracodawcę opcji.
A znając podążającą za biznesmenem opinię człowieka śliskiego i cwanego, kwestia ich zapłaty w chwili powrotu z taką informacją zapewne skończyłaby się brakiem wypłaty, bo w końcu przecież mieli dostarczyć mu syna żywego.
- Przez wzgląd na wszystkich, lepiej żeby Latarnicy nie byli jednak kompletnymi idiotami - powiedział cicho, nawiązując zarówno do słów turianina i drugiego człowieka, jak i do ich samego Foxleya.
Informacja odnośnie odnalezionej przez Garfielda lokacji była pozytywnym światłem w tunelu. Przeniósł na niego wzrok, słuchając go cierpliwie jak siłą wypluwał z siebie kolejne zdania i obracał w głowie ich nowy cel. Klub pełen członków gangu sugerował misję bardziej infiltracyjną niż siłową. Była ich piątka, ale jeżeli do lokacji Latarników rzeczywiście przychodzili bossowie mniejszych gangów, to zapewne będą tam też z nimi ich prywatni ochroniarze, a to zwiększało potencjalną liczbę przeciwników. Zapewne niezbyt wielu, biorąc pod uwagę sekretną atmosferę przedsięwzięcia, ale czy wystarczająco na ich małą grupę?
Wnętrze burdelu oznaczało również potencjalne starcia na bliskie odległości, co było pewną przeszkodą przynajmniej dla dwojga z ich zespołu. Jego spojrzenie przesunęło się na chwilę w stronę turianina, który również posiadał na plecach karabin snajperski, błądząc po egzemplarzu Żmiji w milczeniu, nim przesunęło się na pozostałych. Stanowili dziwną grupę, ale czy na tyle, by uniemożliwiło im to stworzenie wartościowej przykrywki do wizyty w klubie? Czy może wszelkie subtelności należało wyrzucić przez okno i zamiast tego zrobić bezpośredni najazd na cel, przebijając się siłą do środka żeby znaleźć kogoś kto odpowie na ich pytania? Wrócił w końcu wzrokiem w stronę detektywa, wiedząc, że szczegóły pewnie i tak będą musieli dopracować w drodze na miejsce lub po dotarciu, gdy rozeznają się w terenie.
Sam nie miał więcej pytań, dyskretnie usuwając się z rozmowy i tylko skinąwszy ponownie głową, dając znać że przyjął do informacji wiadomość o ich celu. Pytania pozostałych również miały swoją wagę i sens, więc przynajmniej tutaj pojawiło się dobre wrażenie z szansą na udaną misję. Obietnicę Foxleya o zniszczeniu gangu, gdy będzie po wszystkim, przyjął jednak z dawką dystansu i pragmatyzmu. Omega przypominała wylęgarnię, więc podejrzewał, że nawet jeżeli cwany biznesmen rzeczywiście planował to zrobić, to nie upłynie zbyt wiele czasu, a miejsce Latarników zajmie następna, podobna grupa, wypełniając pustkę powstałą w miejscu handlarzy niewolników i wątpliwej przyjemności. Nie było to jednak coś, co planował wypowiadać na głos.
W końcu Foxley nie płacił im za filozoficzne rozważania.
THEME    ☉    ARMOR    ☉    CASUAL    ☉    FORMAL   ☉    VOICE
ObrazekObrazek
+20% pancerza         Udźwig podnoszonych przedmiotów +3         Celownik termiczny (+2)


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Erich Shaw

Avatar użytkownika
 
Posty: 94
Posty fabularne: 29
Dołączył(a): 3 lut 2015, o 22:46
Miano: Erich Shaw, "Epsilon"
Wiek: 29
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Agent Cerberusa, cyngiel do wynajęcia
Postać główna: Vegz
Lokalizacja: Nos Astra, home sweet home
Kredyty: 20.085
Medale: 2
Wyzwoliciel (1) Taktyk (1)

Re: Klub Fenix

6 lut 2022, o 10:27

Foxley nie był specjalnie sympatycznym typem, dało się to ocenić już po jego pierwszych słowach. Alana nie była tu jednak po to, by się zaprzyjaźniać, zamiast więc zapałać niechęcią, wyciągnęła ze słów mężczyzny to, co było istotne dla niej. Mój syn ma wrócić żywy. A więc to mogła być robota dla niej. Niezależnie, czy junior znalazł się na łasce gangu wbrew sobie, czy też postanowił zasmakować awanturniczego życia z własnej woli, Luccarius nie była na tyle naiwna by zakładać, że nikomu nic się nie stało - i nie stanie podczas ich misji. Pod tym względem było bardziej niż pewne, że prędzej czy później będą potrzebować lekarza. No więc była - i ze wsparciem medycznym akurat z pewnością sobie poradzi.
Słuchała uważnie, składając z wypowiedzi Garfielda i Foxleya w miarę spójny obraz. Wciąż obywała się bez komentarza - i zapewne tak miało pozostać aż do samego końca. Ich grupa była na tyle liczna, że mówić, pytać, dyskutować mógł ktokolwiek inny, nie musiała ona. Dla Alany wszelkie rozmowy inne niż odprawy jej własnej kabały były... Może nie zbędne, ale z pewnością uciążliwe. Nie tym zajmowała się na co dzień i nie na tym znała się najlepiej. Specyfika jej pracy może i była trochę podobna do roboty najemnika - ostatecznie ona też wchodziła tam, gdzie najgoręcej, nierzadko próbując dokonać niemożliwego - nie na tyle jednak, by turianka czuła się na podobnych spotkaniach komfortowo. Nie była tu głównodowodzącą, nie znała pozostałych, z którymi miała pracować - czuła się tu obco. W efekcie swoją aktywność póki co sprowadziła do minimum, skupiając się na chłonięciu informacji. Na większą inicjatywę z jej strony przyjdzie czas później, gdy faktycznie będzie miała coś do roboty.
Na wzmiankę o miejscu, od którego mieli zacząć przygotowania, skrzywiła się przelotnie. Nie miała nic przeciwko samej charakterystyce działalności - nie pochwalała jej, ale z drugiej strony wyrosła już z oburzania się na wszelkie wzmianki o podobnych interesach; świat po prostu nie był tak kolorowy i śliczny, jak mogliby sobie wymarzyć. Jej niezadowolenie wynikało ze względów czysto praktycznych. Dom uciech, a więc teren zamknięty, potencjalnie pełen zakamarków. No i goście przybytku - z pewnością nie mogli spodziewać się tam ciepłego przyjęcia. Bossowie gangów, ochrona i cholera wie jakie inne męty - Alana była przekonana, że właśnie tacy stanowią większość klienteli burdelu. A to, z oczywistych względów, nie wróżyło dobrze.
Odetchnęła bezgłośnie. Nie miało być łatwo, to jasne. Luccarius nie wyobrażała sobie specjalnie, jak niby mieliby przepytać tam kogokolwiek nie wzbudzając podejrzeń - i w efekcie nie prowokując przepychanek. Ich grupa była dziwaczną mieszaniną, która... Na bogów, z daleka było widać, że coś kombinują. Stworzenie wiarygodnej przykrywki było trudne, jeśli wręcz niewykonalne. Takich rzeczy nie robi się w jedno popołudnie, a kabalim wątpiła, by mieli wystarczająco dużo czasu na pełne przygotowanie. Skoro w skrajnym przypadku gra toczyła się o życie młodego Foxleya, musieli działać niemal natychmiast.
Prowizorka, pomyślała, nie komentując jednak na głos. Jak już zdążyli się przekonać, ich zadanie nie polegało na gadaniu.
Ostatecznie spojrzała po pozostałych. Nie zamierzała o nic dopytywać, bo nie spodziewała się, by uzyskali jakieś sensowne odpowiedzi. Wydawało się, że Garfield i Foxley przekazali im już wszystko, co chcieli i uważali za stosowne. Wiedzieli gdzie muszą się udać, od czego zacząć i jakie są ich ostateczne cele. To, jak do tego dojdą, było już po ich stronie.
ARMOUR # CASUAL #NPC # BASILISK

ObrazekObrazek

+ 5% obrażeń od mocy
+ 5% obrażeń przy ataku wręcz
+ 10% premii technologicznej


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Alana Luccarius

Avatar użytkownika
 
Posty: 100
Posty fabularne: 28
Dołączył(a): 23 sty 2016, o 23:42
Miano: Alana Luccarius
Wiek: 34
Klasa: Adept
Rasa: Turianin
Zawód: major Hierarchii, kabalim Surrexis
Postać główna: Rebecca Dagan
Lokalizacja: Palaven
Status: Podlega obserwacji ze względu na zaburzenia neurologiczne i posiadany implant. Oficerem ją nadzorującym jest Caius Varril, członek Kabały.
Kredyty: 27.930
Medale: 3
Wyzwoliciel (1) Taktyk (1) Puzzle (1)

Re: Klub Fenix

6 lut 2022, o 16:45

Najemnik przystanął na moment aby przyjrzeć się turiance, według której znali się. Dopiero po chwili wyłapał z kim ma do czynienia, kiedy sama Adratus przypomniała mu o arenie.
- Fulvinia! - wypalił po chwili, jak już jego neurony połączyły wszystkie fakty. - Pewnie, że pamiętam. Była jeszcze taka jedna, z Przymierza. A wiesz, co tam robiłem. Jakaś robótka, trochę posiedziałem w domu. O, Pomalowałem figurkę. Chcesz zobaczyć?
Nie czekał zbytnio na odpowiedź tylko od razu uruchomił swój omni-klucz aby na jego wyświetlaczu szybko wystukać zdjęcia ostatnio zmalowanego modelu. I z dumą zaprezentował to turiance.
- Fajny, co?

W trakcie odprawy zaś, widząc wzrok pryncypała Garfielda i, do czasu wywiązania się z kontraktu, również jego samego, Curio uniósł delikatnie trójpalczaste dłonie w geście obronnym. Prywatna sprawa Foxleya. Crassus był tutaj po to, by wyciągnąć jego syna z kłopotów. Dużych kłopotów. Mowa tu było o skali makro. Wypuścił ciężko powietrze na kolejne słowa Andy’ego. Rodzaj zakupionej broni nie specjalnie go interesował. Natomiast ubolewał nad brakiem przeprowadzonego zwiadu. Krótki czas usprawiedliwiał brak większych wyników ale rozesłanie śledczych po burdelach należących do bandy powinno być pierwszym posunięciem. Zanim się wezwie ekipę realizacyjną jak Curio i reszta obecnych tu najemników. Szczególnie, że Foxley wyglądał na kogoś, kto nie zwykł narzekać na brak funduszy.
- Jestem na dziewięćdziesiąt procent pewny, że Latarnicy to nie idioci i mieliśmy tutaj zaplanowane porwanie. - dodał po Garfieldzie. - Groźby które otrzymywał pan Foxley tylko to potwierdzają. Czy za dostarczenie tej panienki albo ich przełożonych przewidziana jest premia?
Gra toczyła się o syna Artura i być może nie do końca taktowne było pytanie Curio, jednak ostatecznie turianin był najemnikiem. Profesjonalistą w swojej dziedzinie, który cenił siebie i swoje umiejętności. Nieważnym było czy i jak bardzo współczuł staremu Foxley’owi, Crassus musiał się upewnić, że zostanie odpowiednio wynagrodzony. Tym bardziej, że prawdopodobnie trzeba będzie nadstawić karku za młodego.
Prawie na pewno. Plan, który uwarzyli jego pracodawcy był co najmniej nie w guście Curio ale nie do końca mógł tu cokolwiek zmienić. Samo miejsce działania ni to grzało ni to ziębiło turianina. Nie był wielbicielem tego typu biznesów, a szczególnie nie był bywalcem ale nie za specjalnie przeszkadzało mu ich istnienie. Spędził parę ładnych i długich lat na Omedze, więc zdążył się przyzwyczaić do różnych dziwnostek i perwersji. Problem tworzył się w wypadku, gdyby doszło do walki. Krótkie dystanse niekoniecznie współgrały z jego preferowanym stylem. I jednego z obecnych tu najemników. Curio zerknął na towarzysza po fachu, łapiąc jego wzrok i samemu oferując takowy. Pełen zrozumienia.
Crassus oparł się o blat jednego z obecnych tu stolików i splótł ręce na piersi. Szykowała się co najmniej ciekawa robota.

ObrazekObrazek


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Crassus Curio

Avatar użytkownika
 
Posty: 158
Posty fabularne: 131
Dołączył(a): 1 cze 2021, o 12:28
Miano: Crassus Curio
Wiek: 36
Klasa: Szpieg
Rasa: Turianin
Zawód: Najemnik. Ale taki legendarny!
Lokalizacja: Gdzieś w kosmosie
Kredyty: 57.650
Medale: 5
Glitch (1) Seryjny Pechowiec (1) Fanatyk Miłości (1) Zwycięzca Areny (1) Upadek Mindoiru (1)

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Centrum Omegi

KTO JEST ONLINE?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron