Wbrew pozorom Błękitne Słońca wcale nie usiłują ukryć swojej działalności na Korlusie - bazy także nie. W końcu po co, skoro jest tak dobrze strzeżona, że praktycznie nikt nie może się do niej dostać bez zezwolenia? Zajmuje kilka budynków, połączonych ze sobą, wyraźnie stworzonych przy wykorzystaniu części wraków.

Re: Zarząd bazy

15 cze 2012, o 16:48

- Więc nie będę narzekał. Proponuję jednak, żeby zająć się tym jutro, bo dziś już naprawdę padam z nóg. Zostało coś do żarcia w kantynie? - Mort odetchnął w myślach. Z taką obstawą mógłby iść i na całą flotę Przymierza. W przenośni oczywiście. Martwiło go tylko jedno - wiadomość o dwóch poprzednich obławach, które zakończyły się fiaskiem. To niezły wynik, jak na jednego członka Hordy. Prawdopodobnie miał dużą obstawę... Po zmianie barw raczej nie powinien się łudzić, że każde napotkane Słoneczko będzie chciało od niego pocztówkę z wakacji. Inna sprawa, że włócząc się koło kliniki, raczej nie ratował karku. To było co najmniej... podejrzane. Zawsze też istnieje możliwość, że cały oddział Słońc się zbuntował, a kolejne oddziały były albo przekupywane, albo zabijane. Albo i jedno, i drugie. Przez te rozmyślania przemytnik przypomniał sobie o głodzie... - Zostało coś do żarcia w kantynie? - spytał Reverse'a. Miał nadzieję, że salarianin nie rozgada się, jak to miał w zwyczaju, bo trzewia Morta jasno domagały się posiłku... Tak, jak miał nadzieję, że wróci z Omegi w jednym kawałku. To nie była Cytadela, która wydawała się przy tej stacji azylem, a on nie leciał tam w interesach. Niepokoiły go też wieści o zarazie, dziesiątkującej ostatnio mieszkańców... ot, z deszczu pod rynnę.
Obrazek
Mortal One

Avatar użytkownika
 
Posty: 31
Posty fabularne: 0
Dołączył(a): 2 cze 2012, o 11:43
Miano: Victor Brown aka Mortal One
Wiek: 32
Klasa: adept
Rasa: człowiek
Zawód: przemytnik
Kredyty: 15.000

Re: Zarząd bazy

16 cze 2012, o 07:20

- Jasne, jasne. Doskonale wiesz, że kucharze zawsze chętnie wrzucą Ci te obrzydliwą papkę na talerz. Dzisiaj była znowu ta ohydna potrawka z ptactwa i ziemniaków. - Salarianin wzdrygnął się mimowolnie, po czym wyprostował, kierując w stronę swojego sprzętu. Na odchodne odwrócił się jeszcze do przemytnika i rzucił. - Ode mnie masz dwa dni wolnego, Rorekh i tak dostaje już cholery z powodu moich decyzji, jak się powścieka więcej to może wybuchnie. Dobrze wykorzystaj ten czas aby zregenerować siły. Zgłoś się do mnie po obstawę jak będziesz gotowy. - Po tych słowach zignorował jakiekolwiek odpowiedzi czy reakcję najemnika, znikając za jednym z statków, wyglądających jak wrak i rupieć. I jeżeli ktokolwiek tutaj mógł doprowadzić to do stanu używalności to tylko Reverse. I zdawało się, ze to jedyny powód dla którego szef jeszcze wytrzymuje z salarianinem, który lubił wszystko robić po swojemu. Każdy inny na miejscu mechanika już wdychałby sobie próżnie w kosmosie za podobną bezczelność.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10612
Posty fabularne: 1,105
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Zarząd bazy

19 cze 2012, o 09:28

Szczęśliwy, że jednak salarianin nie postanowił ciągnąć rozmowy w nieskończoność, Mort również się odwrócił i podążył w stronę kantyny, maszerując do grających kiszek. Przy okazji zerknął, czy syn Reversa rzeczywiście zastosował się do ojcowskiej reprymendy i zajął się robotą. Aż dziw, że był taki oporny. To chyba ewenement w skali rasy salariańskiej, która słynie przecież z bezdyskusyjnego posłuszeństwa przełożonym - a zwłaszcza rodzicom. Idąc, poruszał palcami, sprawdzając, czy te rzeczywiście mają się lepiej i nie odpowiedzą mu już piekącym bólem. Betsy potrafiła czynić cuda, a nieraz już widział, jak połatała kroganina z raną od czubka głowy po końce stóp. Na misji niestety nie będzie miał nikogo takiego... przez co tym gorsza mu się ona wydawała. Mógł wybrać robotę na Illium. Cóż, koszty utraconej szansy. Choć te zniknięcia też nie brzmiały zbyt przekonująco... Na szczęście, miał jeszcze dwa dni życia. Na pewno pragnął uzupełnić ekwipunek, i to jeszcze dziś. "Zbrojownia" niejednemu Słońcu już uratowała tyłek...
Obrazek
Mortal One

Avatar użytkownika
 
Posty: 31
Posty fabularne: 0
Dołączył(a): 2 cze 2012, o 11:43
Miano: Victor Brown aka Mortal One
Wiek: 32
Klasa: adept
Rasa: człowiek
Zawód: przemytnik
Kredyty: 15.000

Re: Zarząd bazy

19 cze 2012, o 16:51

Młodszy salarianin z niewyraźną miną zajmował się pracą, która wytyczył mu ojciec. Wyraźnie chłopak za dużo naoglądał się vidów i chciał przeżyć własny okres buntu tak nienaturalny dla tej rasy. Albo zwyczajnie nie odnajdywał się akurat w tej mozolnej robocie, preferując inne pola nauki. Kantyna okazała się nie do końca pusta. Wyraźnie kilka osób pracowało dłużej i dopiero teraz znalazło czas na spożycie posiłku. Teraz przy kilku stolikach siedziała mieszanina ludzi, asari, turian i krogan i cholera wie, czego jeszcze, wesoło zajadających się tym co przygotował tutejszy kuchta. Turianie oczywiście posilali się czymś innym niż reszta. Nikt nikomu nie życzył tutaj śmierci z powodu zatrucia pokarmowego. Może akurat któreś z nich wybierze się wraz z nim w ramiona tej samobójczej misji?
Kiedy podszedł do blatu, kuchta nałożył mu uczciwą porcję potrawki z ziemniaków z niewielką ilością szybki i jakiś innych warzyw. Dodatkowo, otrzymał do tego typowe dla biotyków dodatki, aby zwiększyć kaloryczność do typowej dla biotyków diety.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10612
Posty fabularne: 1,105
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Zarząd bazy

20 cze 2012, o 16:16

Otrzymawszy swoją porcję, Mort rozejrzał się w poszukiwaniu mniej zaludnionego miejsca. Jakoś nie miał ochoty na większe towarzystwo. I gdy już takie znalazł, zaraz ruszył w jego stronę, po czym w miarę wygodnie się na nim usadowił. Starał się delikatnie operować sztućcami, aby nie zniszczyć tego, nad czym tak napracowała się Betsy. À propos sztućców: "a nóż widelec ktoś się ze mną wybierze" - pomyślał, szukając wzrokiem jakiejś znajomej twarzy. Nie liczył na wsparcie turian czy krogan, ale paru ludzi mogłoby się znaleźć do roboty. Jakoś niezbyt wierzył w obietnice Reverse'a... jeśli dostanie wsparcie, to na pewno nie takie, jakie tamten mu obiecał. Jedząc, starał się nie zwracać uwagi na smak posiłku. Znając tutejszego kuchmistrza, wolał się nie wczuwać... choć też znowu nie był tak wybredny. Życie w paramilitarnej organizacji, jaką były Słońca, wiele go nauczyło. Zawsze może się zdarzyć, że będzie musiał zjeść własną rękę... nie takie kulinarne tragedie widział już Wszechświat.
Obrazek
Mortal One

Avatar użytkownika
 
Posty: 31
Posty fabularne: 0
Dołączył(a): 2 cze 2012, o 11:43
Miano: Victor Brown aka Mortal One
Wiek: 32
Klasa: adept
Rasa: człowiek
Zawód: przemytnik
Kredyty: 15.000

Re: Zarząd bazy

23 cze 2012, o 20:46

Wyświetl wiadomość pozafabularną

Po pewnym czasie do jego stołu dosiadła się doskonale znana twarz. Na ławce przed nim siedział nikt Johnatann ‘Miracle Boy’ Brikes. Młody chłopak znany z tego, że zazwyczaj radził sobie dość przeciętnie, ale w sytuacjach stresowych zawsze działał cuda. Stąd też wzięło się jego nie do końca ironiczne przezwisko. I dlatego też zawsze wysyłano go na misję które miały wysoki współczynnik zagrożenia. Bo kiedy inni srali w gacie, Johnny brał się do roboty i wykonywał ją śpiewająco, z lekkim szaleństwem w oczach. Z wykształcenia był inżynierem, ale w odpowiedniej sytuacji mógł robić i za jednoosobową armię. Problemy i schodki zaczynały się jeżeli misja była, cóż, rutynowa. Wtedy na głos marudził, nie słuchał rozkazów i ogólnie był kulą u nogi. Rorekh trzymał go chyba tylko dlatego, że niektóre misje bez tego wariata zakończyłyby się fiaskiem.
- Hm, hej Morty, słyszałem, że wróciłeś z dziurą w boku. Betsie Cię połatała jak mniemam? Wyglądasz co najmniej niezdrowo. Ale słyszałem, że wybierasz się za znajomkiem szefa. Reverse kazał mi przekazać, że jadę z Tobą. – No i marzenie o łatwej misji prysło. Nikt nie kazałby mu jechać na misję, gdyby miała być łatwa i bezstresowa.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10612
Posty fabularne: 1,105
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Zarząd bazy

26 sie 2012, o 22:19

Deriet Kent

Sala obrad zarządu bazy, będącej wysokim budynkiem, zbudowanym z resztek przeróżnych okrętów świeciła dziś pustkami. Na owalnym stole, stojącym w centrum równie owalnego pomieszczenia panował artystyczny nieład - stosy papierów, pochłaniaczy ciepła, datapadów przesłaniały znaczne rysy i widoczne ślady użytkowania mebla, sprawiając wrażenie przepychu i brudu. Jedynymi osobami, obecnymi w pomieszczeniu (oprócz drella) byli daj najemnicy - wysoka brunetka, ubrana w ciężki pancerz z logo organizacji, oraz turianin, równie opancerzony, z Windykatorem zawieszonym na plecach i skupionym spojrzeniem.
Wezwany przed oblicze "przełożonych" Deriet nie wiedział czego się spodziewać. Wiadomym mu było jedynie to, że miał otrzymać zadanie wymagające sprytu, zwinności i absolutnej dyskrecji, szczegóły jednak, dotyczące przydziału, cele, a co najważniejsze - wynagrodzenie, wszystko to było narazie jedną, wielką niewiadomą, zagadką, która lada moment miała zostać rozwiązana.
- Kent - rzekł rosły turianin, zauważywszy nadchodzącego drella. - Pakuj swą Modliszkę. Jest dla ciebie zadanie.
- Nie byle jakie - mruknęła pod nosem kobieta, studiując informacje, zawarte na trzymanym przez nią datapadzie. Dopiero po chwili podniosła swój wzrok na drella, wyglądając na obojętną i neutralną. - Powiedz, za jak dobrego snajpera się uważasz? Bez owijania w bawełnę, z łaski swojej.
Zadawszy pytanie, kobieta skrzyżowała dłonie na klatce piersiowej w wyczekiwaniu na odpowiedź.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10612
Posty fabularne: 1,105
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Zarząd bazy

27 sie 2012, o 09:17

Deriet już dawno przyzwyczaił się do życia na Krolus. Tak jak się spodziewał jego były Pan nigdy go nie szukał przez te trzy lata a to mu odpowiadało. Teraz miał o wiele lepsze życie i w to mu graj. Teraz właśnie wchodził do pomieszczeń zarządu by omówić szczegóły kolejnej misji. Do tej pory żadnej nie zawalił z czego był bardzo dumny chociaż nigdy po sobie tego nie pokazywał. Jedynie przy swoim pierwszym zabójstwie nie mógł ukryć zdziwienia jak to łatwo przychodzi. Potem już było lepiej chociaż wszystkie jego ofiary były ofiarami koniecznymi.
Teraz stał przed obliczem przełożonych i tak jak zawsze czekał aż oni przemówią pierwsi. Deriet nie należał do gaduł, często wolał słuchać niż mówić ale gdy tego wymagała sytuacja potrafił zmienić się w pewnego siebie dyplomatę. Wszystko zależało oczywiście od przygotowań.
W końcu szefostwo przemówiło, skoro miał przygotować karabin snajperski to tym razem celem nie były żadne dokumenty czy dane ale osoba żyjąca. Po ciele przeszedł mu dreszcz podniecenia ale nikt nie byłby w stanie tego zauważyć bo nawet nie poruszył się a jego twarz wyrażała przyjemny, przyjacielski uśmiech. Oboje nie należeli do osób które lubią jak się owija w bawełnę, kłamstwo przychodziło Kentowi łatwo i jeśli by się postarał mógłby skłamać a oni nawet by się o tym nie zorientowali. Postanowił jednak tutaj postawić na suche fakty gdyż sprzeczne informacje nie przyniosłyby mu żadnych korzyści.

- Nie dostałem jeszcze od was nigdy zlecenia które wymagałoby użycia karabinu snajperskiego, na treningach zawsze trafiałem w cel ze stuprocentową dokładnością jednakże wiem że trening to nie misja. W czasie zadania zawsze dochodzi do nieprzewidzianych zdarzeń na które trzeba reagować w kilka sekund ale wydaje mi się że moje umiejętności są znaczne sir. - mówiąc te słowa przyjął maskę obojętności a słowa wymawiał tak jakby był żołnierzem Cytadeli i zdawał meldunek swojemu porucznikowi. Ręce trzymał za sobą z dala od noży które zawsze miał przy sobie, nogi w lekkim rozkroku by lepiej balansować ciałem, jego postawa wyglądała dokładnie jakby był żołnierzem na odprawie.
ObrazekObrazek


Bonusy:
Karabin Snajperski: +22.5% obrażeń (przedłużenie lufy IV) , Zmniejszenie kary za celność 12 (Mod skup. V)

Deriet Kent

Avatar użytkownika
 
Posty: 600
Posty fabularne: 0
Dołączył(a): 23 sie 2012, o 14:18
Miano: Deriet Kent "Maska"
Wiek: 25
Klasa: Szpieg
Rasa: Drell
Zawód: Szpieg Błękitnych Słońc
Postać główna: Deriet Kent
Lokalizacja: Omega
Kredyty: 25.710
Medale: 1
Medal za długą służbę (1)

Re: Zarząd bazy

27 sie 2012, o 22:28

- Podobasz mi się - stwierdził po chwili turianin, po czym zerknął prędko w kierunku opancerzonej kobiety, uważnie studiującej drella, wyczekując jakby na jej potwierdzenie. Kiedy te nie nadeszło powrócił wzrokiem przed siebie, raz po raz spoglądając na stojącego przed nim najemnika.
Kobieta długo ubierała w słowa to, co chciała powiedzieć. Kiedy w końcu odezwała się, wyglądała na zadowoloną z odpowiedzi Derieta - zniknęła maska obojętności i znudzenia, zdawała się być teraz spokojniejsza, a także bardziej przychylna (o ile Kent poprawnie rozszyfrował tajniki ludzkiej miniki).
- Niech będzie - rzuciła po chwili, po czym skinęła głową, nakazując drellowi podejść do siebie i stojącego obok turianina. W smukłych dłoniach (na których w chwili obecnej nie miała rękawic) obracała trzymany datapad - straciwszy nim zainteresowanie wystukała w końcu komendę, której Deriet nie zauważył.
- Masz rację, treningi to nie wszystko. A mimo to jestem skłonna zaryzykować - mówiąc to wyciągnęła datapad w kierunku drella. - Zadanie nie należy do prostych, bo wymaga precyzji i dyskrecji. Zostaliśmy hojnie opłaceni by uczulić naszego zabójcę na te drugie. To ma być cicha robota, taka, po której momentalnie ulotnisz się z miejsca, znikając w przeciągu mrugnięcia okiem.
- Stawka standardowa - dorzucił swoje trzy grosze turianin. - Zapłata po wykonaniu roboty. Twoja część wynosi 12 tysięcy kredytów.
- Jeżeli spieprzysz, albo cię złapią, nie ujrzysz zapłaty, to chyba jasne. Gorzej, jeśli cię złapią. Wtedy gęba na kłódkę.
Datapad, który wyciągnęła w kierunku drella zawierał pakiet informacji na temat mężczyzny o imieniu David McQuinn. Wyglądało na to, że trzydziestoośmiolatek, dyrektor zarządzający w ziemskiej firmie Rosenkov Materials wyruszył jakiś czas temu na zasłużone wakacje, zatrzymując się gdzieś w tropikalnych częściach ojczystej planety ludzi - Ziemi.
- Odpoczywa teraz gdzieś na Bahamach, szczęśliwy skurwiel - odezwała się kobieta bardziej do siebie, aniżeli dwójki mężczyzn, opanowała jednak prędko swój ton, przenosząc rozmowę na właściwe tory. - To gorące miejsce, w sam raz dla kogoś takiego, jak ty. Jeśli jednak nie chcesz się pchać na Ziemię, możesz zaczekać. Pod koniec miesiąca przybywa na Cytadelę, aby zareklamować towary swojej firmy. Jak wolisz. Zakładając, że jesteś zainteresowany robotą.
Turianin oraz kobieta przenieśli wzrok na Derieta, dając mu chwilę na zebranie myśli. Według datapadu, potencjalny cel Kenta był przeciętnym, niewyróżniającym się obywatelem. Żona, dwójka dzieci, wielki dom, dobra posada. Deriet nie mógł odnaleźć żadnej informacji, mogącej stanowić motyw zbrodni - niewiadomym było dlaczego ktoś (oraz kto) pragnął śmierci owego mężczyzny.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10612
Posty fabularne: 1,105
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Zarząd bazy

27 sie 2012, o 23:10

Deriet po kilku pochwałach od przełożonych zmienił wyraz twarzy z obojętnego na lekki uśmieszek i podszedł do kobiety która teraz wydawała się bardziej przychylna. Wziął do ręki datapad i szybko zaczął kodować w pamięci wszystkie przydatne informacje o swoim celu. To że miał pamięć Drella bardzo mu to ułatwiło i po chwili oddał urządzenie mając w pamięci wszystkie dane jak i portret mężczyzny który mógł przywołać przed oczy w każdej chwili.
- Dyskrecja i precyzja to dla mnie normalne, jak możecie wywnioskować po sukcesach które odniosłem przez rok. Znam też zasady jak mnie złapią to nic o was nie wiem. A w lepiej będzie dorwać go na ziemi. Podczas lotu prosiłbym też o przesłanie mi mapę rejonu w którym znajduje się cel oraz dokładne dane gdzie się zatrzymał. Nie byłem jeszcze na Ziemi ale wydaje mi się że łatwiej go tam dorwać niż w pełnej Cytadeli. A robotę biorę jak zwykle, powinien wystarczyć jeden odpowiedni strzał. -rzekłem znacząco znów przybierając poprzednią pozycję i obojętność na twarzy, Tym razem jednak mój głos odpowiadał komuś kto zna się na twoim fachu. - Rozumiem że mam zgodę na odlot?
Nie obchodziło go czemu ktoś wyznaczył za niego nagrodę, nie jego to była sprawa, nie do niego zależało rozczulanie się w moralności. Ciało wykona robotę a dusza... dusza nie jest narzędziem którego Deriet używa w pracy.
Jeśli nie będą mieli nic do dodania to Maska salutuje i idzie zbierać narzędzia pracy, a gdy już tego dokona udaje się prosto na lądowisko gdzie czeka na niego Przyczajony.
ObrazekObrazek


Bonusy:
Karabin Snajperski: +22.5% obrażeń (przedłużenie lufy IV) , Zmniejszenie kary za celność 12 (Mod skup. V)

Deriet Kent

Avatar użytkownika
 
Posty: 600
Posty fabularne: 0
Dołączył(a): 23 sie 2012, o 14:18
Miano: Deriet Kent "Maska"
Wiek: 25
Klasa: Szpieg
Rasa: Drell
Zawód: Szpieg Błękitnych Słońc
Postać główna: Deriet Kent
Lokalizacja: Omega
Kredyty: 25.710
Medale: 1
Medal za długą służbę (1)

Re: Zarząd bazy

28 sie 2012, o 12:07

Akcja przenosi się do -> viewtopic.php?f=24&t=637#p5602
ObrazekObrazek

Strój Inviere | Statek Millenium Falcon | >Motyw Giny!<
GG: 2428221 (Jeśli napiszesz, przedstaw się)
Hunter

Avatar użytkownika
 
Posty: 145
Posty fabularne: 0
Dołączył(a): 10 maja 2012, o 17:43
Miano: Gina Inviere
Wiek: 32
Klasa: Strażnik
Rasa: Człowiek
Zawód: Oficer Cerberusa
Kredyty: 28.000
Medale: 1
Medal za długą służbę (1)

Re: Zarząd bazy

25 cze 2013, o 10:23

Rozdzielając się z Nerem zaraz za progiem "Zbrojowni", udała się prosto do centrum bazy. Dostanie się tam mogło bywać trudne, ona jednak była tu kojarzona - i choć trzy czwarte obsady bazy mogło nie pamiętać, jak nazywa się ta Quarianka z Tarallaki, wiedzieli przynajmniej, że robi z nimi interesy. To zaś było wystarczającym argumentem, by zagwarantować jej ułamek więcej przywilejów, niż mieli przeciętni odwiedzający.
Dotarłszy pod drzwi budynku, przystanęła przy nich, oglądając się w kierunku doków. Ner miał zaraz do niej dołączyć, toteż postanowiła nie wchodzić do środka, nim przyjaciel znów nie znajdzie się u jej boku. Kiedy zaś to się stało, ruchem głowy wskazała na drzwi budynku i ruszyła pierwsza.
- Nie każę ci milczeć, ale pozwól, że to ja zacznę rozmowę - rzuciła po drodze, idąc dobrze znanymi korytarzami. - Mnie znają, a ciebie... Ciebie może też, ale niekoniecznie w taki sposób, który mógłby się nam przysłużyć. - Roześmiała się cicho. Nie miała pojęcia, czy Błękitni już się z Nerem zetknęli i czy zdążyli wyrobić sobie zdanie na jego temat. Teraz jednak mieli szukać pracy, a nie zawierać nowe znajomości, toteż kwestie zapoznawcze musiały zostać odsunięte na później. W danej chwili liczyły się fakty - a faktem było, że do niej Słońca już się przekonały, co przynajmniej dawało nadzieję, że na pokład Tarallaki wrócą z konkretnym zleceniem.
Szła prosto do zbrojowni, po drodze kiwając głową tym, których kojarzyła lepiej niż innych. To właśnie zarządca tutejszego składu uzbrojenia odpowiadał zazwyczaj za przekazywane jej zlecenia. Miała nadzieję, że także i teraz będzie czegoś potrzebował - czegoś, za co gotów będzie im zapłacić.
ObrazekObrazek

TARALLAKA | NPC | GG 1317043
Ziya’Maar nar Tiryah

Avatar użytkownika
 
Posty: 81
Posty fabularne: 0
Dołączył(a): 2 cze 2013, o 17:24
Miano: Ziya'Maar nar Tiryah
Wiek: 25
Klasa: Szpieg
Rasa: Quarianka
Zawód: przemytniczka
Postać główna: Rebecca Dagan
Status: ex-Błękitne Słońca, obecnie utrzymuje z nimi kontakty na płaszczyźnie biznesowej
Kredyty: 25.000
Medale: 1
Medal za długą służbę (1)

Re: Zarząd bazy

25 cze 2013, o 18:14

Kiedy Zi zobaczyła Nera to mogła stwierdzić, że praktycznie był gotowy na każdą akcję. Nowy pancerz był założony i prezentował się znakomicie. Na plecach widniał nadal znak rozpoznawczy quarianina, czyli wijący się wąż. Windykator i Wdowa też były na swoim miejscu. Szpieg prezentował się całkiem groźnie i imponująco, jak na Quarianina. Przy Zi mógł nawet być wzięty za osobistego ochroniarza, z którym nie warto było zadzierać.
- Jasna sprawa, w końcu ty tu dowodzisz - odparł Ner idąc za quarianką spokojnym krokiem - Wtrącę się jak będzie wymagała tego sytuacja, sir - odparł patrząc się na nią dając jej do zrozumienia, że teraz trzeba już być skupionym. No i zachować profesjonalizm.
Ner'Haras vas Orionis

Avatar użytkownika
 
Posty: 227
Posty fabularne: 0
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:01
Wiek: 22
Klasa: Szpieg
Rasa: Quarianin
Zawód: Zabójca/Infiltrator
Kredyty: 24.000
Medale: 3
Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1)

Re: Zarząd bazy

26 cze 2013, o 19:48

Ziya'Maar i Ner'Haras

Dwójka quarian zawędrowała trochę dalej, niż zwykli klienci, jacy zazwyczaj szukają towaru dla siebie. Najczęściej zjawiali się tutaj zrzeszeni i niezrzeszeni najemnicy, szukający osobistego uzbrojenia i ochrony. Nie tego jednak oni szukali tutaj, bo sklep już zdążyli zaliczyć i można było powiedzieć, że gotowi są na jakąś akcję. Problemem był tylko brak jakiegoś lukratywnego zajęcia i dlatego zawędrowali oni aż tutaj. Sama droga nie była długa i już po chwili oboje znaleźli się w pokoju, który robił za biuro. Człowiek w średnim wieku, siedzący swobodnie za biurkiem i noszący niebieski uniform, przypatrywał się dwójce przybyłych.
- Proszę, proszę. Ziya'Maar, nar Tiryah. - odezwał się po chwili, kiedy rozpoznał kobietę stojącą na wprost niego i pozwolił sobie, by drobny uśmiech zagościł na jego twarzy - Co ciebie tutaj sprowadza? Chyba nie chęć powrotu, co?
Zdawać by się mogło, że zarządca prawie wcale nie zwrócił uwagi na obecność osoby, jaka towarzyszyła Ziyi, co różnie mogło być interpretowane jak na razie. Samo biuro prezentowało się dosyć skromnie i według ludzkiej terminologii, można by je nazwać, urządzone po spartańsku. Mimo wszystko, po drugiej stronie znajdował się fotel dla gościa. Jeden.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10612
Posty fabularne: 1,105
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Zarząd bazy

26 cze 2013, o 20:03

Przez całą drogę to ona szła przodem, znając tę bazę z pewnością znacznie lepiej, niż Ner. Ba, znacznie lepiej, niż każdy przeciętny odwiedzający. Choć okres jej przynależności do Błękitnych spędziła głównie na Omedze, nie mogła nie wiedzieć, gdzie znajdują się inne ich bazy - zaś rozpoznanie placówki od wewnątrz przeprowadziła już na początku swej kariery przemytniczej. Bez wahania wybierała więc drogą, by doprowadzić ich w końcu do biura.
- Anthony Dalkeith, nie sposób pozbawić cię stołka, co? - Aż dotąd nie była pewna, czy na miejscu spotka znajomą twarz. Rotacje w hierarchii organizacji tego typu potrafiły być dość gwałtowne i niespodziewane, musiała więc nastawić się, że napotka tu kogoś nowego. Widok Dalkeitha zdawał się być dobrym znakiem. Rzucając znaczące spojrzenie Nerowi, sama bez wahania zajęła fotel dla interesanta. Póki co raczej nie zaszkodzi, jeśli Ner odegra rolę członka jej osobistej ochrony. W przemytniczej branży trudno zdobyć zaufanie, a przedstawienie Słońcom Quarianina jako jej wspólnika właśnie teraz, gdy szukali roboty, mogło nie być najlepszym pomysłem - niezależnie od tego, czy już go znali, czy też nie mieli pojęcia, kim jest.
- Za każdym razem sprowadza mnie to samo. I rzeczywiście, nie jest to chęć powrotu. - W jej głosie pobrzmiewało rozbawienie. - Macie coś dla mnie? - Przewrotne sformułowanie pytania, biorąc pod uwagę specyfikę jej zawodu. To zwykle ona miała coś dla nich, prawda? Teraz jednak chodziło o zlecenie. Miała nadzieję, że faktycznie czegoś im brakuje do szczęścia.
ObrazekObrazek

TARALLAKA | NPC | GG 1317043
Ziya’Maar nar Tiryah

Avatar użytkownika
 
Posty: 81
Posty fabularne: 0
Dołączył(a): 2 cze 2013, o 17:24
Miano: Ziya'Maar nar Tiryah
Wiek: 25
Klasa: Szpieg
Rasa: Quarianka
Zawód: przemytniczka
Postać główna: Rebecca Dagan
Status: ex-Błękitne Słońca, obecnie utrzymuje z nimi kontakty na płaszczyźnie biznesowej
Kredyty: 25.000
Medale: 1
Medal za długą służbę (1)

Re: Zarząd bazy

27 cze 2013, o 00:12

Ner podążał w milczeniu za Zi, niczym ochroniarz. Kiedy dotarli do głównego biura, zostali powitani przez mężczyznę w niebieskim uniformie. Zi znała go, on też ją znał. Quarianin został zignorowany.
W sumie to było na rękę szpiegowi. Na razie nie musiał się odzywać. Na spojrzenie Zi odpowiedział tylko prawie nie zauważalnym kiwnięciem głowy. Ner sobie postoi, jak na ochroniarza przystało. Przyjął odpowiednią postawę obok siedzącej Zi i postanowił, że będzie słuchać o tym, o czym oni będą rozmawiać.
W sumie dla Nera to rozmowa mogła być całkiem ciekawa. W jej trakcie może zostałoby udzielonych parę odpowiedzi na pytania o przeszłość Zi, których nie chciał zadawać. Jakież to czasem jest opłacalne tak stać obok takich dialogów.
Ner'Haras vas Orionis

Avatar użytkownika
 
Posty: 227
Posty fabularne: 0
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:01
Wiek: 22
Klasa: Szpieg
Rasa: Quarianin
Zawód: Zabójca/Infiltrator
Kredyty: 24.000
Medale: 3
Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1)

Re: Zarząd bazy

27 cze 2013, o 20:17

Ziya'Maar i Ner'Haras

- Mnie? Pozbawić stołka? Niech próbują. - odparł Anthony pocierając energicznie obie ręce, których palce splótł słysząc pytanie. Milczał przez chwilę i wpatrywał się w wizjer quarianki, mając przy tym nieobecny wzrok, jakby patrzał na jakiś punkt za jej plecami. - Chyba coś mam, ale sprawdzę wpierw, czy to wciąż jest aktualne.
Przysunął sobie fotel bliżej biurka i szybko zaczął przebierać palcami po klawiaturze, w poszukiwaniu interesujących go danych. - Nie, to już nieaktualne - powiedział na głos, ale swojej czynności nie przerwał. Wpatrywał się w ekran z nabożnym skupieniem i dopiero po minucie oparł plecy o oparcie fotela, znowu patrząc na siedzącą przed nim interesantkę. Z sobie tylko znanych powodów, nie patrzał wciąż na Ner'harasa.
- Dobra, spojrzałem do komputera i z ktoś ciebie wyprzedził, jeżeli chodzi o przemyt na Cytadelę. Jest jednak zlecenie, które trzeba dostarczyć na Ilium, z jakiejś prowincjonalnej koloni. Nawet pomijając opłatę manipulacyjną, to będzie sporo kredytów. Interesowałoby ciebie to? - opłata manipulacyjna, to ciekawy eufemizm, który lepiej brzmiał niż inne, bardziej wulgarne, czy niepoprawne politycznie sformułowania.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10612
Posty fabularne: 1,105
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Zarząd bazy

28 cze 2013, o 07:29

Ktoś ją wyprzedził? Wiedziała, że nie jest głównym przemytnikiem współpracującym z Błękitnymi, jednak odkąd zaczęła z nimi współpracę z każdym dniem coraz łatwiej przychodziło jej zapomnieć o konkurencji. Takie sytuacje, jak teraz, działały trzeźwiąco, co nie zmieniało jednak faktu, że były cholernie irytujące.
Nie była jednak dzieckiem... Och, no dobrze, z perspektywy swego ludu była - nie ukończyła przecież Pielgrzymki - szczenięcych zachowań udało jej się jednak oduczyć. Przynajmniej pewnej części. Małej części. W każdym razie, ostentacyjne obrażanie się w rozmowie z klientem było jednym z tych problematycznych zachowań, których się pozbyła.
- Tak sądzę. - Byłoby znacznie mniej przyjemnie, gdyby okazało się, że owo nieszczęsne zlecenie na Cytadelę było jedynym. Skoro zaś było inne, to nie miała zbytnio na co narzekać. - Jakieś szczegóły, czy znów wszystkiego dowiem się na miejscu? - rzuciła z nieznacznym rozbawieniem. Przyzwyczaiła się już do tego, że specyfikę połowy transportów poznawała dopiero w momencie odbioru towaru z miejsca wysyłki. Dobrze przynajmniej, że dotychczas nikt nie wymagał od niej wzięcia na pokład myśliwca. Póki co każde zlecenie było dostosowane do gabarytów jej statku i miała nadzieję, że tak pozostanie. Nie zmieniało to jednak faktu, że znacznie wygodniej było wiedzieć wcześniej, co jest przedmiotem przemytu.
O potencjalne problemy i haczyki nie pytała, bo to byłoby śmieszne - nie dlatego, że aż tak ufała Słońcom, lecz dlatego, że w tej branży każde zlecenie miało haczyki, a niemal każde wiązało się z problemami.
ObrazekObrazek

TARALLAKA | NPC | GG 1317043
Ziya’Maar nar Tiryah

Avatar użytkownika
 
Posty: 81
Posty fabularne: 0
Dołączył(a): 2 cze 2013, o 17:24
Miano: Ziya'Maar nar Tiryah
Wiek: 25
Klasa: Szpieg
Rasa: Quarianka
Zawód: przemytniczka
Postać główna: Rebecca Dagan
Status: ex-Błękitne Słońca, obecnie utrzymuje z nimi kontakty na płaszczyźnie biznesowej
Kredyty: 25.000
Medale: 1
Medal za długą służbę (1)

Re: Zarząd bazy

29 cze 2013, o 19:17

Ziya'Maar i Ner'Haras

- O ładunku i zleceniodawcy wiem niewiele, ale wiem coś o planecie, skąd zaczynasz trasę. - pochylił się nad komputerem, by nacisnąć jeden przycisk i znowu wrócił do opierania swoich pleców o fotel - To gdzieś w Rdzawym Morzu, dostaniesz dokładne współrzędne. Ładunek odbierzesz z planety Sola Insula, ludzkiej koloni, niezależnej od Przymierza. Tamtejszy rząd prowadzi politykę otwartych drzwi, więc ładunkiem może być w zasadzie wszystko. Wielu korzysta z liberalności tamtejszego prawa. - to było chyba wszystko, co chciał powiedzieć o tamtym świecie, bo na tym właściwie skończył i zaczął coś klikać w komputerze - Przesyłam ci współrzędne. Zleceniodawca przedstawił się jako Timex. Kontakt z nim można nawiązać wyłącznie w przyportowym barze, a znakiem rozpoznawczym będzie wysłanie każdemu w lokalu, pustej wiadomości tekstowej, ale z zachowaniem ID nadawcy.
Na pojawienie się jakiegoś pytającego gestu, po prostu wzruszy ramionami - Ktokolwiek to jest, to ma dziwne metody. Nikt jednak o nic nie spytał, bo oferuje półtorej raza więcej, niż to się zwykło widywać.
W między czasie do Ziyi dotarłyby współrzędne świata, na jaki miała się udać.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10612
Posty fabularne: 1,105
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Zarząd bazy

29 cze 2013, o 19:51

Jakkolwiek dziwne wydawała być się ta oferta, wiedziała, że musi ją przyjąć. Z robotą było krucho, a jej nie stać było na kolejny pusty kurs bez pewności, że po nim dostanie zlecenie. Z uwagą posłuchała, co Anthony miał do powiedzenia, po czym powoli skinęła głową, gdy zaś współrzędne dotarły na jej omni-klucz, westchnęła cicho.
- Cóż. Robota-marzenie to może nie jest, ale... - Wzruszyła lekko ramionami. - Odhacz ją tam sobie. Biorę.
Podniósłszy się z fotela, jeszcze raz powtórzyła w myślach to, czego się dowiedziała. Głupio by było, gdyby po dotarciu na miejsce okazało się, że nie pamięta jakiegoś istotnego szczegółu i przez swą sklerozę straciłaby zlecenie. Sola Insula, Timex, przyportowy bar i pusta wiadomość.
Nie ulegało wątpliwości, że argumentem szczególnie do niej przemawiającym była znacznie wyższa niż zwykle jej oferowano stawka. Nie była przecież poszukiwaczką przygód, a raczej - kobietą biznesu. Liczył się pieniądz, nie adrenalina. Choć, na dobrą sprawę, w tym przypadku musiało być to powiązane. Nikt nie płaci tak dużo za bezproblemowy przelot.
- Rozumiem, że to wszystko, tak? - Oglądając się na Nera, póki co idealnie wczuwającego się w rolę bodyguarda, ruchem głowy wskazała mu wyjście, sama też cofając się kilka kroków. Kiedy zaś upewniła się, że nie ma dodatkowych pytań - w gruncie rzeczy ten tutaj był tylko pośrednikiem, a pośredników zwykle się nie pytało, bo niewiele wiedzieli - obróciła się wreszcie i skierowała do drzwi.
- Do zobaczenia więc, Dalkeith. Mam nadzieję, że do zobaczenia - rzuciła ponuro, po czym salutując mu żartobliwie, opuściła biuro. Czas udać się tam, gdzie dowiedzieć się będzie można więcej.

Wyświetl wiadomość pozafabularną
ObrazekObrazek

TARALLAKA | NPC | GG 1317043
Ziya’Maar nar Tiryah

Avatar użytkownika
 
Posty: 81
Posty fabularne: 0
Dołączył(a): 2 cze 2013, o 17:24
Miano: Ziya'Maar nar Tiryah
Wiek: 25
Klasa: Szpieg
Rasa: Quarianka
Zawód: przemytniczka
Postać główna: Rebecca Dagan
Status: ex-Błękitne Słońca, obecnie utrzymuje z nimi kontakty na płaszczyźnie biznesowej
Kredyty: 25.000
Medale: 1
Medal za długą służbę (1)

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Baza Błękitnych Słońc

KTO JEST ONLINE?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron