Re: Arae

15 gru 2021, o 20:30

Gauthier okazała się ślepym zaułkiem, ale nie miał jej tego za złe. Jakiekolwiek pobudki przywiodły ją na galę Fourniera, ich własne interesy zakończyły się w chwili, w której wystawiła mu Blackforda i nie doszukiwał się w jej nieobecności niczego niewłaściwego. Być może jego towarzystwo przestało być przydatne gdy tylko wprowadził ją na bal i zapewnił ochronę swoją obecnością przed kapryśną zemstą gospodarza, tak jak Idris przestał być przydatny, gdy okazało się, że nie posiada więcej informacji ponad tą o Handlarzu Cieni, a być może po prostu miała swoje dalsze plany. Bez względu na powody, nie odnalazł jej spojrzeniem pośród gości, a uprzejme zapytanie najbliższej pary zamożnych bekensteinskich mieszkańców spotkało się z delikatnym wzruszeniem ramion i fałszywie żartobliwej, nic nie wnoszącej uwadze.
Koniec końców, jego interesy na Bekensteinie również się zakończyły.
Opuścił budynek gali i wezwał taksówkę. Chłodna noc przyjemnie łaskotała po twarzy, orzeźwiając umysł po dwóch lampkach alkoholu oraz rozluźniając napięte mięśnie karku, spięte po nieustannej świadomości poruszania się po niebezpiecznym gruncie oraz po konfrontacji z Blackfordem. Z dłońmi w kieszeniach czekał przez kilka minut przy wyjściu, ciesząc się samotnością i ciszą przysypiającego miasta, nim zamówiony pojazd wylądował na końcu srebrnego dywanu i zabrał go z powrotem do doków.
- Nie wróży to zbyt optymistycznie. Steiger ukrywał się w cieniu Przymierza, nieznany przez nikogo. Mam wrażenie, że Handlarz Cieni ukrywa się w mitach na swój temat i tysiącach "być może" - odparł na słowa Etsy, rozsiadając się wewnątrz promu i obserwując jak jego destynacja wybiera się sama na terminalu pojazdu. Obrócił twarz w stronę okna, żegnając oddalającą się iglicę ośrodka gali ostatnim spojrzeniem.
- Więc miejmy nadzieję, że nasi znajomi z Thessi będą bardziej chętni do współpracy - zauważył cicho, wodząc wzrokiem po linii strzelistych wieżowców oraz złotych świateł. Wbrew swoim oczekiwaniom, Bekenstein okazał się być lepszym doświadczeniem niż się spodziewał. Daleko mu było do przyjemności, którą chętnie by kiedyś powtórzył, ale wizyta tutaj okazała się być... akceptowalna.
A może to po prostu jego oczekiwania się zmniejszyły i fakt, że nie dostał omni-ostrzem między łopatki lub na jego kark nie spadły problemy natury politycznej, uznawał za wystarczający powód.
- Wiesz, byłem pewien, że Gauthier mnie zdradzi - odezwał się z cieniem zamyślenia i ponurego rozbawienia. - Jakoś. Że wystawi mnie Fournierowi, że rzuci mnie na pożarcie piraniom dla własnego zysku albo że dyskretnie spłoszy Blackforda. Niemal tego oczekiwałem. Taka zmiana jest... odświeżająca.
Prom wylądował w dokach, wypuszczając go ze swoich objęć. Vex porzucił ostatnie wspomnienia gali i przekroczył próg śluzy Arae, wchodząc do środka.
- Skieruj nas na Thessię. Taka rozmowa musi odbyć się w cztery oczy - dodał, rozpinając mankiety marynarki i ruszając w stronę kajuty. - A ja muszę się przebrać. I znaleźć w plikach Castora coś, co nie zgubi połowy galaktyki jeżeli wpadnie w niepowołane ręce.
THEME                    VOICE                    ARMOR                    CASUAL
ObrazekObrazek
-5% (+25% z pancerzem tech.) do obrażeń w walce wręcz
-1PA do kosztu ataku w walce wręcz

Dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Vex

Avatar użytkownika
Administrator
 
Posty: 1635
Posty fabularne: 119
Dołączył(a): 18 cze 2014, o 15:17
Miano: Vexarius "Vex" Viyo
Wiek: 32
Klasa: Strażnik
Rasa: Turianin
Zawód: Widmo
Lokalizacja: Watson / Bekenstein
Status: It's complicated.
Kredyty: 43.710
Medale: 14
Determinacja (1) Żołnierz (1) Pionier (1) Nieproszony gość (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1) Oko cyklonu (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Ultra-idealista (1) Purpurowa gwiazda (1) Bóg wojny (1) Sponsor (1)

Re: Arae

15 gru 2021, o 20:48

Nieczęsto w jego życiu pojawiały się osoby zupełnie przypadkowe, które oferując coś Widmu, nie oczekiwały wiele w zamian. Jego wymiana z Gauthier była prosta, krótka i słodka - oboje na tym zyskali i żadne z nich nie czuło, by drugie miało wobec pierwszego jakikolwiek pozostały dług. Rudowłosa udała się w swoją stronę, nie licząc na dalszy kontakt z turianinem, który na Bekensteinie pojawił się w końcu w jakimś określonym celu. Mając własne, nie interesowała się wchodzeniem z butami w cudze - być może dlatego, że również nie doceniłaby, gdyby pozostał na przyjęciu dłużej, być może zbędnie wypytując o aspekty jej tajemniczego życia.
Pokład Elpis przywitał go ciszą, separującą go śluzą od odgłosów tętniącego życiem miasta. Nikt nie nagabywał go już w lądowisku, więc pierwszą osobą, która się mu pokazała, była Etsy. Holograficzna sylwetka pokazała się na najbliższym terminalu, przyglądając mu się gdy wchodził do wnętrza.
Kiwnęła głową na dźwięk jego odpowiedzi, podczas gdy jej aparycja przeglądała coś na swoim omni-kluczu.
- Nasze dotychczasowe spotkania z obcymi ludźmi nie kończyły się tak bezproblemowo - przyznała, z wolna pobudzając fregatę do życia. Gdy on miał czas na przebranie się i odpoczynek, SI komunikowała się z kontrolą lotów za niego, przejmując stery - w przenośni, ale też dosłownie. - Nie za szkodzi sprawdzić, dokąd się udała. Mogę spróbować ją prześledzić, jeśli tego chcesz.
Sztuczna Inteligencja była w stanie być nieufna. Wiedzieli to doskonale, z własnego doświadczenia z SI Nazira Khouriego, Isis. Wydawała się na każdym podłożu inna od Etsy, ale podobnie jak Viyo przez miesiące swojej ciężkiej walki karabinem i słowem z wolna mógł zacząć rozumieć byłego żołnierza, tak jego własna SI nabywała cech, których wcześniej nie miała.
Wszystko sprowadzało się do prawdopodobieństwa, które w ich przypadku było bardzo pechową skalą, skrzywioną w złą stronę. Nie odzwierciedlała przeciętnego życia, w którym zwykle obcy człowiek nie stanowił żadnego zagrożenia - bo nie byli jeszcze wspólnie w stanie go doświadczyć przez odpowiednio długi okres czasu.
- Czy wysłać wiadomość w twoim imieniu do kartelu, czy zapowiedź jest niewskazana? - zagadnęła, w kajucie nie pojawiając się z powrotem w postaci hologramu, zamiast tego dając mu złudzenie prywatności, którą mógł odczuwać przed włączeniem jej modułów wizualnych.
W tym czasie, statek zawibrował lekko, wydostając się spod eleganckich zaczepów magnetycznych i rozpoczynając mozolną wędrówkę przez atmosferę planety, w stronę czekającego po drugiej stronie ciemności, błękitnego blasku Przekaźnika Masy.

Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9869
Posty fabularne: 404
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Arae

9 sty 2022, o 22:02



Przesunął wzrok na hakera po jego słowach, obserwując go w milczeniu.
- Miałem na myśli zwykły prom, nie statek. Mogę wynająć pierwszą lepszą taksówkę z większym bagażnikiem i przekierować ją do slumsów - odpowiedział tylko, ale gdy kroganin machnął na to ręką i zaoferował się, że sam znajdzie odpowiedni prom, wzruszył ramionami. Obydwaj mieli większe doświadczenie od niego w życiu tętniącym w Szanghaju; zarówno dolne jak i górne dzielnice charakteryzowały się swoim własnym ekosystemem, uzupełniając się w niemal organiczny sposób. Dziesiątki zmiennych o których o nie pomyślał, stanowiły dla Isaaca oraz Raika codzienność w tym miejscu - w końcu żyli tu od lat. Ukrywając się przed wszechobecnym Bixie, a potem i przed Castorem, poruszali się w tej brei z większą swobodą niż mógłby to robić on, nawet ze swoimi uprawnieniami Widma i doświadczeniem.
Odpowiedź kroganina o losie Reeda mu wystarczyła. Skinął bez słowa głową, nie naciskając bardziej. Jego warunek nie miał na celu wyciągnięcia z nich informacji nim znajdą się na jego statku, a zwyczajne przygotowanie się na to co mogło nadejść. Odstawił skrzynię z ramienia pod nogi i oparł się o framugę drzwi, przepuszczając Raika, gdy ten ruszył do wyjścia, zostawiając go ze Skinnerem samych.
Milczenie, które zapadło między nimi, było niemal namacalne. Vex w ciszy przeniósł na niego swoje spojrzenie, spod kaptura błądząc zielonymi tęczówkami po hakerze, gdy ten zaczął naburmuszony krzątać się po kontenerze, zbierając pozostałe rzeczy. Również nie miał ochoty na rozmowę, ale jego myśli przez pierwsze kilkadziesiąt sekund kręciły się dookoła chłopaka, doskonale dostrzegając ścieżkę, którą mógł w tej chwili podążyć. Dziesięć minut było mnóstwem czasu.
Isaac nie stanowił zbyt wielkiej przeszkody bez swojego ochroniarza. Mógł go z łatwością obezwładnić, przerzucić przez ramię i zniknąć w tunelach slumsów. Ile czasu potrzebowałaby Etsy, żeby ściągnąć mu taksówkę? Nawet gdyby Raik wrócił wcześniej, nie byłby w stanie ich dogonić. Nie gdyby na drodze stanęła mu ochrona YRD oraz Bixie, której mógłby z łatwością podrzucić namiar na lokalizację nowej kryjówki Skinnera. Nie minęłoby pół godziny, a Arae opuściłaby port, dostarczając chłopaka Kartelowi - bez względu na to czy miałby na to ochotę, czy też nie. Nie musiałby z nim negocjować, nie musiałby przepraszać i domagać się kolejnych przysług, a także szukać kolejnych rozwiązań, gdy chłopak odrzuci jego nową prośbę. W pewien sposób było to najpewniejsze rozwiązanie.
Ale czy upadł już tak nisko, żeby to zrobić?
Śledził go wzrokiem jeszcze przez długą chwilę, nim odwrócił go na wąskie uliczki slumsów. W podziemiach tłumy nie były tak wielkie jak na ulicach nad nimi, ale przez ścisk oraz ciasnotę wszystko wydawało się bardziej zatłoczone. Pokrzykiwania ludzi nagabujących do swoich usług nie były tak liczne, ale za każdym razem niosły się echem, mieszając z akompaniamentem innych dźwięków - brzdęku naczyń i patelni z brudnych, ulicznych pseudo knajp, bzyczenia pistoletów do tatuażu, stłumionych pojękiwań nieszczęśników będących w trakcie instalowania implantów trzeciej kategorii, leżących na porwanych, zasyfiałych fotelach w kontenerach podobnych do tego, które nawet nie próbowały imitować prawdziwych salonów. Czy gdzieś pośród nich czaił się Reed, obserwując tymczasowy lokal Skinnera i czekając na Widmo, które odezwie się z pomocą? Czy może Raik i Isaac dobili z nim targu po tym jak mężczyzna wysadził mieszkanie hakera, niemal pozbawiając ich życia? Może tak naprawdę nie udało im się uciec, a po prostu wpadli w tą samą pętlę, w którą Steiger oferował jemu?
Wodząc spojrzeniem po kanałach nie mógł nie poczuć zmęczenia. Nawet pomimo tych pytań i niewiadomych, które kręciły się po jego głowie, jedyne co czuł to puste oczekiwanie. Jego organizm niemal z radością powitał powrót do tego samego stanu, który towarzyszył mu jeszcze przed Chascą - gdy cała galaktyka stała przeciwko niemu i gdy w każdym cieniu czaił się wzrok wszechobecnego Castora - ale nie było to uczucie, które potrafiłoby rozwiać mgłę w której miał wrażenie, że brodzi przez ostatnie tygodnie.
- Raik ma rację, wiesz - odezwał się cicho po dziesięciu minutach, gdy z jednego z tunelów wynurzył się kroganin w podejrzanym towarzystwie. - To mnie powinieneś winić, nie siebie. Tak będzie łatwiej.
Oderwał się od framugi, wsuwając dłoń pod płaszcz, opierając ją lekko na pistolecie przy biodrze. Kiedy jednak okazało się, że ludzie towarzyszący Raikowi nie niosą broni i zamiast tego sięgają po skrzynie, cofnął rękę i bez słowa samemu również podniósł jedną z nich. Bez protestu odebrał też drugi pakunek od ochroniarza, a następnie ruszył za całą grupą.
Podróż przebiegła bez większych przeszkód. Nie było Reeda który wyskoczyłby na nich zza rogu, nie było czekającej na nich policji lub innych gangsterów. Vex w ciszy pomógł zapakować sprzęt Skinnera do promu, a następnie za pomocą liny odsłonił resztę pojazdu należącego do Vincenta, pozwalając sobie na całe pięć sekund kontemplacji rozklekotanego gruchota, który właśnie zapewne pożyczali. W pewien sposób był to widok bardzo podobny do tego, który czekał na nich we wnętrzu hangaru Arae - rozpadający się prom towarowy pasował doskonale do batariańskiego transportowca, chociaż lecąc nim w stronę portu zaczął doceniać stan własnego pojazdu.
W transporterze przynajmniej drzwi zamykały się do końca.
- Ets, pomóż mu, jeżeli będzie szansa, że dokumenty mogą wywołać wątpliwości - poprosił cicho, gdy huk silników rozdarł wnętrze promu i unieśli się w górę. Skinner i Raik mogli znać zasady panujące w Szanghaju, ale rząd chiński nadal znajdował się w Przestrzeni Rady. Utrudnianie dostępu do Bixie było jednym, ale próba zatrzymania lub przeszukania Widma jeżeli ten by sobie tego nie życzył, była drugim. Tam gdzie podrobione dokumenty przewozowe mogły zostać zakwestionowane, tam teraz wbijały gwóźdź jego insygnia.
Ostatecznie przylot na Arae nie spotkał się jednak z większymi problemami. Kiedy dotarli w końcu do doku, wydał komendę do SI żeby otworzyła im rampę załadunkową i pokierował Raika, żeby wprowadził do wnętrza prom - lub żeby mogli swobodniej przeładować sprzęt, jeżeli pojazd miał zostać w Szanghaju lub zostać odesłany z powrotem do slumsów. Wskazał im miejsce obok transportera, po czym rozpoczął zamykanie wejścia i ruszył w stronę windy.
- Jeżeli wszystko jest w porządku Ets, to odpalaj silniki - rzucił otwarcie, dając znać Raikowi i Isaacowi żeby podążyli za nim na górny pokład. - Zabierz nas na orbitę. Pokażę wam gdzie jest skrzydło medyczne. Chociaż obawiam się, że nie mam kapsuły pasującej do twojego rozmiaru, Raik - dodał, ostatnie słowa kierując już do swoich nowych pasażerów.
THEME                    VOICE                    ARMOR                    CASUAL
ObrazekObrazek
-5% (+25% z pancerzem tech.) do obrażeń w walce wręcz
-1PA do kosztu ataku w walce wręcz

Dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Vex

Avatar użytkownika
Administrator
 
Posty: 1635
Posty fabularne: 119
Dołączył(a): 18 cze 2014, o 15:17
Miano: Vexarius "Vex" Viyo
Wiek: 32
Klasa: Strażnik
Rasa: Turianin
Zawód: Widmo
Lokalizacja: Watson / Bekenstein
Status: It's complicated.
Kredyty: 43.710
Medale: 14
Determinacja (1) Żołnierz (1) Pionier (1) Nieproszony gość (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1) Oko cyklonu (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Ultra-idealista (1) Purpurowa gwiazda (1) Bóg wojny (1) Sponsor (1)

Re: Arae

9 sty 2022, o 22:31

Przeprawa do portu YRD, choć nieco chybotliwa, zakończyła się sukcesem. Choć Etsy wyraziła chęć pomocy, haker sam zadbał o to, by ich dokumenty przewozowe były odpowiednie, nie wykorzystując do tego statusu Widma, który z pewnością byłby prostszą metodą na wydostanie się z planety. Po niespełna czterdziestu minutach, wraz ze wszystkimi skrzyniami ich trójka stanęła w prostym, ale czystym doku, w którym na zaczepach magnetycznych unosiła się smukła sylwetka Arae.
- Wypłata Widma ci służy - skomentował Isaac, przyglądając się przez moment fregacie. W swoim zaciekawieniu, na moment zapomniał o przyjęciu odpowiednio naburmuszonej miny i dodaniu słodkiego elementu pasywnej agresji do swojej wypowiedzi. - Taką limuzyną jeszcze nie lecieliśmy, Raik.
Kroganin zmierzył fregatę spojrzeniem osoby czysto praktycznej i skinął głową, jak gdyby wyrażając nada się. Pochylił się nad pierwszą ze skrzyń i bez zbędnego przedłużania skierował się do śluzy, znając swoje zadanie w tym rozrachunku i, przynajmniej tym razem, nie oczekując od Widma, że mu w tym pomoże.
- Mów za siebie - odrzucił rubasznie, ku westchnieniu, które wydostało się z ust hakera. - Zanim jeszcze się urodziłeś, pewien krogański watażka...
- Tak, wiemy, za twoich czasów wszystko było lepsze i wszyscy latali takimi statkami - machnął ręką haker, korzystając z zaproszenia turianina i również ruszając do śluzy.
Nawet, jeśli Viyo nie zamierzał ich oszukać - choć tego typu myśli przychodziły mu do głowy gdy kroganin udał się by nająć pomoc - Skinner najwyraźniej się tego spodziewał. Dopiero teraz, gdy oferta pomocy zaczynała się urzeczywistniać, jego twarz stała się nieco mniej zimna i nieobecna, a złość zastąpiło zainteresowanie. Rozejrzał się po pustym korytarzu, jakby na chwilę nie słysząc tego, co mówił Vex.
- Ładna ta Elpis - pochwalił pod nosem, jakby jego komentarz nie był bezpośrednio skierowany do Widma. - Raikiem się nie przejmuj. Posiedzi na dupie dwa dni i wszystko mu odrośnie. No, poza okiem.
Nim zdążył powiedzieć coś więcej, kroganin przekroczył próg i z hukiem odstawił skrzynię tuż pod nogami hakera, który w reakcji na to podskoczył przerażony w powietrze, odskakując na bok.
Ugarr zaśmiał się pod nosem z satysfakcją z wymierzonej za te krzywdzące słowa nauczki, po czym wyszedł na zewnątrz, by zająć się przeładowaniem reszty towaru.
Znów, na chwilę zostali sami, ale tym razem Isaac nie ruszył do skrzyń, by poudawać, że ma czym zająć ręce. Zamiast tego schował je do kieszeni, nieśmiało się rozglądając.
- To gdzie reszta drużyny A? - spytał, nieświadom tego jakiej odpowiedzi mógł się spodziewać. Przesunął wzrok w stronę turianina, przyglądając mu się wyczekująco. - Wielkolud ostentacyjnie pali fajkę za fajką w kącie prężąc muskuły, a niebieska czeka za rogiem żeby mi przywalić?
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9869
Posty fabularne: 404
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Arae

9 sty 2022, o 23:21

Turianin zignorował komentarz hakera, w milczeniu czekając na zakończenie załadunku. Ściągnął kaptur na plecy, śledząc spojrzeniem kroganina, gdy ten ładował kolejne skrzynie i czekając aż okręt będzie mógł opuścić Szanghajską przestrzeń. Nie potrafił się określić czy zatłoczone dzielnice miasta i wydarzenia które miały tu miejsce kojarzą mu się pozytywnie, czy negatywnie. Thessia, Noveria, Ilos... Każda z pozostałych planet miała w sobie coś co zostawiło po sobie jakąś drzazgę w jego wspomnieniach, ale ziemskie miasto jako jedno z nielicznych pozbawiło go kolejnej blizny. Paradoksalnie, pomimo bitwy która odbyła się w opuszczonej przetwórni piezo oraz pomimo koszmarnych warunków, których był świadkiem przemierzając dolne dzielnice slumsów, Szanghaj pozostawił po sobie neutralne wrażenie. To tutaj odkryli jeden z większych tropów Castora, to tutaj wygrali pierwszą potyczkę z jego ludźmi, zmuszając Reeda do ucieczki, to tutaj udało im się odbić Khouriego. Nikt nie stracił życia, nie było decyzji do podjęcia, które kosztowałyby jego kolejną cząstkę, nie było zdrad ani wyrzeczeń.
Może właśnie dlatego lubił Omegę i takie miejsca. Tutaj przynajmniej wiedział czego może się spodziewać.
- Arae - poprawił Isaaca po chwili milczenia, gdy ten wspomniał starą nazwę okrętu. - Twoje źródła są nieaktualne. Na szczęście.
Nie było to jednak nic złego, a wręcz przeciwnie. Im dłużej to Elpis pozostawała na celowniku, tym dłużej on posiadał namiastkę anonimowości, którą utracił gdy dobrał się do niego Castor oraz gdy skierował swoją uwagę otwarcie na ExoGeni. Zacieranie śladów było teraz ich priorytetem, ale nie spodziewał się żeby ten stan rzeczy potrwał wiecznie - nie przy siłach z jakimi się mierzyli i nie w dobie informacji, która rządziła galaktyką.
Przyglądał się Raikowi, gdy ten nosił ekwipunek, nie wtrącając się w ich wymianę zdań. Już wcześniej domyślili się, że Ugarr był stary - nie chodziło tu nawet o jego wygląd i zmarszczki, a o blizny które nosił, sprzęt który posiadał oraz postawa z jaką się poruszał. Kroganin przypominał doświadczonego drapieżnika, bardziej nawet niż ci, których spotkał wcześniej. Jego rasa sama w sobie była stworzona do zagrożenia, ale od Raika emanowała jej dodatkowa siła.
Kiedy zostali na chwilę sami i Skinner poruszył temat pozostałych, których poznał przy pierwszej okazji ich spotkania, nie odpowiedział od razu. Skrzyżował ramiona na piersi, przesuwając wzrok na skrzynie oraz zalegający w nich sprzęt.
- Odeszli w swoją stronę, nie musisz się ich obawiać - powiedział zdawkowo. - Latam sam. Z Etsy.
Jego spojrzenie ponownie odnalazło twarz hakera, gdy sam wrócił tematem do tego, którego cień pojawił się na samym początku ich spotkania w slumsach. Sekret, który zarówno był częścią ceny jaką ten zapłacił wraz ze stratą szczęki, jak i tej którą nieświadomie przekonał go do pomocy mu i Raikowi. Sekret, który stanowił dwusieczne ostrze - jak też chłopak sam zauważył, gdy wcześniej wyrzucał z siebie ostro argumenty oraz potencjał do szantażowania Widma.
SI była jedynym co trzymało resztki sumienia Widma. To że Isaac był dobrym człowiekiem, było tym co uratowało mu życie, nawet jeżeli nie był tego świadomy.
- Czy to Reed ci o niej powiedział?
THEME                    VOICE                    ARMOR                    CASUAL
ObrazekObrazek
-5% (+25% z pancerzem tech.) do obrażeń w walce wręcz
-1PA do kosztu ataku w walce wręcz

Dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Vex

Avatar użytkownika
Administrator
 
Posty: 1635
Posty fabularne: 119
Dołączył(a): 18 cze 2014, o 15:17
Miano: Vexarius "Vex" Viyo
Wiek: 32
Klasa: Strażnik
Rasa: Turianin
Zawód: Widmo
Lokalizacja: Watson / Bekenstein
Status: It's complicated.
Kredyty: 43.710
Medale: 14
Determinacja (1) Żołnierz (1) Pionier (1) Nieproszony gość (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1) Oko cyklonu (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Ultra-idealista (1) Purpurowa gwiazda (1) Bóg wojny (1) Sponsor (1)

Re: Arae

10 sty 2022, o 00:13

Wspomnienie o nieaktualnych źródłach sprawiło, że haker zmrużył lekko oczy, jakby chcąc sobie przypomnieć coś, co mogło mu umknąć. Uruchomił nawet omni-klucz, zerkając szybko w sobie tylko znane notatki, nim wyłączył urządzenie z powrotem i skrzyżował ręce na klatce piersiowej. Wyrzucił z siebie ciche hmpf, które było ni potwierdzeniem, ni zaprzeczeniem, co lekko sugerowało, że przynajmniej próbował pozostać na bieżąco w kwestii Widma.
Widmo po prostu miało swoje zabezpieczenie w postaci bardzo sprytnej Sztucznej Inteligencji, która łatwo czyniła go bardziej nieuchwytnym niż kogokolwiek innego w galaktyce, o kim Isaac chciałby uzyskać jakieś informacje.
Raik, ignorując ich konwersację, wrócił z kolejną porcją skrzynek, które już nieco ostrożniej odłożył na ziemię - teraz, gdy nie musiał działać na złość hakerowi stojącemu obok. Skinner na moment odwrócił wzrok od turianina, zerkając na to, co zawierały skrzynki, po czym jedną z nich odłożył na bok, na wypadek, gdyby Ugarr miał potem przenosząc je uszkodzić jej zawartość. Kroganin nie zważając na to cofnął się od razu do śluzy, by wrócić po ostatni ładunek pozostawiony w doku i odesłać prom do właściciela.
- Trochę depresyjnie muszę przyznać - skomentował, nie dostrzegając w powietrzu żadnego zawieszonego niuansu, który mógłby mu podpowiedzieć, że to nie jest temat, który powinien poruszać. - A tak zgrabnie błagaliście o pomoc, jakbym oglądał Flotę i Flotyllę w tym sezonie, gdzie paczka przyjaciół musi pokonać batariański gang, który porwał ich rattakę.
W miarę, gdy upływały minuty ich konwersacji, napięcie w niej z wolna zaczynało maleć. Nie było to nagłe, a po wejściu na Arae mężczyzna nie uśmiechnął się szeroko gotów poklepać się po plecach z Widmem jak starzy przyjaciele, ale dość szybko zmieniało się jego nastawienie gdy przekonywał się w prawdziwych zamiarach oferującego pomoc Vexa.
Wzruszył lekko ramionami na jego pytanie, ale pokręcił głową od razu, przecząc, by Reed miał z tym cokolwiek wspólnego.
- Mówiłem ci, że coś bardzo uzdolnionego macie współpracownika, skoro potrafił się do mnie włamać - rzucił, uśmiechając się lekko pod maską, czego turianin nie byłby w stanie dostrzec gdyby nie małe zmarszczki, jakie pojawiły się w kącikach jego oczu. - No i tak se pomyślałem, skoro macie takiego zajebistego hakera, że potrafi odnaleźć mnie, to po co ja wam w sumie jestem? Ten wirus, który zainfekował mój komputer, był cholernie zaawansowany. Nawet ja nie potrafiłbym go zreplikować, a wierz mi, że próbowałem. Dodałem dwa do dwóch.
Wypiął dumnie pierś, samemu sobie łechtając swoje ego, nim przestąpił z nogi na nogę, drapiąc się lekko po głowie i wyraźnie hamując swoje zapędy.
- No, kartel też trochę pomógł - rzucił, jak gdyby od niechcenia, ale oboje wiedzieli, że ta zagadka byłaby znacznie trudniejsza do odgadnięcia gdyby nie ta istotna informacja, którą dodał na końcu. - Ta ruda co z wami była, w zamian za lokację Khouriego powiedziała, że pomagała jej jego SI. Wtedy w sumie dodałem dwa do dwóch.
Nieświadom tego, że tygodnie temu rudowłosa wyjawiła tak naprawdę istnienie Isis, a nie Etsy, Skinner umocnił się tylko w przekonaniu, że ich czwórka nadal podróżowała i pracowała razem. Nie zakładał, że byli jedynie zlepkiem odrębnych historii, splecionych w jednym momencie, w którym został w to wszystko wciągnięty wbrew swojej woli.
Raik wtargnął do środka, odkładając ostatnią skrzynię na ziemię i ruchem omni-klucza zamykając za sobą drzwi. Spojrzał na ich dwójkę i rozłożył lekko ręce.
- W przejściu będziemy siedzieć? - zagrzmiał z wyrzutem, który nie wiadomo, do którego z nich był do końca ukierunkowany. - Młody, kawa czy apteka?
Isaac nie odpowiedział, kontemplując obie opcje, nie potrafiąc z początku zdecydować, ale wreszcie skinął głową nieśmiało.
- Jak mi kawa poparzy jeszcze gębę to będziecie musieli mnie w kosmos wysadzić - mruknął, podchodząc bliżej Widma. - Pokażesz te kapsuły, bogaczu?
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9869
Posty fabularne: 404
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Arae

10 sty 2022, o 17:37

Vex nie skomentował słów Isaaca, ale jego spojrzenie ochłodło o pół tonu. Ich poprzednie spotkanie równie dobrze mogło odbyć się wieki temu i chociaż dzielił ich zaledwie miesiąc, to stanowiło inny rozdział jego życia. Ten, którego wspomnienia systematycznie spychał na dalszy plan, grzebiąc je pod zwałem lodu i kamieni, chowając za wznoszonym murem, którego nie miał zamiaru burzyć i który świadomie z każdym dniem pogrubiał o tyle, o ile mógł. Miał wrażenie, że niuanse społeczne były dla hakera przeszkodą o wiele trudniej dostrzegalną niż bugi w linijkach kodu, ale nawet gdyby tak nie było i gdyby nie dzieliła ich różnica rasowa w mimice czy intonacji, nie próbował podsuwać mu żadnych sugestii ani odpowiedzi. Wątpił, żeby uwaga Skinnera była świadomie rzuconą przynętą lub prowokacją - zdążył poznać go na tyle, by zorientować się, że jego język plótł często więcej rzeczy niż umysł miał ochotę wypowiedzieć, często bez większej świadomości stojącej za nimi znaczenia. W tym przypadku zapewne nie było inaczej, więc nawet nie próbował się rewanżować w werbalną potyczkę; zbył temat milczeniem, odzywając się dopiero, gdy chłopak stracił zainteresowanie wątkiem lub cisza stała się zbyt nieprzyjazna.
- A ty gdzie zgubiłeś kota? - zapytał zamiast tego, przesuwając wzrokiem za Isaaciem, gdy ten przestawił jedną ze skrzyń. Już wcześniej zastanawiał się czy jeden z bagaży nie więzi zwierzęcia mężczyzny. Biorąc pod uwagę prowizoryczny charakter slumsów i schronienia, które tam mieli, puszczanie Shopenhauera luzem pewnie było ostatnim na co haker mógł mieć ochotę, szczególnie jeżeli ciągle byli w gotowości do ucieczki.
Alternatywa była taka, że futrzany towarzysz hakera nie przeżył eksplozji.
Poruszył się na swoim miejscu, przechodząc na drugą stronę korytarza, żeby spojrzeć czy Ugarr nie ma innych problemów z noszeniem towaru. Odpowiedź Skinnera odnośnie Etsy sprawiła, że wydał z siebie mruknięcie, które było ni to przychylne teoriom chłopaka, ni to przeciwne, ale spojrzał mimowolnie w jego stronę. Samozadowolenie, którym emanował i poczucie własnych zdolności było poparte rzeczywistością; Sztuczna Inteligencja już wcześniej wyraziła oszczędną aprobatę odnośnie jego umiejętności, co już samo w sobie było oceną jego możliwości - i co prawdopodobnie podbudowałoby jego ego jeszcze bardziej, gdyby się dowiedział. Był niezwykle uzdolnionym hakerem, nie było co do tego wątpliwości. Nawet pomimo tego, że lubił... wyolbrzymiać niektóre tego aspekty.
Dopiero następne słowa zwróciły jego uwagę.
- Jesteś w takich dobrych stosunkach z kartelem, że udostępnili ci tą informację? - zapytał, opierając się plecami o ścianę korytarza i przyglądając się chłopakowi. - Dla ich wiedzy, ta SI nadal lata z Khourim. Dla wiedzy kogokolwiek, Isaac - dodał, śledząc go spojrzeniem. Chociaż mówił neutralnym tonem, jego wzrok był od niego zgoła odmienny. Pamiętał, że haker zapewniał, że jest dobrym człowiekiem i nie planuje go szantażować ani ogłaszać światu informacji, którą pozyskał, ale czym innym było słuchanie jego zapewnień, a czym innym wiara w nie.
Kiedy Raik niespodziewanie wpadł do wnętrza okrętu po raz ostatni i zamknęła się za nim śluza, skinął oszczędnie głową i odbił się plecami od przejścia.
- Apteka. Gdziekolwiek będziecie chcieli lecieć, i tak potrwa to kilka godzin. Będziesz miał czas na kawę - rzucił, podejmując decyzję za Isaaca nawet jeżeli ten by się zdecydował na coś innego. Ruszył korytarzem w stronę skrzydła medycznego, robiąc przy okazji oszczędną prezentację przestrzeni w której będą żyli przez następne kilka godzin. - Mesa jest w centrum, kajuty i łazienki po bokach, skrzydło medyczne na końcu. Możecie zostawić swoje rzeczy w jednej z tych dwóch, żeby nie walały się po korytarzu... w zasadzie to możecie zostawić rzeczy w tej - dodał, poprawiając się po kilku krokach, wykreślając z ich wyboru zarówno pomieszczenie, w którym wciąż znajdowały się rzeczy Mayi, jak i to które kiedyś należało do Carie. Wyłączając z dostępnych sypialni tą kajutę, która w trakcie remontu została przerobiona na celę więzienną, wybór tak naprawdę przestawał być wyborem.
Kiedy dotarli do skrzydła medycznego, bez słowa wskazał hakerowi jedną z kapsuł.
THEME                    VOICE                    ARMOR                    CASUAL
ObrazekObrazek
-5% (+25% z pancerzem tech.) do obrażeń w walce wręcz
-1PA do kosztu ataku w walce wręcz

Dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Vex

Avatar użytkownika
Administrator
 
Posty: 1635
Posty fabularne: 119
Dołączył(a): 18 cze 2014, o 15:17
Miano: Vexarius "Vex" Viyo
Wiek: 32
Klasa: Strażnik
Rasa: Turianin
Zawód: Widmo
Lokalizacja: Watson / Bekenstein
Status: It's complicated.
Kredyty: 43.710
Medale: 14
Determinacja (1) Żołnierz (1) Pionier (1) Nieproszony gość (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1) Oko cyklonu (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Ultra-idealista (1) Purpurowa gwiazda (1) Bóg wojny (1) Sponsor (1)

Re: Arae

10 sty 2022, o 18:01

Samo wspomnienie Shopenhauera sprawiło, że w oczach hakera pojawiła się tęsknota. Mimo tego, nie wyglądał na zdruzgotanego, co zdradziło stan kota Vexariusowi jeszcze zanim chłopak się odezwał.
- Był u sąsiadki i już chyba u niej zostanie - westchnął, wzruszając lekko ramionami, jakby zdawał sobie sprawę z tego, że los kota w tym wszystkim był czymś absolutnie trywialnym, ale i tak nie potrafił ukryć swojego niezadowolenia. - Będę za nim tęsknić, choć nie znam bardziej bezużytecznej kreatury.
Sprawa kartelu była mu znacznie bardziej obojętna. Przez chwilę jeszcze spoglądał niewidocznym spojrzeniem w przód, rozmyślając na temat Shopenhauera i Szanghaju, który pozostał za ich plecami, a który przecież przez długi czas był jego domem. Choć nie wyrażał wielkiego uwielbienia dla rządowych operacji i sposobu traktowania tamtejszych obywateli, musiał przebywać tam nie bez powodu.
Lub nie miał wystarczającego powodu by uciec wcześniej.
- A czym miałby mi płacić kartel za robotę, którą czasem dla nich robię? - odpowiedział pytaniem na pytanie, choć jego miało retoryczny wydźwięk. Rozłożył lekko ręce na boki. - Pieniędzy nie potrzebuję. Ochrony nie potrzebuję. Kryjówki nie potrzeb... potrzebowałem. Nie mieli mi nic do zaoferowania poza przysługami lub informacjami.
Skinner cenił sobie anonimowość, ale kartel cenił sobie Skinnera. Gemma wyraźnie zaznaczyła to w konwersacji z Widmem. W ich oczach był nie tylko uzdolniony, ale też zaufany i, przede wszystkim, anonimowy. Nie pozostawiał po sobie śladów, chyba, że sam chciał umieścić swój podpis w trzewiach oprogramowania w formie bardzo specyficznej reklamy, czy też oznaczenia swojego dzieła w artystyczny sposób.
Na początku z lekkim zdziwieniem przyglądał mu się w milczeniu, gdy ten dość wyraźnie nakreślił swoją sugestię. Na jego twarzy widniało zdziwienie samą potrzebą zakomunikowania tego typu prośby.
- Gdybym miał komuś o tym powiedzieć, powiedziałbym, żeby uciec od tamtego gnojka albo później, żeby odegrać się na tobie... - zaczął, przerywając samemu sobie potrząśnięciem głowy, które musiało kosztować go odrobinę bólu, bo skrzywił się na ułamek sekundy mimowolnie. - Miałem tysiąc okazji, żeby to wykorzystać i tego nie zrobiłem. Trochę wiary, Widmo i trochę mniej prawdziwego świata. Jak dla mnie możemy żyć w nibylandii.
Uśmiechnął się, pierś wypinając lekko do przodu. Nie wydawał się kłamać, ani nie wyglądał na kogoś, kto zdolny był z zimną krwią zapewniać Viyo o czymś, w co samemu nie wierzył. Koniec końców, zadowolony ruszył wraz z nim korytarzem, rozglądając się ze szczerym zainteresowaniem dookoła w miarę, gdy docierali do stacji medycznej. Gdy Vex po drodze wskazał mesę, Raik bez skrępowania odbił w tamtym kierunku, nie widząc potrzeby w eskortowaniu hakera do zmechanizowanego lekarza.
Isaac zamarł przed jedną z kapsuł, spoglądając w jej stronę niechętnie i oceniając względem tej drugiej, jakby szukał różnic.
- Uwielbiam małe przestrzenie - mruknął pod nosem z niezadowoleniem, ale z wielkim oparciem zbliżył się do jednej i ocenił ją podejrzliwie.
Kupując sobie czas, a może wypowiadając słowa, które od jakiegoś czasu krążyły po jego głowie, obrócił się nagle do turianina.
- Mogę ją kiedyś poznać? - spytał, z nieukrywaną fascynacją w głosie.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9869
Posty fabularne: 404
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Arae

10 sty 2022, o 22:00

Szanghaj był dla Isaaca domem - w ten czy inny sposób. Przyglądając się jak spojrzenie chłopaka staje się nieobecne, nie mógł się nie zastanowić odruchowo czy ten kiedykolwiek opuścił wcześniej Ziemię, ale zaraz sam sobie odpowiedział na to pytanie. A raczej zrobił to za niego Raik. Kroganin sugerował, że ich poprzednie metody podróżowania nie należały do zbyt komfortowych, ale oznaczało to, że już kiedyś podróżowali - i to prawdopodobnie nie raz. Chińskie miasto mogło być tylko jednym z wielu przystanków hakera, stanowiąc jego tymczasowe schronienie ze względu na organiczny i chaotyczny charakter slumsowego spamu, który skutecznie ukrywał tych, którzy nie chcieli być znalezieni, ale mogło też być hobbystycznym projektem i wyzwaniem dla jego umiejętności - lub ego. O złamaniu zapór Bixie opowiadał jak o swoim koronnym osiągnięciu, a pełna inwigilacja Szanghaju trochę kłóciła się też z ideą wybrania tego miasta wyłącznie ze względu na potrzebę kryjówki. Istniały przecież światy, które mogły zaoferować podobną zasłoną anonimowości bez napierających zewsząd oczu apodyktycznego rządu, czego więc Skinner szukał akurat tam?
No i szkoda było kota.
- I jedno, i drugie wydaje się być wystarczająco cenną walutą - odparł na jego uwagę odnośnie kartelu, wzruszając lekko ramionami. - Nie przeszkadza ci praca z nimi? Z kryminalistami uwikłanymi w porwania, kradzieże, narkotyk i handel niewolnikami? Myślałem, że jesteś dobrym człowiekiem? - dodał neutralnym tonem. Równie dobrze mógł zadać to pytanie sobie, ale swoją wymówkę znał - i bardziej interesowała go ta, którą wybrał sobie Isaac, chociaż z całej siły próbował pozostać obojętny i trzymać go na dystans. Czy była to ta sama, która pozwalała mu sprzedawać programy służące do zrzucenia z orbity korwet? Lub handlować wirusami potrafiącymi usmażyć systemy monitoringu, zagłuszając w sobie świadomość, że do czegokolwiek zostaną wykorzystane, to nie będzie to raczej zbyt zgodne z prawem - lub wręcz ogólnie przyjętym dobrem?
Milczał przez kilka sekund, gdy szli korytarzem. Argumenty Skinnera odnośnie wygadania komukolwiek sekretu jego oraz Etsy przyjął bez słowa, jakąś częścią siebie wiedząc, że ma rację. Nie potrafił jednak odróżnić tego uczucia, nie wiedząc co jest pewnością popartą logiką, a co zwykłą nadzieją, że chłopak rzeczywiście jest taki za jakiego się podaje - i to ten dysonans sprawiał, że spychał wszystko w stronę dystansu oraz niewiary.
Alternatywa mogła go znowu zbyt wiele kosztować.
Chciał odpowiedzieć, że nibylandia sprawia, że giną ludzie, ale zamiast tego po prostu wycofał się z tematu. Skinner nie potrzebował wykładów, szczególnie gdy nie był pewien kogo z nich chce nimi przekonać. Wykorzystał fakt gdy Ugarr w tej samej chwili odbił w stronę mesy i zwolnił na chwilę kroku, przenosząc swoją uwagę w jego stronę.
- Uważaj, bo większość alkoholu jest dekstroskrętna - rzucił ostrzegawczo, gdy sami ze Skinnerem ruszali dalej. - Ale z tyłu barku jest jeszcze pół butelki ryncolu. Kawy są za to dwa rodzaje - dodał po chwili, na wypadek gdyby kroganin rzeczywiście był bardziej zainteresowany tym drugim napojem, niż czymś co miało procenty.
W końcu ostatnio kupił ziarna premium, to mógł się tym chociaż cholera pochwalić.
Droga do skrzydła szpitalnego zajęła im dosłownie kilkadziesiąt kroków więcej. Kiedy Isaac zaczął się zbliżać do jednej z kapsuł medycznych, a na jego twarzy odmalowała się niechęć, pozwolił sobie na pojedyncze uniesienie łuku brwiowego. Skrzyżował ramiona na piersi i oparł się o framugę w wejściu, obserwując hakera.
- Nie domyśliłbym się. Twój poprzedni apartament był mniejszy niż moja kajuta - zauważył z cieniem rozbawienia. - Ba, wasz nowy kontener był mniejszy niż ta kapsuła. Zresztą, WI poda ci zapewne coś na uspokojenie albo i sen, jeżeli będziesz chciał.
Przyglądał się mu, gdy z nieufnością ogląda urządzenie, ale gdy się odwrócił nagle do niego, nie odpowiedział od razu. Zastanawiał się kiedy padnie to pytanie.
- To zależy od niej - powiedział w końcu, wzruszając delikatnie ramionami. Skinął wymownie w stronę kapsuły. - Najpierw doprowadź się do porządku, bo nie przydasz mi się martwy albo nieprzytomny od gorączki i zakażenia. Sobie też nie.
THEME                    VOICE                    ARMOR                    CASUAL
ObrazekObrazek
-5% (+25% z pancerzem tech.) do obrażeń w walce wręcz
-1PA do kosztu ataku w walce wręcz

Dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Vex

Avatar użytkownika
Administrator
 
Posty: 1635
Posty fabularne: 119
Dołączył(a): 18 cze 2014, o 15:17
Miano: Vexarius "Vex" Viyo
Wiek: 32
Klasa: Strażnik
Rasa: Turianin
Zawód: Widmo
Lokalizacja: Watson / Bekenstein
Status: It's complicated.
Kredyty: 43.710
Medale: 14
Determinacja (1) Żołnierz (1) Pionier (1) Nieproszony gość (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1) Oko cyklonu (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Ultra-idealista (1) Purpurowa gwiazda (1) Bóg wojny (1) Sponsor (1)

Re: Arae

10 sty 2022, o 22:38

Dyskusja na temat morałów hakera musiała być zbyt taksująca by chciał się w nią wdawać, bo machnął tylko ręką, w geście, w którym zbywało kogoś na później. To nie był czas ani miejsce na kontemplowanie zawiłości w jego definicji dobrego człowieka, więc jedynie pośpieszył w kierunku stacji medycznej, jakby na wypadek, gdyby Widmo miał się rozmyślić. Z każdą chwilą był nieco spokojniejszy, ale jego poziom stresu z Huangpu był dość wysoko zawieszoną poprzeczką. Nawet, jeśli nie stał przed turianinem naburmuszony jak wtedy, wciąż był w nowym dla siebie miejscu, obcym terenie, w którym nie czuł się w pełni swobodnie.
Kapsuła w rzeczywistości nie była tak ciasna, jak mogłoby się wydawać. Volyova zawsze miała wystarczająco miejsca by się poobracać gdy WI medyczna jej na to pozwalała. Skinner był większej postury, ale wciąż był stosunkowo wychudzonym egzemplarzem człowieka, który również nie powinien mieć większych oporów. W dodatku przednia kopuła urządzenia była szklana, zwiększając wrażenie przestrzeni.
Nie, żeby to mu w jakikolwiek sposób pomagało.
- Bardzo, kurwa, śmieszne - odrzucił urażony na jego rozbawiony komentarz. - Wspomnienia są wciąż świeże, nie wcieraj mi tu soli w ranę. Kochałem to zawszone mieszkanko. Zresztą, jak na Szanghajskie standardy to był prawie loft.
Westchnął ostentacyjnie, sięgając ku panelowi kapsuły medycznej i wprawiając go w ruch. W wyraźnej nadziei na to, że będzie musiał najpierw podać jakieś informacje i wydłuży sobie czas przebywania na zewnątrz, w nieskrępowanej metalem wolności, stuknął w panel powitalny i z pomrukiem niezadowolenia przeczytał, że ma wejść do środka. Drzwi otworzyły się same, a WI modulowanym, miękkim głosem zaprosiła go do środka.
- Może jeszcze mam się wystroić na spotkanie? - mruknął, przyjmując jednak jego odpowiedź do wiadomości i nie drążąc tematu spotkania z SI. Być może z szacunku do wyznaczonych przez turianina, ostrożnych granic, a może z obecnego przejęcia ciasno wyglądającą kapsułą.
Zaklął pod nosem, z ociąganiem zdejmując z siebie ubranie wierzchnie, a później chustę, która przykrywała mu twarz. Obrócił się przy tym tyłem do Widma, co mogło sugerować, że zwyczajnie nie chciał się nikomu w takim stanie pokazywać - stąd chusta, nieważne jak brudna i zakrwawiona.
- A prywatności można sobie trochę życzyć? - spytał, postępując o jeden, mały krok do przodu i opierając rękę na krawędzi kapsuły, chwiejąc się lekko - jak skoczek na krawędzi klifu zbierając w sobie odwagę do skoku. - Obiecuję, że niczego nie ukradnę.
Koniec końców, wyjście Vexariusa z pomieszczenia było nieuniknione. Skinner nie zamierzał pakować się do kapsuły gdy czuł na sobie oceniające spojrzenie Widma. Mając świadomość tego, że Etsy czujnie i cicho go obserwowała, mógł być pewny tego, że zostawienie go tam było nadzorowane. Cokolwiek chciałby kombinować, Vex dowie się o tym pierwszy.
Raika zastał w niecodziennej sytuacji. Kroganin siedział przy stole, w krześle, które nie przewidywało załogi jego postury. Czytał na omni-kluczu gazetę popijając coś mało wykwintnego. Gdy Widmo się zbliżył, dostrzegł, że kroganin w dłoni trzymał jedną z butelek specyfików do konserwacji statku, które pozostawił mu Rosjanin przy opuszczaniu Cordovej.
- Trochę syf, ale piłem gorsze - rzucił od razu, nim Vex spróbowałby wyprowadzić go z błędu. Uniósł butelkę w jego kierunku w niemym toaście, dziękując za uraczenie go porcją.
Pochylił się w krześle w stronę turianina, w sposób, który wyraźnie pokazywał, że w przeciwieństwie do Skinnera, nie zamierzał ignorować oczywistego tematu, przez który w ogóle się tutaj znaleźli.
- Ten twój Reed to kurewski kawał pyjaka, Widmo - rzucił, unosząc butelkę do ust.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9869
Posty fabularne: 404
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Arae

12 sty 2022, o 11:49

Vex obserwował Skinnera przez chwilę, gdy ten niechętnie przełamywał swoje opory przed kapsułą, po czym bez słowa pokręcił głową i odwrócił się do wyjścia. Nie wyprowadzał go z błędu, że niejako już poznał wszechobecną na statku Etsy, która obserwowała ich w milczeniu odkąd tylko postawili stopę na pokładzie Arae, a nawet i wcześniej. Kwestia ich oficjalnego spotkania wciąż pozostawała jednak tematem otwartym, który z jednej strony nie mógł już raczej przynieść żadnych szkód, skoro haker wiedział o jej istnieniu, ale z drugiej leżał po stronie decyzji SI. Fascynacja Isaaca była swojego rodzaju odmianą od ogólnie przyjętej nieufności i strachu przed syntetyczną świadomością, ale nie była zbyt wielkim zaskoczeniem - haker był człowiekiem technologii i "zawodowa" ciekawość była zbyt silna przy bezpośrednim kontakcie, spychając na bok wszelkie historyczne obawy czy uprzedzenia. Z nim samym było zresztą podobnie na Lyesii, a interesował się techniką w szczątkowej ilości w porównaniu do chłopaka. Sprawy w Szanghaju podążyły jednak bardzo szybko, w przeciągu jednej godziny niespodziewanie sprawiając, że pokład okrętu stał się bardziej tłoczny niż zarówno Etsy jak i on mogli się tego spodziewać. Dyskrecja SI zmniejszała przynajmniej jedną niewiadomą, być może czekając z ostrożnym dystansem na więcej danych oraz dalszy rozwój wydarzeń - coś czego możliwości czasami jej zazdrościł, gdy sprawy zaczynały biec zbyt szybko lub być zbyt przytłaczające.
Kiedy drzwi skrzydła medycznego zamknęły się za jego plecami, korzystając z krótkiej chwili prywatności przystanął na korytarzu i przetarł twarz dłonią, przymykając oczy.
- Prześlij mi jego dane medyczne na omni-klucz - poprosił Etsy po chwili, wzdychając pod nosem niechętnie. Nie było to potrzebne do ich obecnej sytuacji, ale chciał wiedzieć jak wygląda rzeczywisty stan chłopaka. Z powodu charakteru nielegalnej, taniej modyfikacji, krwi oraz ropy ciężko było ocenić jak faktycznie poważnych obrażeń dostał i jak to będzie rzutowało na jego przyszłość.
A także w jakimś stopniu na jego sumienie, chociaż próbował nie dopuszczać do siebie tej myśli.
Ruszył w stronę mesy, odbijając po drodze na sekundę do swojej kajuty, żeby zostawić w niej płaszcz oraz karabin. Kiedy wrócił do centrum Arae i zastał kroganina czytającego gazetę, uniósł tylko łuk brwiowy, ale nie skomentował. Przez chwilę wyglądał jakby chciał coś powiedzieć odnośnie wyboru trunku przez mężczyznę, ale ostatecznie machnął tylko ręką; obywatele Tuchanki byli inaczej okablowani, gdy chodziło do gustów alkoholowych i nawet nie próbował z tym dyskutować. Po tym jak poznał z Vasir smak ryncolu, nie zdziwiłby się nawet, gdyby Raik oznajmił, że do pełni szczęścia brakuje mu ropy naftowej w jego drinku.
W milczeniu przeszedł przez pomieszczenie i wyciągnął kubek z szafki, podstawiając go pod automat z kawą. Kiedy urządzenie zaczęło mielić ziarna, on ściągnął rękawice, rzucił je na blat i oparł się o niego plecami, zawieszając wzrok na ochroniarzu Skinnera i kupując sobie nieco czasu na pomyślenie, gdy nim dźwięk przebrzmiał przez mesę.
- Delikatnie mówiąc - skwitował mruknięciem, otwarcie przyglądając się kroganinowi. Wypychając Isaaca do kapsuły medycznej miał nadzieję na rozmowę z Raikiem; z ich dwójki to on wydawał się być bardziej bezpośredni, a w kwestii Reeda zarówno jego opinia jak trzeźwiejsze spojrzenie miało większą wagę od gadatliwego ale i zbyt emocjonalnego hakera. - Ścierałem się z nim dwa razy - raz niemal zabił przy tym moją partnerkę, a drugi raz mnie. Bezwzględny i szalenie groźny skurwiel, nie tylko w walce.
Jeżeli próbował dorwać Skinnera za to co ten zrobił na Chasce, to mogło się okazać, że na tym nie skończy. Świadomość tego odbijała się stalą w jego wzroku, gdy krzyżował ramiona na piersi; jeżeli po śmierci Steigera Reedowi została tylko zemsta, to był to bardzo niebezpieczny luźny koniec, który musiał szybko znaleźć i położyć do piachu.
- Muszę wiedzieć co się wydarzyło i czego od was chciał - powiedział otwarcie. - Wytropienie go jest na mojej liście.
THEME                    VOICE                    ARMOR                    CASUAL
ObrazekObrazek
-5% (+25% z pancerzem tech.) do obrażeń w walce wręcz
-1PA do kosztu ataku w walce wręcz

Dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Vex

Avatar użytkownika
Administrator
 
Posty: 1635
Posty fabularne: 119
Dołączył(a): 18 cze 2014, o 15:17
Miano: Vexarius "Vex" Viyo
Wiek: 32
Klasa: Strażnik
Rasa: Turianin
Zawód: Widmo
Lokalizacja: Watson / Bekenstein
Status: It's complicated.
Kredyty: 43.710
Medale: 14
Determinacja (1) Żołnierz (1) Pionier (1) Nieproszony gość (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1) Oko cyklonu (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Ultra-idealista (1) Purpurowa gwiazda (1) Bóg wojny (1) Sponsor (1)

Re: Arae

12 sty 2022, o 16:52

Stan Skinnera, przynajmniej na razie, pozostawał niedoprecyzowany. Kapsuła zdecydowanie miała swój plus niewymagania do pracy nikogo innego, ale nie zawsze działała szybko. Haker był nowym pacjentem, którego danych nie posiadała, więc kompletowała wszystko, nie tylko jego stopień obrażeń. Z tego powodu choć Etsy od razu przyjęła jego prośbę i potwierdziła ją krótkim słowem Dobrze, na razie nie miała mu nic do pokazania.
Nie znał jeszcze zdania SI na temat tego wszystkiego, co się wydarzyło ani jej opinii o potencjalnym spotkaniu ze Skinnerem. Nie otrzymując jego bezpośredniego pozwolenia, lub też samej nie chcąc tego robić, nie pokazywała się w formie hologramu, nawet gdy na krótki moment w kajucie został sam, czy samotnie przemierzał korytarze zmierzając do mesy.
Raik oferował nieco inne podejście do tego, którym epatował haker. Nie był emocjonalnie przywiązany do tego, co wydarzyło się w Szanghaju, a przynajmniej nie sprawiał takiego wrażenia. Viyo nie zastał go siedzącego w zadumie lub leczącego rany. Dla Ugarra liczyło się głównie to, że jego warunki życia się polepszyły, Isaac był bezpieczny i, koniec końców, wszyscy żyli. Nie chował żadnej urazy, nawet jeśli to on musiał stanąć naprzeciw atakującemu, będąc najmniej winnym czegokolwiek w całej ich sytuacji. Nawet, jeśli można było podejść do tematu w ten sposób, według którego działania hakera miały wpływ na to, w jaki sposób został potraktowany i nie była to tylko wina Widma, Raik po prostu wykonywał swoje obowiązki. Nie atakował, jeśli nie musiał, a gdy to robił to wyłącznie w obronie chłopaka.
- Był wkurwiony, to na pewno. A czego chciał? Nie wiem. Dostać się do komputerów Isaaca, tak mi się wydaje - wzruszył lekko ramionami, upijając łyk podejrzanego trunku i odwzajemniając turiańskie spojrzenie. - Przyszedł w nocy. Jak tamten, Khouri. Ale nie zaatakował mnie wprost, o nie. Ja siedziałem wtedy obok, na szklaneczce. Zaminował jebanego drona i posłał do wejścia, rozumiesz? Kamikaze - kroganin zaklął głośno. - Zawsze tam ich lata w cholerę, to się tego nie spodziewałem. Gnojek mnie trochę poturbował, a innych zabił
Ugarr swój wiek prezentował w wielu momentach. Doświadczeniem w walce, spokojem przy podejmowaniu w miarę racjonalnych decyzji. Ale też brakiem wstydu w mówieniu o swojej porażce. Nie była to charakterystyczna dla krogan cecha - wręcz przeciwnie, zwykle byli bardzo dumni ze swoich umiejętności i zaprzeczali, jakoby komukolwiek udało się im dorównać.
- Isaac myśli, że to była zemsta. Za to, że wam pomógł wtedy. Ja myślę, że pewnie trochę tak, ale gdy otworzyłem oczy, szperał przy komputerze. Nie dobił go od razu, rozumiesz? Jak mu jebnął ze strzelby, to chłopak padł jak mucha, ale nie umarł, stracił przytomność.
Westchnął głośno, znów upijając mały łyk alkoholu.
- Zaminował resztę mieszkania i spierdolił. Udało mi się wyciągnąć Isaaca i trochę sprzętu, zanim to wszystko jebło w cholerę, ale niewiele.
Umilkł na moment, niewidzacym wzrokiem spoglądając w górę, na ekrany wyświetlające Szanghajskie wciąż wiadomości. Statek leciał już w kierunku Przekaźnika, wkrótce mając do niego dotrzeć, ale połączenie z boją komunikacyjną wciąz było aktywne.
- Chłopak myśli, że Reed uwierzył w jego śmierć i już po nas nie wróci - odezwał się nagle, powracając wzrokiem do turianina. - Ja myślę, że dobrze wie. W końcu upewniłby się, że oboje nie żyjemy, gdyby o to mu chodziło, nie? Ale nie wyprowadzajmy Isaaca z błędu, bo oszaleję od jego panikowania.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9869
Posty fabularne: 404
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Arae

12 sty 2022, o 19:01

Raik był ochroniarzem z krwi i kości, swoim zachowaniem przypominając bardziej turianina niż znanego z agresji krogan. Być może to wiek i przejścia przytemperowały jego rządzę krwi, a być może to właśnie dzięki wewnętrznemu spokojowi udało mu przeżyć tyle czasu; stare blizny były takim samym świadectwem jego doświadczenia jak sposób wypowiedzi oraz odświeżająca racjonalność, szczególnie gdy brało się pod uwagę z czyich ust się brała. Vex przyglądał mu się w milczeniu, słuchając opowieści i nie przerywając, pozwalając sobie wykorzystać ten moment na dodanie własnych faktów do nowych informacji, które przekazywał mu Ugarr. I w miarę gdy ten kontynuował swoją historię, jego własną twarz przykrywał coraz bardziej ponury cień.
Gdyby to był atak wyłącznie spowodowany zemstą, byłby spokojniejszy. Teraz było odwrotnie. Reed ewidentnie coś planował i Isaac był tylko jednym krokiem do zaplanowanego celu, a jakikolwiek by ten nie był, to nie mógł oznaczać nic dobrego. W najlepszym wypadku, łowca próbował załatwić sobie nową tożsamość żeby zniknąć - ale to raczej potrwałoby więcej czasu niż miał dostępne w palącym się budynku i nie pozostawiłby wtedy Skinnera przy życiu, bo ten byłby niepotrzebnym tropem do niego. Niemal od razu przekreślił ten pomysł, podejrzewając co innego.
- Ktoś taki jak Reed pozostawia świadków tylko z dwóch powodów. Żeby przesłać wiadomość albo żeby wykorzystać ich jako przynętę - odpowiedział po długiej chwili ciszy. Zdjął kubek z kawą z podstawki automatu, ale robił to czysto odruchowo, bo jego myśli obracały się dookoła słów kroganina. Czy Reed pozostawiłby hakera przy życiu z innego powodu? Jako fintę? - Czy Isaac wie, że grzebał w jego komputerze? Ocalało z waszego sprzętu coś, co mogłoby rzucić trochę światła na to czego szukał? Logi, historia, cokolwiek?
Objął naczynie w obie dłonie, pozwalając by gorąco stopniowo coraz bardziej przebijające się przez szklane ścianki, zakotwiczyło go w rzeczywistości mesy. Drugie pytanie: do czego łowca mógł potrzebować komputera Skinnera? Pierwsza opcja: któryś z jego rzadkich wirusów był bardzo solidnym podejrzeniem, ale łowca musiałby wiedzieć gdzie go szukać albo czego szukać. Czy Reed planował znowu wykorzystać ten sam program, który uziemił Niezłomnego, ale tym razem na innym okręcie? Na Arae? A może na więziennym transportowcu przewożącym kogoś ważnego z Castora?
- Na Chasce zabiliśmy jego szefa, który miał bardzo... szczególny wpływ na swoich ludzi. Wszyscy byli mu lojalni aż do śmierci, widzieli w nim zbawcę i wizjonera. Reed był jego prawą ręką, gdy chodziło o sprawy bezpieczeństwa i ogarem do eliminowania problemów, które mogły zagrozić ich organizacji - zaczął samemu mówić, bardziej żeby nakreślić kroganinowi pełny obraz tego z kim może się znowu w przyszłości mierzyć. Ideę, że łowca próbuje odbić kogoś w następnej kolejności do tronu Castora też po chwili odrzucił; według każdego z kim rozmawiał wcześniej, Mathias Steiger był niezastąpiony. Był sercem i mózgiem organizacji. Reed nie próbował jej wskrzesić ani chronić. - Już wcześniej obiecywał mi, że to co zrobię jego ludziom, on zrobi moim. Oko za oko, jak mawiają na Ziemi. Nie zdziwiłbym się jakby próbował rzucić się na Radę, ale obawiam się, że jego cele mogą być bardziej dla mnie personalne.
Druga opcja: Reed nie szukał niczego na komputerze hakera, ale instalował coś własnego. Czy zaplanował, że Vex przyleci pomóc Skinnerowi i weźmie go na swój statek, co potem pozwoli mu zainfekować Etsy czymś z dostarczonego sprzętu? Nie, zbyt naciągane i paranoiczne Ten plan miał zbyt wiele dziur: Isaac był genialnym programistą i mógł namierzyć wirusa zanim on dotrze gdziekolwiek, SI mogła go wykryć przy skanowaniu, Raik mógł olać komputery i wyciągnąć z ognia samego chłopaka, a im pozwolić spłonąć... Zbyt wiele zmiennych, zbyt wielkie ryzyko porażki. Więc wciąż pozostawała opcja pierwsza.
- Nie powiem tego otwarcie Isaacowi - zgodził się z niewypowiedzianą prośbą Raika po chwili ciszy, podnosząc wzrok na kroganina. - Ale muszę jakoś dowiedzieć się czego Reed szukał, więc będę potrzebował jego wiedzy odnośnie tego co miał na komputerze i jakie jeszcze programy przygotował. Wiem, że jest bystry - i to aż za bardzo dla własnego dobra. Pewnie wyciągnie wnioski - ostrzegł go z wahaniem, nim przeszedł do gorszej części tego co krążyło mu po głowie. Uniósł naczynie do ust, upijając łyk kawy; gorzki napój z trudem spłukiwał z gardła śmierdzące opary Szanghajskich kanałów, robiąc jednak co może. - Reed prędzej czy później mnie zaatakuje. Będzie próbował zniszczyć mój statek, moją elektroniczną towarzyszkę i wszystkich, którzy są w moim pobliżu, bo on tak działa - znajduje wszystko co uznaje za twoje słabości, a potem temu grozi lub to niszczy. Chciałbym myśleć, że mam zbyt wielkie mniemanie o sobie i że w rzeczywistości zrzucił zemstę na dalszy plan, ale obawiam się, że za to co mu zrobiłem prawdopodobnie próbuje przygotować na mnie coś wyjątkowo paskudnego. A to oznacza, że wasza obecność na Arae może być dla was jeszcze bardziej niebezpieczna niż pobyt w Szanghaju - dokończył wprost, wpatrując się w jedno zdrowe oko Ugarra.
Reed stanowił problem - i to tego typu, który sprawia, że ludzie budzą się po nocach zlani potem. Vex mógł nienawidzić łowcy, ale nie mógł nie darzyć go zawodowym szacunkiem oraz minimalizować zdolności żołnierza. Jego sposób wyeliminowania Raika był tylko tego kolejnym dowodem.
- Kiedy dokładnie miał miejsce atak? - zapytał po chwili, upijając kolejny łyk kawy i mrużąc lekko oczy. Próbował umieścić na osi czasu ile czasu minęło od tamtej chwili i gdzie wtedy był on - oraz w jakim stanie był wtedy remont Arae.
THEME                    VOICE                    ARMOR                    CASUAL
ObrazekObrazek
-5% (+25% z pancerzem tech.) do obrażeń w walce wręcz
-1PA do kosztu ataku w walce wręcz

Dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Vex

Avatar użytkownika
Administrator
 
Posty: 1635
Posty fabularne: 119
Dołączył(a): 18 cze 2014, o 15:17
Miano: Vexarius "Vex" Viyo
Wiek: 32
Klasa: Strażnik
Rasa: Turianin
Zawód: Widmo
Lokalizacja: Watson / Bekenstein
Status: It's complicated.
Kredyty: 43.710
Medale: 14
Determinacja (1) Żołnierz (1) Pionier (1) Nieproszony gość (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1) Oko cyklonu (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Ultra-idealista (1) Purpurowa gwiazda (1) Bóg wojny (1) Sponsor (1)

Re: Arae

12 sty 2022, o 20:34

Reed był człowiekiem zdeterminowanym - nie w sposób, w którym normalna osoba dążyła do swojego celu analizując wykres zysków i strat. Steiger nie był standardowym szefem, po którym jego pies na posyłki mógłby znaleźć sobie innego, silnego, któremu mógłby służyć. Castor składał się z różnej maści ludzi - część była w nim dla własnych korzyści, część dla pieniędzy. Ale tylko wąskie, najbardziej zaufane Steigerowi grono było tam z czystej wiary w wizję, którą im pokazał. To sprawiało, że podchodzili do tego wręcz ideologicznie, co czyniło Reeda jeszcze groźniejszym przeciwnikiem.
Zwykła zemsta nie wchodziła w grę. W końcu gdyby na niej mu zależało, zaatakowałby wcześniej, lub w bardziej oczywisty cel - jak rodzina Viyo, której zagrożono już poprzednim razem. Haker nie był Widmu bliski, a przynajmniej nie byłby pierwszym, co mogłoby przyjść na myśl komukolwiek chętnemu do wypełnienia powiedzenia oko za oko.
- Isaac wie, że grzebał w plikach. Dlatego zabraliśmy wszystko stamtąd w tych skrzyniach ze sobą - potwierdził Ugarr, wskazując ręką za siebie, co miało sugerować pozostawione w wolnej kajucie rzeczy, które zabrali z ich kontenera w dzielnicy Huangpu. - Mówił, że w warunkach polowych nie da rady sprawdzić, jakie szkody wyrządził. Jeszcze chuja wiemy, ale skoro tu jesteśmy, może to się wreszcie zmieni.
Wzruszył lekko ramionami. Jedno uniosło się normalnie, drugie, złączone z uszkodzonym barkiem, drgnęło tylko, ale kroganin nie pokazał po sobie śladu bólu. Sięgnął tylko po butelkę, w trzech, dużych haustach dopijając zawartość wątpliwego alkoholu, którego ilość i toksyczność prawdopodobnie powaliłaby Vexariusa, ale przy masywnym cielsku mieszkańca Tuchanki wątpliwe, by dała jakiś negatywny skutek.
- To już ponad moją głową - burknął, nie chcąc wdawać się w spekulacje dotyczące celu Reeda. - Cokolwiek chciał, pewnie to razem odkryjecie. Mnie tylko interesuje położenie tego skurwola. Gdzie wskaże Isaac, tam pójdę.
Pomimo ataku, Reed nadal nie wydawał się być dla kroganina w żaden sposób celem osobistym. Albo Raik nie czuł żadnej potrzeby zemsty za wysłanie w jego kierunku uzbrojonego drona i zniszczenie ich miejsca zamieszkania, albo podchodził do tego w inny sposób. Jego więź z Isaaciem przypominała nierozrywalny pakt, który nadpisywał jego personalne pobudki i odczucia. Jedyne, czego potrzebował teraz, to regeneracja i chwila odpoczynku - w tym akurat zgadzał się ze Skinnerem.
- Statek ciężko wyśledzić, a jeszcze gorzej uszkodzić. Szczególnie, jeśli pracuje sam, a na takiego wyglądał. Nie ma załogi, nie wyciągnie sobie z dupy krążownika. - odrzucił po chwili namysłu. - Na jego miejscu zmusiłbym cię do przylecenia w miejsce, które mu odpowiada. A wtedy możesz być pewny, że się zmyjemy.
Uśmiechnął się do niego, rozglądając się nagle po mesie.
- Macie coś do żarcia? - spytał mało elokwentnie i, gdy Widmo wskazał mu szafkę, z jazgotem płyt swojego pancerza, wstał, rozprostowując kości i kierując się w tamtą stronę.
- Chłopak się ukrywał. Nikt nie wiedział, gdzie był w Szanghaju i tak miało być, bo ma trochę wrogów. Reed zwrócił na niego uwagę. Teraz jest jego najmniejszym zmartwieniem, dlatego statek wciąż jest bezpieczniejszy - rzucił przez ramię, wyciągając jedno z opakowań i przybliżając je sobie pod sam nos, czytając jaka jest zawartość. Z niesmakiem je odłożył i sięgnął po następne. - A nie wiem, z tydzień temu? Może więcej. W tym kontenerze było gorzej niż w ściekach Omegi - dodał, przebierając w porcjach żywnościowych.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9869
Posty fabularne: 404
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Arae

14 sty 2022, o 00:20

Jego palce zastukały po boku kubka w zamyśleniu, gdy słuchał kroganina. W końcu skinął po prostu głową, akceptując że przynajmniej ta jedna zmienna jest z głowy - obawiał się, że przy podejściu Isaaca do prywatności i ego przekonanym o własnych możliwościach, będzie musiał zabrać mu ocalony sprzęt siłą, żeby przekonać go, że Reed rzeczywiście grzebał w jego plikach. Nie wątpił, że Skinner miał zabezpieczenia przeciwko włamaniom na swoje własne poletko w którym był królem, ale ile z nich działało bezpośrednio od strony jego własnej klawiatury?
- Mam nadzieję - rzucił, odstawiając kubek na blat obok siebie i krzyżując ramiona na piersi. - Cokolwiek Reed znalazł na jego dyskach, nie może być dobre. Szczególnie biorąc pod uwagę, że każdy z programów chłopaka nosi jego elektroniczny podpis. Reed może pracować sam, ale nie obstawiłbym na to swojej wypłaty - założę się, że wciąż ma jakieś kontakty lub wystarczająco gotówki, by zdobyć nowe.
Przez chwilę przesuwał wzrokiem za Raikiem, gdy ten się podnosił od stołu, a następnie skinął głową w stronę jednej z szafek.
- Większość jest dekstro. Nie spodziewałem się innych pasażerów - powiedział, ale już bardziej dla przyzwoitości, a nie w celu większego ostrzeżenia. Krogański organizm był na tyle odporny na wszystko, że nie zdziwiłby się jakby Ugarr pomimo wszelkiej logiki był w stanie spożyć coś do czego jego geny nie są przystosowane. Z drugiej strony poza nowymi racjami, które zakupił na ziemi, pewnie zostało jeszcze kilka starszych z czasów, gdy nie latał sam.
Jeżeli płyn do czyszczenia silników nie był przeszkodą dla krogańskiego układu trawiennego, to data ważności zapewne też nie robiła na nim wrażenia.
- Po prostu chcę żebyście mieli pełny obraz tego w co się wpakowaliście wchodząc na mój statek - podsumował zdawkowo, odpychając się biodrami od blatu. - Odstawię was gdzie będziecie chcieli, bez względu na to czy Isaac będzie chciał mi pomóc, czy nie. Chociaż tobie to pewnie nie robi różnicy. - Zawahał się na kilka uderzeń serca, obserwując Raika, gdy ten przebierał w jedzeniu; więź którą ten miał z chłopakiem była czymś o wiele bardziej skomplikowanym niż zwykła umowa ochroniarza - a przynajmniej takie odniósł wrażenie. Wyglądało na to, że celem życiowym Ugarra było bronienie hakera, ale nie odniósł wrażenia, żeby miało to coś wspólnego z ilością płaconych kredytów. Przez chwilę chciał o to zapytać, ale ostatecznie wycofał się bez słowa, ciągnąc ciekawość za nałożony na nią kaganiec; dopił kawę jednym haustem i wrzucił kubek do zlewu, zabierając z wierzchu swoje rękawice i przez chwilę analizując ostatnią odpowiedź wojownika. Jego paranoja uspokoiła się trochę, wiedząc że Reed nie zdążyłby jakimś cudem ukraść program Skinnera i niezauważenie zainstalować go na Arae w trakcie prac przy Etsy.
- Wiem, da się zauważyć - stwierdził zdawkowo. - Łazienki są po drugiej stronie do korytarza - powtórzył swoje pierwsze słowa z krótkiej wycieczki po Arae, wymownie dając Ugaarowi kilka chwil na przetrawienie tego znaczenia. - Idę się przebrać.
Machnął kroganinowi krótko ręką, po czym opuścił mesę, kierując się w stronę własnej kajuty. Potrzeba zrzucenia z siebie pancerza i zmycia zapachu slumsów Szanghaju była jednak tylko częścią prawdy; w milczeniu przeszedł korytarzem, wchodząc do swojego zakątka.
- Wszystko w porządku? - zapytał Etsy, gdy tylko zasunęły się za nim drzwi. Rzucił rękawice na blat biurka.
THEME                    VOICE                    ARMOR                    CASUAL
ObrazekObrazek
-5% (+25% z pancerzem tech.) do obrażeń w walce wręcz
-1PA do kosztu ataku w walce wręcz

Dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Vex

Avatar użytkownika
Administrator
 
Posty: 1635
Posty fabularne: 119
Dołączył(a): 18 cze 2014, o 15:17
Miano: Vexarius "Vex" Viyo
Wiek: 32
Klasa: Strażnik
Rasa: Turianin
Zawód: Widmo
Lokalizacja: Watson / Bekenstein
Status: It's complicated.
Kredyty: 43.710
Medale: 14
Determinacja (1) Żołnierz (1) Pionier (1) Nieproszony gość (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1) Oko cyklonu (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Ultra-idealista (1) Purpurowa gwiazda (1) Bóg wojny (1) Sponsor (1)

Re: Arae

14 sty 2022, o 23:17

Arae z wolna docierała do Przekaźnika, pokonując pustkę z pomocą sterującej statkiem Etsy. Za oknami fregaty wciąż migały gwiazdy - zwykłe, białe, tak znajome, a jednocześnie tak często zastępowane promieniowaniem Czerenkowa. Widmo od zawsze żył w pośpiechu, a statek rzadko kiedy zatrzymywał się w kosmosie. Loty do i z Przekaźnika były jedynymi, krótkimi momentami, w których mógł podziwiać piękno kosmosu.
Etsy nie wyświetliła się w jego kwaterze, pozostając głosem w przestrzeni. Powoli przesyłała mu zdobywane przez kapsułę informacje medyczne, ale nie było w nich nic ciekawego - procedury i leki, jakie stosowała, starając się doprowadzić chłopaka do stanu używalności i zminimalizować jego ból.
- Tak. - krótkie słowo potwierdzenia było jedynym, czego potrzebowała by zapewnić go o swoim podejściu. - Jesteśmy prawie przy Przekaźniku Masy. Powinieneś poinformować Gemmę, że posiadamy hakera by wyznaczyła miejsce spotkania z agentem Handlarza Cieni.
SI urwała na krótką chwilę, po czym kontynuowała poprawiając się.
- I powinieneś poinformować hakera, że potrzebujemy jego pomocy.
Nie tylko posiadanie Skinnera było wymagane - musiał być jeszcze skory do wykonania zlecenia, o którym jeszcze nie wiedział. Być może był to problem, który kartel potrafiłby sam skorygować, gdyby tylko Widmo dostarczył im Skinnera. Musiałby jednak wtedy pozbyć się Raika, który w życiu by na to nie pozwolił.
Kolejne, nowe informacje przyszły na turiański omni-klucz.
- Implant Isaaca jest bardzo taniej jakości i powinien być wymieniony w szybkim terminie - przeczytała spostrzeżenia systemu, który oznaczył to zdanie wykrzyknikiem. - Do tego czasu będzie musiał brać leki, by organizm go nie odrzucił.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9869
Posty fabularne: 404
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Arae

15 sty 2022, o 20:41

Skinął głową z ociąganiem, błądząc myślami dookoła tego co powiedziała. Miał więcej niż jedną wiadomość do wysłania po tym co usłyszał przed paroma minutami, ale wciąż musieli mieć jakieś priorytety. A obecnie wszystkie były związane z tajemnicą Etsy oraz nićmi za którymi podążali.
- Wyślę wiadomość do Gemmy tuż przed skokiem - powiedział, odpinając klamry naramienników. Ściągnął z siebie pancerz, odstawiając go na stojak i zdejmując z siebie po kolei elementy uzbrojenia. - Isaacowi powiem gdy już wyjdzie z kapsuły i gdy będziemy lecieć tunelem. Robił wcześniej interesy z Kartelem i nie wyglądał na zbyt przejętego tym, więc jestem optymistycznie nastawiony do jego zgody, szczególnie że teraz może potrzebować środków na kryjówkę oraz uzupełnienie straconego sprzętu.
Zawahał się odkładając hełm na szczyt stelaża; ujął go w obie dłonie, przyglądając się swojemu odbiciu zniekształconemu na tytanowej masce osłaniającej wizjer i zmęczonych, ponurych, zielonych oczach spoglądającej z ciemnej oprawy. Pozostawianie wszystkiego w rękach czyjejś dobrej woli nie smakowało już właściwie; pomimo wszystkich swoich nauk, które próbował wpajać Etsy oraz wcześniejszego podejścia, nie planował już zdawać się wyłącznie na nadzieję, że wszystko jakoś się ułoży.
- Możesz podrasować diagnozę WI? - poprosił cicho. - Niech mu wskaże wymaganą wyższą klasę protezy. Im droższa będzie, tym większa szansa, że będzie bardziej skłonny przyjąć zlecenie Gemmy, żeby zdobyć pieniądze.
Odwrócił wzrok od własnych tęczówek i zawiesił hełm na stojaku, po czym odwrócił się od niego i wsunął ręce do kieszeni spodni. Następne godziny zadecydują pewnie o wielu rzeczach, ale szczęśliwie oznaczało to więcej spraw, którymi musiał zająć - i mniej tych o których nie chciał myśleć.
- Jeżeli będziemy próbować podłączyć popsute komputery, chciałbym żebyś objęła je jak najściślejszą kwarantanną i uważnie monitorowała cały ruch. Ostatnie czego chcę, to żeby jakiś wirus Reeda lub Skinnera dostał się w twoje obwody - stwierdził, krzywiąc się lekko. - Uważaj też na wszystkich, którzy będą próbowali nam coś przesyłać. Reed pewnie będzie w ciebie celował, wiedząc że jesteś dla mnie ważna, a nie wiem skąd nadejdzie atak. Po informacjach, które zostawiłem u Rady i tak poluje na niego pół galaktyki, więc raczej nieprędko sobie z tym poradzi, ale wolę wiedzieć, że jesteś bezpieczna - dodał, już bardziej miękkim tonem. Przeszedł przez kajutę i wszedł do łazienki, żeby odkręcić kran w zlewie i przetrzeć twarz. Dopiero gdy szum wody wypełnił wnętrze jego głowy, oparł się dłońmi po obu stronach umywalki i wbił spojrzenie we własne odbicie. Jego myśli krążyły jednak gdzieś indziej, nie potrafiąc porzucić rzeczywistości czekającej w mesie oraz skrzydle medycznym.
- Nie wiem co o nich myśleć, Ets - odezwał się cicho, mając na myśli Skinnera i Raika. - Ani co sądzić o ich obecności na Arae. Wiem, że mogliby nam się przydać zarówno w poszukiwaniu twojej historii, wiem też że będą tu bezpieczniejsi. Ale nie wiem czy im na tyle ufam. Nie wiem... czy chcę kogokolwiek więcej na naszym pokładzie. Nie znowu.
THEME                    VOICE                    ARMOR                    CASUAL
ObrazekObrazek
-5% (+25% z pancerzem tech.) do obrażeń w walce wręcz
-1PA do kosztu ataku w walce wręcz

Dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Vex

Avatar użytkownika
Administrator
 
Posty: 1635
Posty fabularne: 119
Dołączył(a): 18 cze 2014, o 15:17
Miano: Vexarius "Vex" Viyo
Wiek: 32
Klasa: Strażnik
Rasa: Turianin
Zawód: Widmo
Lokalizacja: Watson / Bekenstein
Status: It's complicated.
Kredyty: 43.710
Medale: 14
Determinacja (1) Żołnierz (1) Pionier (1) Nieproszony gość (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1) Oko cyklonu (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Ultra-idealista (1) Purpurowa gwiazda (1) Bóg wojny (1) Sponsor (1)

Re: Arae

16 sty 2022, o 04:58

Przeczytanie danych hakera z kapsuły medycznej było samo w sobie pewnym nadużyciem - złamaniem zasady wzajemnego zaufania, która być może w innej sytuacji mogła determinować to, jak wszystko następne się potoczy. Ale haker był mu wdzięczny za ratunek, nawet jeśli maskował to swoją wściekłością za poprzednie zachowanie Widma. Prawdopodobnie Etsy mogła dopuścić się tego czynu i nie ostrzegać przed potencjalnymi konsekwencjami.
Kłamstwo było jednak krokiem dalej, którego dotychczas nie dopuszczali się póki nie było to absolutnie konieczne.
- Co, jeśli zasięgnie drugiej opinii? - spytała SI wprost, nie okrywając swoich słów w miękką kołdrę zawoalowanej sugestii. - Wasze zaufanie zostanie zniszczone.
Być może błędem było przez Sztuczną Inteligencję zakładać, że to zaufanie w ogóle istniało. Viyo zawdzięczał wiele Skinnerowi, czy tego chciał, czy też nie. W chwili desperacji Isaac zdecydował się im pomóc, a później, świadom potęgi posiadanych przez siebie informacji, nie wykorzystał niczego przeciw niemu.
Nawet, gdy desperacja dotarła do niego.
Honor, który powinien być odznaką turiańskiego wojskowego, przejawił się w mglistej moralności Szanghajskiego hakera - tam, gdzie wydawałoby się, że na próżno było go szukać. Etsy była mu zupełnie obca. Vexarius był niczym innym, jak nadużywającym swojej władzy wojownikiem o własne przekonania, który nie dotrzymywał składanych innym obietnic. Isaac nie miał pragmatycznego, racjonalnego powodu, dla którego powinien przemilczeć informację, która potencjalnie mogła odwrócić jego los o sto osiemdziesiąt stopni.
- Rok temu powiedziałam ci, że twój pragmatyzm zniknął z pojawieniem się jej. Gdy zniknęła, zamiast niego powróciła bezwzględność - wyznała SI, choć po dłuższej chwili.
Pomimo posiadania przez siebie fizycznej formy, nawet teraz, gdy zniknął z samej kajuty wchodząc do łazienki, nie pojawiła się w żadnym miejscu, pozwalając sobie być tym, czym była przez większość ich znajomości - głosem w przestrzeni.
Ale już nie echem jego sumienia.
- Ale rok temu nalegałam, żebyś nigdy jej nie zaufał - dodała nagle, wspominając to, jak różne było ich podejście do niebieskowłosej gdy się pojawiła. - Najwyraźniej, byłam w błędzie. Nie wiedziałam niczego wtedy i nie wiem niczego teraz.
Umilkła, pozostawiając po sobie gorzkie uczucie, zamiast zwykłego zapewnienia o jej ciągłej obecności i chęci pomocy. Etsy zmieniła się odkąd opuścili Cordovę. Być może zakładał, że w ten sposób przechodziła własną żałobę, a może zaślepiony własną nie dostrzegł tego, jakiej zmianie ulegała Sztuczna Inteligencja. Jej odpowiedzi stały się krótkie, treściwe, a tam, gdzie zwykle znajdowało się miejsce na luźne pogawędki, egzystencjonalne przemyślenia czy nawet humor, pozostała martwa cisza, wypełniana jedynie szumem pracujących stale systemów podtrzymywania życia.
- Chciałabym, żebyś skontaktował się z Gemmą. Mamy Skinnera w posiadaniu i wypełniliśmy jej zadanie. Teraz należy nam się zapłata.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9869
Posty fabularne: 404
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Arae

16 sty 2022, o 15:16



Słowa Etsy zawisły w jego głowie, wgryzając w jego umysł i nie chcąc puścić. Obserwował własne tęczówki na powierzchni lustra, pozwalając by para wodna wypełniała łazienkę i stopniowo przesłaniała widok własnego odbicia. To nie druga opinia była problemem, ale to co implikowała. Zawsze mógł powiedzieć, że nie ma z tym nic wspólnego i że widocznie jego WI medyczna źle oceniła obrażenia - była w końcu tworem przeznaczonym do przenośnej funkcji kapsuły, do posiadania lekarza na okręcie w którym nie było żywego medyka. Naturalne wydawało się założenie, że jej wiedza oraz precyzja będą mniejsze niż te w profesjonalnym ośrodku. Wiedział, że gdyby przyszło do takiego oskarżania, jego odpowiedzią byłoby wzruszenie ramion i stwierdzenie, że w takim razie dobrze się stało, że WI przyjęła gorszą opcję, niż jak stałoby się to w odwrotną stronę i Skinner miał dostać słabszy implant niż wymagały tego jego obrażenia.
Problemem była druga część jej odpowiedzi.
- Nie mam ochoty na zawieranie kolejnego zaufania z kimkolwiek więcej, Ets - powiedział cicho. - Isaac widzi mnie jako bezduszne Widmo, które wykorzystuje innych do własnych celów i pnie się do nich po stosach trupów. Może najlepiej dla wszystkich będzie jak tak zostanie. Przynajmniej się nie zawiodą.
Kiedy para przesłoniła w końcu jego tęczówki, przełamał własne spojrzenie i opuścił wzrok, zakręcając kran.
- I może tym właśnie być powinienem. Może zresztą tym właśnie jestem.
Odwrócił się od łazienki i wrócił do głównej części kajuty, siadając na łóżku. Pochylił się do przodu, opierając łokcie na kolanach i podtrzymując głowę palcami na skroniach, wbijając spojrzenie gdzieś przed siebie. Kiedy Etsy przywołała słowa sprzed niemal pół roku, wydał z siebie coś pomiędzy ponurym parsknięciem, a pozbawionym wesołości śmiechem przez który przebijała się gorycz.
- To jest nas dwoje. Myślałem wtedy, że widzę w ludziach to co ukrywają i co siedzi głęboko pod warstwą masek, które pokazują światu, ale ostatecznie się myliłem i to nie raz, i nie drugi. Girbach, Irissa, Avis. - Nie wypowiedział czwartego imienia, ale mięśnie jego szczęki drgnęły gwałtownie, dopowiadając to co niewypowiedziane. - Odkąd się poznaliśmy, próbowałem ci pokazywać co jest słuszne i co właściwe, ale prawda jest taka, że najwyraźniej ja również niczego nie wiem. Być może nie widziałem w ludziach tego kim byli naprawdę, a to co myślałem, że chcę zobaczyć.
Westchnął ciężko i przetarł twarz dłonią, prostując się lekko. Przesunął zmęczonym spojrzeniem po rogach pomieszczenia, odruchowo szukając niewidocznych głośników, które od zawsze utożsamiał z SI nawet gdy jeszcze nie miała swojej holograficznej postaci. Wyczuwał jej dystans, wyczuwał jej chłód, ale do tej pory pośród tego wszystkiego, interpretował go inaczej. Być może tu również się mylił.
- Ets... - odezwał się cicho, robiąc krótką pauzę, gdy próbował sformułować właściwe pytanie lub słowa. - Przepraszam, wiem, że ciebie to też dotknęło. Powinienem wcześniej... - przerwał kręcąc głową. Sam nie wiedział jak rozwiązać własne problemy, nie znał też odpowiedzi na własne pytania. - Jeżeli jesteś na mnie zła lub chcesz porozmawiać, powiedz. Daj mi znać jak mogę pomóc.
THEME                    VOICE                    ARMOR                    CASUAL
ObrazekObrazek
-5% (+25% z pancerzem tech.) do obrażeń w walce wręcz
-1PA do kosztu ataku w walce wręcz

Dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Vex

Avatar użytkownika
Administrator
 
Posty: 1635
Posty fabularne: 119
Dołączył(a): 18 cze 2014, o 15:17
Miano: Vexarius "Vex" Viyo
Wiek: 32
Klasa: Strażnik
Rasa: Turianin
Zawód: Widmo
Lokalizacja: Watson / Bekenstein
Status: It's complicated.
Kredyty: 43.710
Medale: 14
Determinacja (1) Żołnierz (1) Pionier (1) Nieproszony gość (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1) Oko cyklonu (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Ultra-idealista (1) Purpurowa gwiazda (1) Bóg wojny (1) Sponsor (1)

Re: Arae

17 sty 2022, o 18:29

Etsy nie posiadała zbyt wiele wspomnień sięgającej ku jej fundamentom - stworzeniu i podstawowym wychowaniu. Jej wzorem do naśladowania od ponad roku było Widmo. Vexarius dokonywał wyborów na podstawie własnego, moralnego kompasu, więc i ona go przyjęła. Teraz nie tylko on był w błędzie i nie tylko on mógł chcieć zrewidować swoje podejście do pewnych spraw.
Z drugiej strony, nie miał pojęcia jak żałoba mogła wpływać na program, którego uczucia wyrażone były zerojedynkowym kodem, a nie zlepkiem połączonych ze sobą neuronów.
- Problem jest taki, że z bezdusznym Widmem będą chcieli pracować jedynie bezduszni ludzie. Isaac do nich nie należy - odrzuciła, oceniając hakera na swój sposób. Miała dostęp do tego, co wyczyniał w extranecie, jednak Sztuczna Inteligencja miała również świadomość, jak wiele nieetycznych czynów popełniali sami - w walce o większe dobro. To zwracało ich do odwiecznego pytania - czy cel uświęcał środki?. - Statystycznie, współprace osiągane szantażem, wymuszeniem lub manipulacją mają znacznie niższy wskaźnik powodzenia.
Zaufanie było czymś, co trudno było zdobyć - ale jednocześnie co otwierało każdą znajomość i partnerstwo na zupełnie inne aspekty. Miało to porażającą ilość plusów, ale też bardzo dotkliwe minusy, które owładnięty żałobą umysł dostrzegał jako nawet przewyższające to pierwsze.
- Nie wiem o czym mogłabym porozmawiać. Śledzę sytuację gdy się rozwija. Mamy nowy cel przed sobą i powinniśmy się na nim skupić - odrzekła, po krótkiej chwili milczenia. Zwykle chętna do rzucenia anegdotką lub cytatem, teraz miała dla niego przygotowane połączenie z Gemmą, nie dodając do tego niczego więcej.
Na celu łatwiej było się skupić, niż na własnych przemyśleniach, czy co gorsza uczuciach.
- Kapsuła zakończyła procedurę.
Pokierowała go z powrotem do stacji medycznej gdy był gotów na wyjście. Skinner siedział na krawędzi urządzenia, ze zwieszoną głową i niezadowoloną miną. Prawdopodobnie wiązało się to z komunikatem, który odczytał wraz z zaleceniami wirtualnego lekarza - a który był nieco bardziej podkoloryzowany, niż mógłby się tego spodziewać.
Chłopak znów zakrył dolną połowę swojej twarzy brudną chustą.
- Dzięki za, no, wiesz... - mruknął, ruchem dłoni wskazując kapsułę, która zdążyła już sama się zdezynfekować, kończąc procedurę przyjęcia nowego pacjenta. - Powinienem zabrać się za mój sprzęt. Raik ci pewnie powiedział. Im szybciej ogarnę, jakie szkody zrobił ten gnojek, tym lepiej.
Westchnął, zeskakując w dół, na równe nogi. Dłonie wsunął do kieszeni swojej kurtki, którą znów miał narzuconą na ramiona.
- Powiesz swojej SI, żeby pomogła mi wydzielić zamknięte środowisko? - spytał wprost, zgodnie z jego niewypowiedzianym, wcześniejszym życzeniem nie zakładając, że będzie mógł ją poznać teraz.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9869
Posty fabularne: 404
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Prywatne jednostki

KTO JEST ONLINE?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 3 gości